Mądrość Wschodu? Ha, ha, ha.

Tiziano Terzani, Powiedział mi wróżbita. Kawałek dobrej literatury podróżniczej. Terzani, włoski reporter pracujący dla Der Spiegla, na rok zarzuca latanie samolotami i porusza się – głównie po Azji – naziemnymi środkami transportu. Jego fanaberia nie wzięła sie z nikąd. Żyjąc przez lata w Azji postanowił grać wedle panujących tam zasad. Kiedy wróżbita przepowiada mu, że jeśli w 1993 roku wejdzie na pokład samolotu to – zginie, Terzani postanawia potraktować to ostrzeżenie poważnie. Od tej pory podróżuje po Birmie, Tajlandii, Kambodży, Chinach, Indonezji, Singapurze, Malezji i szuka potwierdzenia swego losu u innych wróżbitów i jasnowidzów.

Właśnie owo uznanie azjatyckiej logiki za swoją stanowi o wartości książki. Pozwala inaczej odczytać zachowania, otoczenie, znaki. Autor nie odrzuca całkowicie zachodniego filtra interpretacyjnego. Pozostaje sceptyczny, czasem pokpikwa z obserwowanych ludzi i zjawisk. W starej Azji – miażdżonej przez nowoczesność, agresywnie rugowanej ze swoich obyczajów, praktyk, sposobów widzenia świata – widzi jednak wielką wartość, wielowiekową tradycję i wiedzę przepadającą na jego oczach. Każda kolejna peregrynacja do siedzib azjatyckich szamanów staje się więc poszukiwaniem tego, co utracone.

Z jednej strony mamy więc uznanie dla technik wypracowanych przez pokolenia (podkreślenia w cytatach moje – W.W.):

Odczytywanie przeznaczenia z twarzy człowieka wyrosło w Chinach z praktyki medycznej. Pacjenci – a przede wszystkim kobiety – za nic nie pozwalali się dotknąć, lekarze więc musieli diagnozować ich dolegliwości, tylko obserwując, w pierwszej kolejności twarze. Przyglądając się przez wieki licznym pacjentom, Chińczycy doszli na przykład do wniosku, że mała czerwona kropka na policzku znamionuje kłopoty z sercem, a zmarszczka pod lewym okiem – zaburzenia żołądkowe. […] Tak powstała idea, że przeznaczenie wypisane jest na ciele i trzeba tylko umieć je wyczytać (s. 78).

Z drugiej, z kolei, wielkie – wielokrotne – oskarżenie przednaukowego sposobu myślenia. Przykładem niech będzie wymordowanie przez Czerwonych Khmerów jednej trzeciej ludności Kambodży:

W ciągu czterech lat jedna z każdych trzech żyjących tu osób zmarła, najczęściej gwałtownie. Czy wróżbici potrafili to przewidzieć? Czy ktoś przestrzegał Kambodżę przed nadchodzącą hekatombą? Jeśli ktoś niesie na swej dłoni znak choroby w wieku lat osiemnastu oraz możliwości ataku serca w wieku pięćdziesięciu dwu lat, jakie znaki musiały mieć na dłoniach miliony Kambodżan, którzy potem wypełnili masowe groby? Jeśli nikt nie potrafił odczytać ich przyszłości, to każdy, kto do tego aspirował był hochsztaplerem, a przyszłość nie była zapisana ani na rękach, ani między gwiazdami, a zatem przeznaczenie nie istniało (s. 257-258).

(Zupełnie innym zagadnieniem jest, że rozwój nauki nie pozwolił zachodnim uczonym przewidzieć Holocaustu, a co więcej – że bez nauki Holocaust byłby niewykonalny.) Korzenie europejskiego sceptycyzmu co do przepowiedni są głęboko zaszyte w naszej kulturze. Wystarczy przypomnieć sobie historię Edypa, by zrozumieć, na czym miałaby polegać (samospełniająca się) przepowiednia:

Wróżbita powiada jego ojcu, Lajosowi: Twój syn zabije ciebie i poślubi swoją matkę. Aby uniknąć tych wydarzeń, Lajos oddala syna. I właśnie dlatego powracający do ojczyzny Edyp może zabić ojca, nie wiedząc, że to jego ojciec, i poślubić Jokastę, nie wiedząc, że to jego matka. Gdyby Lajos zignorował słowa przepowiedni, do tragedii by nie doszło: proroctwo się spełnia właśnie dlatego, że potraktował je na serio i zrobił wszystko, aby go uniknąć (s. 216).

Choć stara wiedza rozpada się i ginie, wciąż da się znaleźć wiele przykładów robienia z niej pożytku. Szczególnie ucieszne są zabiegi generała Ne Wina, przywódcy junty rządzącej Birmą:

…jeden z najbardziej zaufanych astrologów przestrzegł Ne Wina, że grozi mu obalenie przez prawicowych zamachowców. Dyktator natychmiast nakazał, aby lewostronny ruch drogowy, pozostałość panowania Brytyjczyków, zamienić na prawostronny. Cały kraj znalazł się w stanie zamętu, skoro jednak zgodnie z przepowiednią nastąpił prawicowy zamach, udało się w ten sposób uniknąć prawdziwej rewolty.

W roku 1988 ten sam astrolog ostrzegł Ne Wina, że kraj czeka wielka katastrofa: stołecznymi ulicami popłynie krew, a on sam bedzie musiał uciekać za granicę. Wkrótce potem doszło do masakry tysięcy protestujących studentów i rzeczywiście na ulicach Rangunu polała się krew. Ne Win lękał się, że spełni się także druga część przepowiedni. Rozwiązanie podpowiedział wróżbita. Ponieważ w języku birmańskim czasowniki uciekać i latać są bardzo podobne, więc dyktator nie będzie musiał uciekać, jeśli w stroju dawnego króla, dosiadając białego wierzchowca, uda mu się oblecieć najdalsze zakątki kraju. Nic prostszego. Kazał zrobić drewnianego konia (z żywym mogłoby to być zbyt niebezpieczne), pomalować na biało i załadować do samolotu. Odziany jak starożytny król, zasiadł w siodle i odwiedził wszystkie cztery strony Birmy. Podstęp się udał i Ne Win nie musiał uciekać (s. 68).

Jednak nie tylko autochtoni robią z tajemnej wiedzy użytek. Także goście muszą dostosować się do panujących zasad:

Nawet niemiecka firma elektroniczna Siemiens miała kłopoty z duchami po ulokowaniu sie w Malakce. Strażnicy opowiadali, że co jakiś czas widują dziwne postacie wnikające do budynków i wypływające z nich. Gdy usiłowali je zatrzymać, rozpływały się w powietrzu, by za chwilę uformować się w innym miejscu. Ekspert w dziedzinie czarnej magii, bomoh, wyjaśnił, że podczas budowy fabryki zburzono małą hinduską świątynię, a zamieszkujące ją duchy nie miały się teraz gdzie podziać. Siemiens wzniósł świątynię w innym miejscu i problem zniknął (s. 151).

Tylko zdając sobie sprawę z tego stanu rzeczy i rozumiejąc sposób myślenia miejscowych, można próbować coś o nich napisać.

Mao. Kunming wcale o nim nie zapomniało. W każdym samochodzie widziałem zwieszający się ze wstecznego lusterka brązowy medal, na którego jednej stronie było klasyczne zdjęcie młodego Mao z czasów Yenanu, w zielonej czapce z czerwoną gwiazdą, a na drugiej Mao w podeszłym wieku ze znamieniem na policzku. To na szczęście. Zabezpiecza przed wypadkami, powiedział jeden z hotelowych kierowców. Z boga rewolucji Mao stał się bogiem ruchu ulicznego. Niewykluczone, że dla Chińczyków był to rozsądny i praktyczny sposób egzorcyzmowania phii, ducha człowieka, który tak silnie zaciążył na ich życiu, że z pewnością nie chcieliby, aby dręczył ich w snach. Honorując go jako bóstwo, mogli mieć nadzieję na spokój (s. 340).

Ktoś bez odpowiedniej wiedzy kontekstowej mógłby pomyśleć, że to co widzi, to oznaka kultu Mao, w takim sensie, w jakim on sam chciał, by go uprawiano. To jednak detal. Przejdźmy do podsumowania. Najważniejsza lekcja, jaką z tej książki można by wydedukować, brzmi tak: potrafimy dziś utrwalić całość wiedzy, jaką sami produkujemy, nie dostrzegamy jednak, że proces ten odbywa się kosztem wiedzy pradawnej, zbieranej przez wieki i tysiąclecia, która jest bezpowrotnie rugowana. Warto o tym pamiętać, kiedy przechwalamy się kolejnymi sukcesami w utrwalaniu dziedzictwa ludzkości. Zatraciliśmy wiedzę chińskich znachorów, malezyjskich mieszkańców dżungli, którzy posiedli niezwykłą znajomość właściwości otaczających ich roślin (s. 125), daleko nam do Aborygenów, którzy potrafią w porę dojść na pogrzeb wodza, chociaż, by zdążyć, musieli wyruszyć w drogę przed jego śmiercią (s. 126). Sam Terzani, gdyby nie przepowiednia, mógłby już w 1993 roku nie żyć, ponieważ właśnie wtedy, w Kambodży rozbił się helikopter ONZ z dziennikarzami na pokładzie, a wśród nich był człowiek, który poleciał w zastępstwie Włocha-szczęściarza.

Terzani, Tiziano. 2008. Powiedział mi wróżbita. Lądowe podróże po Dalekim Wschodzie. Poznań: Zysk i S-ka.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s