Mózgi w odwrocie

Tęgie głowy z całego świata cały czas myślą, jak tu wyczarować sztuczną inteligencję. Na ten cel przeznacza się spore środki, angażuje nietuzinkowe umysły, a wszystko to przykuwa uwagę mediów, z pismami popularno-naukowymi na czele. I, choć podjęte wyzwanie jest godne podziwu, warto pamiętać, że przysłania ono zadanie trudniejsze i – moim zdaniem – ważniejsze, mianowicie, stworzenie jak największej liczbie ludzi jak najlepszych warunków do wyciśnięcia z ich mózgów jak najwięcej idei, pomysłów, obliczeń, dowodów.

Nie mam tu na myśli mnożenia think tanków, lecz raczej – pracę u podstaw. Mózg to mięsień – trzeba go ćwiczyć, by się rozwinął. By móc ćwiczyć – potrzeba całego zespołu sprzyjających warunków. Jeśli założymy, że kluczowy okres to dzieciństwo, że bardzo wiele zależy od środowiska domowego (książki na półkach; czas, by do nich zajrzeć; rodzice/opiekunowie pobudzający do myślenia), od szkoły (żeby chociaż nie zabijała ciekawości) i najbliższego otoczenia (etos pracy/nauki, prestiż wiedzy), to nie mamy powodów do optymizmu. Jednym słowem, w pogoni za odległą wizją kreatywnych komputerów puszczamy płazem globalny skandal, jakim jest marnotrawienie ogromnego potencjału ludzkiego, bo setkom milionów mózgów pozwalamy sczeznąć.

Hurraoptymizm wzmacniany regularnymi informacjami o wzroście mocy obliczeniowej komputerów (patrz: prawo Moore’a) przyćmiewa skutecznie próby namysłu nad warunkami (mam na myśli raczej wymienione wyżej czynniki społeczne, niż biologiczne), jakie młodzi ludzie mają, by pracować nad wzrostem mocy obliczeniowej swoich mózgów. W ten oto sposób dochodzę do momentu, kiedy mogę sformułować kolejny – w stosunku do poprzednich postów – zarzut pod adresem mediów: proste i przyjemne tematy zastępcze skutecznie wypierają swoje trudniejsze odpowiedniki (tutaj: szanse rozwoju inteligencji sztucznej zamiast społecznych warunków rozwoju inteligencji ludzkiej oraz wzrost mocy obliczeniowej komputerów zamiast namysłu nad tworzeniem klimatu sprzyjającego wzrostowi mocy obliczeniowej ludzkich głów). Politycy lubują się w korzystaniu z terminu „temat zastępczy” do swoich celów, ale jeśli uda nam się o tym na chwilę zapomnieć – być może da się, patrząc przez pryzmat tematów zastępczych, dostrzec coś ważniejszego.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s