Ziew

Kilka dni temu okazało się, że jestem jedną z ostatnich osób w cywilizowanym świecie, która nie wie, co to Twitter (tak między nami, posiadaczem pen-drive’a jestem od dwóch tygodni). Okazało się, że Twitter to taki lepszy blog, na którym poinoformowanie ludzi o podrapaniu się pod pachą już stanowi newsa.

Pojawienie się nowej technologii zmusza mnie, internetowego konsweratystę, do zrewidowania swoich poglądów. Od tej chwili nie bronię już tezy, że blogi są bez sensu. Uznaję, że blogi są mniej bez sensu niż były i przechodzę na pozycję pogardzania mini(mikro?)-blogami, czy jak one się nazywają.

O ile uznaję, że nie trzeba znać wroga, by go atakować, o tyle dobrze jest znać swojego sprzymierzeńca. Ten oto blog istnieje więc po to, by jego autor poznał działanie tego szatańskiego narzędzia od środka i mógł z tej pozycji słać słowa miażdżącej krytyki pod adresem mini-mikro-blogów. Zaznaczam i podkreślam, iż ten blog to tylko eksperyment. Kiedy znajdę trochę czasu, obwieszę go wszystkimi możliwymi widgetami i innymi badziewiami, których nazw jeszcze nie znam.

Mimo iż od dzisiaj zakładam, że blogi nie są bez sensu – sam będę się starał stworzyć bloga pozbawionego sensu tak bardzo, jak to tylko możliwe. Po części robię tak dlatego, że blog ten – przy okazji – ma być zaprzeczeniem drugiego bloga, którego od niedawna (udaję że) prowadzę. Tamten ma swój cel, niewielki ale jednak sens, ma być funkcjonalny, czyli wolny od wszelkich udziwnień, powstał, bo stworzyć go musiałem itd. Ten z kolei powstał z inicjatywy własnej, jest pozbawiony celu (poza prywatą zwykłą, jaką są osobiste cele poznawcze), mówi o wszystkim poza programowaniem i Internetem (zobaczymy, czy to w ogóle możliwe), jest eksperymentalny, więc będzie pełen najgorszego śmiecia, itd. By różnic stało się zadość, ten jest po polsku, tamten – po angielsku.

OK, teraz muszę tylko zorientować się, jakie standardy sensowności/bezsensowności panują na blogach i do dzieła. Tuż przed założeniem bloga zrobiłem sobie test IQ. Jeśli wytrwam w mocnym postanowieniu trwonienia tutaj swojego czasu, za pół roku powtórzę test. Ciekawe kogo, ewentualnie, będę musiał pozwać, by otrzymać odszkodowanie za (prawie przymusowe!) uczestniczenie w postępie ze szkodą dla własnego umysłu.

Piszcie komcie, joł! ;-)

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s