Kwadratura Sieci

szczypta codzienności, garść książek i kropla ekstraktu z netu

Tag: narzekanie

Potencjał w kanał (“kultury”)


12 tv-addict

Originally uploaded by sandertjen

3 220 563 godzin spędzili w październiku internauci w serwisie menelgame.pl, pozwalającym wcielić się w rolę… menela (źródło: InternetStats.pl).

3 220 563 godzin to 367 lat. Więc to tak, jakby pięć osób, każda żyjąca przez 73 lata, od urodzenia aż do śmierci, dwadzieścia cztery godziny na dobę, bez przerwy tłukła w tę grę. A to dane tylko z jednego miesiąca!

Straszne?

OK, to przyjrzyjmy się Klanowi. 1865 odcinków, każdy po 25 minut. Zakładając skromnie, że średnia oglądalność odcinka to 3 miliony widzów, wychodzi, że widzowie Klanu spędzili w sumie przed telewizorami 139 875 000 000 minut (tak, prawie 140 miliardów minut), czyli 2 331 250 000 godzin, czyli 265947 lat. Czyli 3643 osoby, każda żyjąca 73 lata, spędziły całe swoje życie oglądając Klan!

O Modzie na sukces wolę nawet nie myśleć, chociaż dobrze by było sprawdzić, ile żyć pochłonął już Taniec z gwiazdami…

Ciekawe co na to World Health Organization.

Wyguglaj sobie ideę

Błądzę po sieci i szukam miejsc, gdzie żyje Idea, Zmiana, Pomysł. Rozglądam się za ludźmi, wizjami, które zmienią świat. Trafiam na ChangeThis.com. Na górze strony link do tekstu Setha Godina Brainwashed: Seven Ways to Reinvent Yourself. Niech będzie. Zaczynam czytać i co? Godin przez pierwsze strony odkrywa coś, co od ponad stu lat jest już skonceptualizowane: proces socjalizacji pierwotnej oraz stan anomii społecznej (nie nazywając ich po imieniu). Hm. Słabo. Co dalej? Dalej twierdzi, że kiedyś byliśmy izolowani, a teraz dzięki facebookom różnym (mówi o social media) jesteśmy connected. I że Internet umożliwia szybkie rozprzestrzenianie się obrazków (<wink>). Tylko, że z tą izolacją to też nie do końca tak. Chociażby ze względu na koncepcję sześciu stopni oddalenia. W skali lokalnej, czy w skali państwa, idee rozprzestrzeniały się stosunkowo szybko i bez Internetu. Tak, tak, wiem – teraz mogę uczestniczyć w życiu globalnej społeczności (tj. idei szukać w Googlach, zamiast we własnej głowie). Fun, really. Później pisze o gospodarce szczodrości (generosity economy), ale o ile wcześniej miał na sercu los ludzi całe życie pracujących w fabryce, teraz wspomina tylko o jednostkach kreatywnych. Łatwo mówić o generosity economy kiedy pomija się proletariat. …co dalej? Dalej dostaję instrukcję w amerykańskim stylu, jak mam zmienić siebie, żeby wejść na ścieżkę sukcesu. Fajnie, już wchodzę!

…albo nie. Wstrzymam się jeszcze i poszukam czegoś innego. Wygląda na to, że utknę na dłużej na EDGE.org.

W śniegu sens

Przeczytałem w pociągu Psa Baskerville’ów Artura Conan Doyle’a i stwierdzam, że cały ten Doktor House to stare, ponad stuletnie, odgrzewane kotlety. Wszystko już było u Sherlocka Holmesa. Pomocnik, którzy zawsze się myli, ale swoimi pomyłkami naprowadza szefa na właściwy trop. Ekscentryczny szef, któremu do pracy wystarczają sprawozdania podwładnego, bo z podanych przez niego faktów może sobie ułożyć całą historię. Ludzie zgłaszający się do niego, bo jest najlepszy w swoim fachu. Założenie, że everybody lies.  Ponadto, i Sherlock, i Gregory, kiedy zachodzi taka potrzeba, ujawniają pewne umiejętności, których nabycie i rozwijanie zajmuje zwykłym śmiertelnikom całe lata, a im przychodzi jakby mimochodem. W zasadzie największa różnica polega na tym, że Sherlock Holmes ćpał bardziej dyskretnie.

Można jeszcze argumentować, że w Housie jest więcej humoru. Ale u Conan Doyle’a też go nie brakuje, choć czasem wynika to z faktu, że książkę napisano w innej epoce. Przykład: …wstrząs na skutek przeżyć dzisiejszej nocy był tak silny, że już nad ranem dostał wysokiej gorączki, a doktor Mortimer został wezwany do jego łoża. Lekarz orzekł, że jedynie podróż naokoło świata powróci sir Henry’emu siły moralne i fizyczne (Conan Doyle 1995: 193). Gdyby Conan Doyle pisał Psa Baskerville’ów dziś, to doktor Mortimer, zamiast podróży dookoła świata, zaleciłby sir Henry’emu antydepresanty!

* * *

W nocy spadł pierwszy śnieg. Rano, jeszcze przed śniadaniem, chwycił za szuflę i zabrał się za odśnieżanie chodnika. Pracował szybko, z werwą. Musiał się spieszyć, bo temperatura szybko rosła i gdyby zwlekał – śnieg stopiłby się sam.

* * *

W Press (11/09) niezły wywiad z Wojciechem Jagielskim. WJ mówi o kamizelkach kuloodpornych zakładanych przez reporterów telewizyjnych tylko wtedy, gdy są na wizji; o bezesensownym nadawaniu “do internetu” tego, co się widzi, byle szybko i “na żywo”; o dziennikarstwie hotelowym; o własnych błędach i pomyłkach; o niechęci do reportażu wcieleniowego i o swoich początkach w telewizji oraz w PAP; o bitwach z redaktorami i cenie, jaką się za to wszystko płaci. Nowa zabawa: rozpoznawanie, który tekst został napisany w drodze między lotniskiem a hotelem, a który został napisany po wykonaniu prawdziwej dziennikarskiej roboty.