***
Nowy Rok zaczął się całkiem przyzwoicie – od lektury świetnego tekstu Krzysztofa Łozińskiego o Korei Kim Ir Sena i Kim Dzong Ila. Koniecznie należy przeczytać całość, a tymczasem – dwa cytaty związane z “porządkiem” społecznym panującym w Korei Północnej:
Gazet nie wolno wyrzucać. Trzeba je składać do specjalnej teczki i co miesiąc oddawać. W ten sposób, po kolejnym zakręcie historii, władze mogą wydrukować nowe wersje starych gazet i mieć pewność, że nikt nie zachował oryginału (źródło: StudioOpinii.pl).
I drugi:
Procesy sądowe są tylko dwóch rodzajów: tajne i pokazowe. Podstawy wyroku nikt nie zna, bo kodeks karny jest tajny. Bywa, że tajny jest także akt oskarżenia, i podsądny nie wie, za co i na jakiej podstawie jest sądzony. Bardzo często orzekana jest kara śmierci, lub „kara śmierci do trzeciego pokolenia” obejmująca zbiorowo całe rodziny (źródło: StudioOpinii.pl).
Nie o Koreę mi jednak chodzi. Krzysztof Łoziński zaczyna tekst od krytyki telewizyjnych gadających głów, rozpowszechniających rozmaite brednie o Korei Północnej. Wspomina między innymi banialuki wypowiadane przez Krzysztofa Mroziewicza, publicystę “Polityki” i wykładowcę Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego.
Fenomen Krzysztofa Mroziewicza (rozumiany tutaj jako pochlebne opinie wielu znaczących osób, zatrudnienie na UW, artykuły w necie zatytułowane np. Rekordowa liczba uczestników na wykładzie Krzysztofa Mroziewicza i możliwość wydawania książek, na które szkoda papieru), jest dla mnie zagadką (no, dobra, kokietuję – nie jest). Pisałem już – krytycznie – o jego dwóch książkach (1, 2). Niejednokrotnie dziwiłem się treści jego tekstów publikowanych w “Polityce”.
Czy moja negatywna opinia o Krzysztofie Mroziewiczu, na tle powszechnego uznania, jakim jest obdarzany, oznacza, że oszalałem? Nawet jeśli tak, to pocieszam się, że nie jestem sam. Świadczy o tym tekst Krzysztofa Łozińskiego, czy miażdżąca recenzja jednej z książek Mroziewicza, autorstwa Piotra Balcerowicza z UW. Recenzję Balcerowicza polecam równie mocno jak tekst Łozińskiego i odwrotnie proporcjonalnie do płodów Mroziewicza.