Anty-muzycznie

Po krótkim researchu polegającym na przeklikiwaniu się przez polską blogosferę stwierdzam, że projekt „bezsensowny blog” nie może się powieść, ponieważ peleton za bardzo się już oddalił. Poza tym, pomysł stworzenia bezsensownego bloga jest z gruntu chybiony, bo przecież świadoma próba doprowadzenia absurdu do granic to działanie w pełni racjonalne i celowe, które poznawczo może być odkrywcze, a więc nie – bezsensowne.

Z braku lepszych pomysłów przez resztę tego posta będę narzekał.

Wspomniałem poprzednio o mojej nieznajomości Twittera i pen-drive’owym zapóźnieniu. Tym razem, jako stara technologiczna konserwa, powyżywam się na przenośnych odtwarzaczach muzyki. Słudzy sił zła i zgnilizny mówią o tych urządzeniach m.in. empetrójki.

Otóż, sam nigdy takiego czegoś nie posiadałem ani nie używałem. Kiedyś, co prawda, miałem walkmana, ale to było w czasach, kiedy sam sprzęt zajmował cały plecak, a kasety trzeba było nosić osobno, w reklamówce. Walkmana też przestałem używać dość wcześnie, kiedy tylko stwierdziłem, że słuchanie muzyki wyłącza procesy myślowe, a przynajmniej w znaczący sposób na nie wpływa. To znaczy, kiedy słucham muzyki, myślę, widzę i czuję inaczej, niż kiedy tego nie robię. Kiedy słucham muzyki, myślę pod muzykę, a nie – samodzielnie. Prosty dowód (być może truizm, ale o to chodzi): muzyka poprawia samopoczucie. Łykając antydepresanty, akceptuję, że pozwalam czemuś zewnętrznemu wpływać na moje myślenie. Słuchając muzyki też powinienem być tego świadom.

Oczywiście, wpływ muzyki na myślenie może być rozmaity (i wcale nie musi być negatywny): od wspomagania koncentracji, kreatywności, po relaks, wyłączenie się, zmianę tematu, itd. Śmiem jednak twierdzić – miałem przecież narzekać – że wrodzona skłonność do lenistwa każe ludziom wybierać muzykę potrafiącą zapełnić nieznośną pustkę, którą w przeciwnym razie trzeba byłoby wypełnić myśleniem. Domyślam się, że tak jest, bo sam, jako osoba leniwa, taką muzykę kazałem mojemu walkmanowi grać z wielką szkodą dla całej ludzkości.

Podsumowując, muzyka to narzędzie opresji! Nie uważam, że jest zła ze swej natury, ale że natura człowieka wydobywa z niej to, co najgorsze. I gdybym spluwał (a nie spluwam, bo spluwanie jest tak obrzydliwe, że na myśl o splunięciu kusi mnie by splunąć na znak dezaprobaty), to spluwałbym pod nogi każdego osobnika, który nawet na spacerze, wśród drzew, zieleni i innych dziwadeł chodzi z kajdankami założonymi na… uszy.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s