Kwadratura Sieci

szczypta codzienności, garść książek i kropla ekstraktu z netu

Month: Październik, 2009

Będzie wojna

Rozmawiają dwaj studenci:
- Będzie wojna. W Izraelu już czołgi stoją na granicy.
- Jaka wojna? Z kim?
- Z Iranem. Czołgi już stoją. Mówili w telewizji.

Całe szczęście, czołgi będą jechały – między innymi – przez Irak, więc chociaż będą miały czym po drodze zatankować. Przyda się, bo dystans między Izraelem a Iranem to jakieś tysiąć kilometrów. Tak swoją drogą, od kiedy należy liczyć początek wojny: od momentu, gdy czołgi ruszą, czy kiedy w końcu dojadą na miejsce?

Warto być Francuzem

Pisane w pierwszej połowie XIX wieku:

…espirit de korps amerykańskiego dziennikarstwa polega na prostackim i prymitywnym wykorzystywaniu namiętności czytelnika, na rezygnowaniu z idei, po to by łatwiej dobrać się do ludzi, na wyciąganiu na jaw faktów z ich prywatnego życia, na demaskowaniu ich słabości i wad (Tocqueville 1976: 146).

Dziś aktualne nie tylko w USA, ale na całym świecie. Okazuje się więc, że nie tylko generalne proroctwo Alexisa de Tocqueville’a o rozlaniu się demokracji na inne kraje można uznać za trafione. Na poziomie detali prognozy (nawet jeśli zawarte implicite) również okazują się całkiem słuszne.

O demokracji w Ameryce powinienem był przeczytać dużo wcześniej. Powstrzymywało mnie tylko to, że na każdym roku studiów ktoś wymagał fragmentów tej książki jako lektury obowiązkowej na zajęcia. A ja nie czytam książek z mojej TOREAD list na zawołanie, o nie! Obowiązkowość zabija wartościowe książki. Dlatego zaciskałem zęby i czekałem. Teraz, na piątym roku, i tak czytam tylko to, co chcę, więc przyszła pora również na Tocqueville’a.

Lektura zadziwia mnie na kilku płaszczyznach. Największe zaskoczenie: żyli kiedyś Francuzi, którzy potrafili dobrze pisać. Oczywiście, odkładamy na bok literaturę piękną. Mowa tylko o literaturze faktu i – powiedzmy – naukach społecznych. A więc – żyli!

Dla porównania: czytałem kilka dni fragment Dystynkcji Pierre’a Bourdieu. Jeden z tych Francuzów, któremu słoń nadepnął na pióro. Szalenie inteligentny – owszem, posiadający rozległą wiedzę – jak najbardziej, mający swój wkład w nauki społeczne – bez wątpienia. Ale ten “styl”! Typowe nadsekwańskie okropieństwo. Przykład:

Ci, którzy klasyfikują innych lub siebie, klasyfikując bądź przyswajając sobie praktyki albo właściwości sklasyfikowane lub klasyfikujące, nie mogą nie wiedzieć (yeah, Pierre, złapałem to jeszcze w przedszkolu; wytłuszczenie i komentarz w nawiasie mój – WW), że – poprzez przedmioty bądź praktyki wyróżniające, w których wyrażają się “ich moce” i które, przyswajane sobie przez klasy i dostosowane do tych klas, klasyfikują tych, którzy je sobie przyswajają – to siebie samych klasyfikują w oczach innych podmiotów klasyfikujących (lecz także dających sie sklasyfikować wraz ze swoimi sądami), wyposażonych w schematy klasyfikacyjne analogiczne do tych, które pozwalają lepiej czy gorzej antycypować własną klasyfikację (Bourdieu 2006: 648).

Tak, to jest jedno zdanie. Tak, mogłem się gdzieś pomylić przepisując. Tak, nawet jeśli się pomyliłem to nie ma to większego znaczenia. Teoretycznie zdanie powinno mieć sens po usunięciu wszystkich wtrąceń i nawiasów. Zobaczmy:

Ci, którzy klasyfikują innych lub siebie, klasyfikując bądź przyswajając sobie praktyki albo właściwości sklasyfikowane lub klasyfikujące, nie mogą nie wiedzieć, że to siebie samych klasyfikują w oczach innych podmiotów klasyfikujących, wyposażonych w schematy klasyfikacyjne analogiczne do tych, które pozwalają lepiej czy gorzej antycypować własną klasyfikację.

No, już trochę lepiej. Łaskawcy powiedzą, że to jest po prostu “gęsto” napisane. No i mają trochę racji. Trochę! Bo kto się podejmie wyjaśnienia tego, co Bourdieu napisał, wpadnie szybko w pułapkę pominięcia któreś z warstw (np. trzeba ująć klasyfikację rzeczywistości społecznej przez podmiot, przyswajanie sobie przez podmiot przyjętych klasyfikacji oraz znaczenie jednego i drugiego z punktu widzenia innych podmiotów klasyfikujących, plus sens ostatniej jednej czwartej zdania). Czyli: zamiast optyki pozwalającej spoglądać na świat społeczny mamy – mętlik.

Ja się interpretacji nie podejmę, bo gdybym chciał się zajmować “interpretacją pisma” to bym poszedł na teologię. Jako osoba wychowana na podręcznikach do programowania (które w swojej prostocie są dobrze napisane) mam wymagania. Nie interesuje mnie “co autor miał na myśli”. Chcę dostać procedurę, wzór, howto i móc ją zastosować (dopiero na etapie stosowania powinienem uruchamiać wszystkie moce przerobowe mojego mózgu, a nie – na etapie czytania!). W tym przypadku chcę opisu wyróżnionych przeze mnie warstw tego zdania, a potem opisu współgrania tych warstw. Wszystko poniżej to kpina z końcowego czytelnika.

Wniosek? Warto być Francuzem. Oni mają licencję na za…mącanie.

Na Danwei.tv nie-Chińczyk opisuje swój pobyt w chińskim więzieniu. Straszne miejsce. O śmierci Michaela Jacksona więźniowie dowiedzieli się z tygodniowym opóźnieniem! Dodatkowa atrakcja dla geeków: newly constructed hi‐tech lethal injection chamber.

* * *

Do kolacji przeglądam Elle (9/09). Jeden z miliona tekstów o portalach randkowych. Autorka szuka faceta, który – między innymi – przeczytał w życiu więcej niż dziesięć książek. Takie to niewinne, myślę sobie. Ale – uważaj Autorko, bo co zrobisz, jeśli się okaże, że facet potrafi zapaść się w książkę na długie godziny, a nawet dni i zapomnieć, że w ogóle istniejesz?

* * *

Kilka drobiazgów od Adama Zagajewskiego:

O Krakowie. …ale niekiedy, w rzadkich momentach, wydawało mi się, że czuję jedność tego miasta, odbieram ją za pomocą specjalnego zmysłu, zmysłu całości (Zagajewski 2007: 76). Zmysł całości!

O komunistycznym profesorku: Był tak dobrze dopasowany do epoki, że właściwie należało się dziwić, iż w ogóle był widzialny – na jej tle (ibid.: 91).

B. powiedział mi, wiesz, ja nic nie umiem robić, zupełnie nie potrafię zarabiać pieniędzy, jedyne, co wymyśliłem, to że mógłbym dawać “kursy milczenia dla dziewcząt” (ibid.: 95).

Krótka chwila wolności – zaraz zechcesz ofiarować ją komuś, kto stoi wyżej niż ty (ibid.: 203).