American Psycho coraz bardziej psycho

W Stanach wielki sukces psychiatrii. Choroby psychiczne są obecnie najczęstszą przyczyną niepełnosprawności u dzieci. Porażenie mózgowe, czy zespół Downa schodzą na drugi plan. Z dorosłymi też się udało. W 1987 roku 1 na 184 dorosłych Amerykanów kwalifikował się do programów Supplemental Security Income albo Social Security Disability Insurance. Obecnie proporcja ta wynosi 1 do 76. Brawo!

Kryteria (ustalone przez American Psychiatric Association) posiadania co najmniej jednej choroby psychicznej spełniło 46 procent respondentów w badaniach przeprowadzonych w latach 2001 i 2003. O metodologii Marcia Angell, autorka tekstu z New York Review of Books, napisała niewiele: A large survey of randomly selected adults, ale podała, że badanie wykonano na zlecenie National Institute of Mental Health, więc można zakładać, że próba nie składała się z 200 nieszczęśników, którzy przypadkiem odebrali telefon i byli zbyt mało asertywni, żeby odłożyć słuchawkę.

Podała również, że posłużono się czterema szerokimi kategoriami chorób: anxiety disorders, mood disorders, impulse-control disorders oraz substance use disorders (źródło: New York Review of Books)Zaproponowana kategoryzacja nie jest rozłączna (można spełnić kryteria przynależności do więcej niż jednej kategorii), ale – kiedy myślę o ludziach, których znam – wydaje się wyczerpująca: każdego z moich znajomych da się przypisać do co najmniej jednej z tych czterech kategorii (o sobie aż boję się myśleć).

Psychiatrzy mogą “podkręcać” swoje kryteria, bo wzrasta ich wydajność. Dziś nie muszą już rozmawiać z każdym chorym, zajmować się nim, przeprowadzać go przez powolną i czasochłonną terapię. Nic z tych rzeczy. Wyciągają bloczek, wypisują receptę na jakiś lek psychotropowy i następny proszę. A gdy kończy się kolejka, wystarczy pogrzebać w kryteriach, żeby pojawili się nowi klienci. Zawiasy w czaszce Michela Foucault skrzypią od pośmiertnego uśmiechu.

Oczywiście, te procesy trwają lata. Konsensus akademicki musi zgrać się z komercyjnymi strategiami (a raczej odwrotnie), te muszą odzwierciedlić się w mediach, standardy kontroli społecznej muszą wzbogacić się o odruch: “O nie, nasze dziecko przeklina, trzeba podać mu prozac!” i gotowe. Można przypuszczać, że podanie chorym leków spowoduje, że choroby psychiczne uda się zepchnąć na margines. Czy rzeczywiście? Oczywiście – nic z tego:

The number of people treated for depression tripled in the following ten years, and about 10 percent of Americans over age six now take antidepressants. The increased use of drugs to treat psychosis is even more dramatic. The new generation of antipsychotics, such as Risperdal, Zyprexa, and Seroquel, has replaced cholesterol-lowering agents as the top-selling class of drugs in the US (źródło: New York Review of Books).

(Warto tu jednak wysnuć kontrargument: jeśli uznać, że przemiany cywilizacyjne są jedną z przyczyn chorób psychicznych, to można stwierdzić, że chorych przybywa, ponieważ zmienia się styl życia, rozpadają się więzi rodzinne i wspólnotowe, zmniejsza się poziom akceptacji dla określonych norm, rośnie indywidualny poziom niepewności co do własnej przyszłości, życie toczy się w środowisku o wciąż rosnącym poziomie ryzyka, na które nie ma się wpływu i tym podobne socjologiczne dyrdymały.)

Wracamy do głównego wątku. Tekst Marcii Angell, na którym się opieram to recenzja trzech książek omawiających problem “epidemii chorób psychicznych”. Ja wyciągnę jeden bardzo ciekawy wątek z książki Irvinga Kirscha The Emperor’s New Drugs: Exploding the Antidepressant Myth. Posiłkowałem się też tekstem Kirscha opublikowanym w HuffPo. Kluczowe pytanie, jakie postawił sobie Kirsch brzmi: czy antydepresanty są skuteczne? Odpowiedzi na to pytanie szukał Kirsch w analizie metodologii stosowanych podczas badań klinicznych. Lecimy:

  • jak zbadać, czy antydepresanty działają? Oczywiście, sprawdzić, czy są skuteczniejsze niż placebo. Możliwe są zatem trzy stany: leczenie lekami, leczenie placebo lub brak leczenia. Wniosek z metaanalizy publikacji omawiających badania kliniczne: wszystkie te trzy rozwiązania działają, lecz różnią się skutecznością. Najmniej skuteczny jest brak leczenia. Dużo skuteczniejsze jest podanie placebo. Ale, co ciekawe, placebo okazało się aż w 75% tak skuteczne jak prawdziwe antydepresanty.
  • Tyle wiadomo z przeglądu ogólnodostępnej literatury. Kirsch poszedł jednak o krok dalej i wydobył z amerykańskiej Food and Drug Administration dokładniejsze dane. Kiedy koncern farmaceutyczny chce uzyskać zgodę FDA na wypuszczenie nowego leku na rynek, musi dostarczyć do FDA wszystkie wyniki badań, jakie sponsorował. Aby otrzymać zgodę na wypuszczenie leku na rynek, dwa z dostarczonych raportów muszą zawierać wyniki potwierdzające skuteczność leków. Dana firma może więc przeprowadzić 10 badań, 8 może dać wyniki negatywne, ale to nie jest ważne. Grunt, żeby dwukrotnie potwierdzić skuteczność działania leku. (I grunt, aby opublikować dwa raporty pozytywne, a w archiwach FDA ukryć pozostałych 8.)
  • Badania prowadzi się zwykle w taki sposób, że porównuje się skuteczność działania leku ze skutecznością działania placebo. W dodatku, w badaniach stosuje się podwójnie ślepe próby: badany nie wie, czy dostaje placebo, czy testowany lek, ale badacz również tego nie wie. Pacjenci zostają poinformowani tylko o tym, jakie efekty uboczne mogą wystąpić.
  • Kirsch uzyskał z FDA raporty z badań dotyczących skuteczności sześciu antydepresantów zaakceptowanych przez FDA w latach 1987 – 1999: Prozac, Paxil, Zoloft, Celexa, Serzone oraz Effexor. W sumie – dla tych sześciu leków – zgłoszono 42 raporty. Rzecz ciekawa, bo przy założeniu, że leki są skuteczne, powinno wystarczyć 12 raportów.
  • W metaanalizie raportów zgłoszonych do FDA, ogólną skuteczność placebo oszacowano na 82% skuteczności działania ww. leków. I tutaj kolejna ciekawa rzecz: nie określa się, o ile procent lek musi być lepszy od placebo. Jeśli placebo pozwoli osiągnąć 95% efektu, jaki osiąga testowany lek, to cały czas mamy sukces leku. W badaniach chodzi przecież o to, aby różnica była istotna statystycznie, a nie - klinicznie.
  • Kirsch zauważył również, że wiele substancji – np. opiaty czy zioła – okazuje się w badaniach bardziej skuteczne od placebo i prawie równie skuteczne jak antydepresanty. Jedynym warunkiem, jaki dowolna substancja musi spełniać jest to, aby powodowała ona takie same skutki uboczne, jak podawany antydepresant. I właśnie to odkrycie jest rewelacyjne, bo pokazuje, że naukowe kryterium podwójnie ślepych prób to w zasadzie listek figowy, który pozwala łatwo ukryć fakt, że zarówno badani, jak i badacze mogą się łatwo domyślić, czy ktoś otrzymał testowany lek, czy placebo, a w związku z tym mogą działać tendencyjnie i albo autosugerować sobie poprawę stanu psychicznego, albo taką poprawę zgłaszać, a badacze – nawet bez złej woli – mogą więcej dostrzegać i raportować, gdy domyślą się, że badanemu podano testowany lek.
  • Okazuje się zatem, że eksperyment z grupą kontrolną, z losowym doborem jednostek do grup i z podwójnie ślepą próbą zawiera wielki – i banalny – błąd pozwalający poddać w wątpliwość wyniki wszystkich przeprowadzonych badań.
  • To odkrycie pozwala wyjaśnić zjawisko polegające na tym, że w badaniach okazuje się, że leki lepiej działają na pacjentów, którzy cierpią na bardzo poważną depresję, niż na tych, którzy cierpią na depresję lżejszą. Otóż, podawanie większych dawek leków pacjentom cierpiącym na poważniejszą depresję powoduje, że wzmaga się występowanie skutków ubocznych, a to pozwala z większą precyzją domyślać się, któremu badanemu podano testowany lek.
  • Jeśli więc placebo jest w 82% tak skuteczne jak antydepresanty, to pytanie, czy pozostałych 18% nie da się wytłumaczyć właśnie tym, że badani i badacze domyślają się, kto otrzymał testowane leki i wpływają w ten sposób (nie twierdzę, że przy złej woli) na wyniki. Gdyby tak było, okazałoby się, że skuteczność antydepresantów jest zerowa. Wtedy pozostałoby tylko jedno pytanie (podnoszone w kolejnej recenzowanej przez Marcię Angell książce): jak bardzo antydepresanty szkodzą przyjmującym je pacjentom?

Brrr.

About these ads

4 responses to “American Psycho coraz bardziej psycho

  1. Andrzej Pietrzyk

    Wojtek już się martwiłem o Ciebie…długo nic nie pisałeś:)ale już jestem spokojniejszy…
    a co do tych antydepresantów to tylko utwierdza mnie to w przekonaniu, że firmy medyczne i farmaceutyczne robią sobie z ludzi jaja:/ mam kilku znajomych, którzy pracują w takich firmach i słabo się robi, gdy opowiadają jak funkcjonuje ta branża! to jaki lek kupisz w aptece zależy od hojności przedstawiciela handlowego względem lekarza…a potem jeszcze inny przedstawiciel przyjdzie do apteki i może się okazać na tyle hojny, że przepisany lek zostanie podmieniony na zamiennik:) a wszystko to z dodatkiem narzutów sięgających tysięcy procent i łapówek liczonych w tysiące złotych…długo by opowiadać:/ niestety…

    • WW

      Urlop miałem :) 2 lata pisałem w zasadzie bez przerwy, więc przerwa zasłużona :)

      a te historie też znam z bardzo różnych stron. Zdrowie cenna rzecz :)

  2. Pingback: Lot nad kukułczym gniazdem psycho-pharmy « Wojtek Walczak: anty-blog

  3. Pingback: Pora zmienić młotek? Złożoność świata vs prostota Metody « tańczący z chwilami

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Twitter picture

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Co na blogu

  • literatura - przede wszystkim non-fiction; mam alergię na powieści
  • media - bo wypada wiedzieć jak działa maszyneria pokazująca nam świat
  • internet - ale nie piszę o zmianach rozmiaru czcionki na głównej Google.pl
  • nauka - a raczej jej funkcjonowanie w społeczeństwie
  • raptularz - urywki z dziennika zapisane tu z braku zeszytu pod ręką (specjalizuję się w narzekaniu i spisywaniu fragmentów rozmów)

Czego tu nie znajdziesz

  • pseudo-polityki - nie komentuję tego, co w porannym programie jakiś Mietek powiedział u jakiejś Zochy
  • programowania - temat nie jest zbyt popularny wśród mojego kobiecego targetu
  • fanbojstwa - nie jestem wyznawcą żadnej marki, nie podniecam się dotykowymi ekranikami, bezsensownymi aplikacjami i podobnym chłamem


%d bloggers like this: