Chciałem na pierwszego listopada wywołać ducha Neila Postmana i powiedzieć mu, że jego krytyka nauk społecznych – zakładająca, że nauki te podejmują idiotyczne tematy prowadzące do banalnych wniosków – jest dyletancka, ale straciłem zapał po świeżutkiej aferze Diederika Stapela, byłego profesora psychologii społecznej z holenderskiego Uniwersytetu w Tilburgu. Dlaczego byłego? Otóż, okazało się, że Stapel sfingował dane do około 30 swoich tekstów naukowych. Wątpliwości co do jego badań pojawiły się, gdy opublikował tekst, z którego wynikało, że jedzenie mięsa czyni ludzi antyspołecznymi i samolubnymi. Inne groundbreaking wnioski Stapela: bałagan w pokoju powoduje, że ludzie stają się agresywni. I teraz prawdziwa eureka: urodziwi ludzie mają większe szanse na sukces w życiu. Zapewne nikogo nie zdziwi fakt, że Stapel często bywał w holenderskiej telewizji. Wszak w swoich badaniach prezentował iście telewizyjny poziom. Co gorsza, nie wiem, czy ta afera zaszkodzi jego telewizyjnej karierze, czy wręcz przeciwnie – pomoże.
*
Upiekło ci się, Neilu Postmanie. Dziady odwołane.
W zamian inny fragment z Postmana, taki, z którym akurat się zgadzam (choć koncentruje się on na niedużym wycinku pracy podejmowanej przez badaczy społecznych):
Zarówno powieściopisarz, jak i badacz zjawisk społecznych konstruują swoje opowieści za pomocą archetypów i metafor. Cervantes, na przykład, ofiarował nam trwały archetyp nieuleczalnego marzyciela i idealisty Don Kiszota. Historyk społeczeństwa Marks dał nam archetyp bezlitosnego i spiskującego, chociaż bezimiennego, kapitalisty. Flaubertowi zawdzięczamy skrępowaną więzami obyczaju romantyczkę Emmę Bovary. A Margater Mead podarowała nam beztroskiego, pozbawionego poczucia winy młodzieńca z Samoa. Od Kafki pochodzi wyobcowany mieszkaniec miasta, kierowany uczuciem nienawiści do samego siebie. Od Maxa Webera zaś przejęliśmy ciężko pracującego człowieka, którym kieruje mitologia zwana etyką protestancką. Dostojewski stworzył zapatrzonego w siebie maniaka, którego zbawia miłość i żarliwość religijna. Burrhus F. Skinner natomiast dał nam automat zbawiony przez przyjazną technikę (Postman 1995: 186).
O tak. To, co – między innymi – powinno odróżniać badacza społecznego od nie-badacza-społecznego, to właśnie posiadanie większego zasobu tego typu metafor i swobodne nimi operowanie (niekoniecznie przy użyciu SPSS-a).
*
- Pac go!
Trzask.
- No!