Przecinki

Powrót do Torunia. Przede mną 300 kilometrów jazdy pociągiem, w tym jedna przesiadka. W niebie piekło: z góry bije żar jak z diabelskiego pieca. Na peronie trwa atak czarnych małych robaków (gdy później napisałem o tym do P., odpisała że to nie robaki, tylko – przecinki). Rozgniatam je na skórze jeden po drugim, kilkadziesiąt w każdej minucie, strzepuję z rąk i nóg, rozdeptuję i miażdżę, a w przerwach – kontepluję tę, trochę zbyt natarczywą, bliskość przyrody.

W pociągu tłok. Ludzie ciągną do Jarocina na „festiwal” (tak się to teraz nazywa). Czytam książkę i co kilka chwil spada mi z głowy kolejny przecinek. Nim, w ramach obdarzania natury człowieczą miłością, zgniotę go zamykając książkę – sprawdzam, czy jego ułożenie na stronie zmienia sens zdania. Niestety, wszystkie przecinki pudłują i lądują gdzieś na obrzeżach kartek. Za to łatwo się je zgniata. W przedziale mam namiastkę Jarocina: ścisk i duszno.

Przesiadka w Poznaniu. Znowu blisko przyrody, bo ten dworzec to – oswojona, ale jednak – dżungla. Szczególnie teraz, podczas remontu. Wszystkie pociągi odjeżdżają wyjątkowo z peronu innego niż planowany. Te, które miały przyjechać – są spóźnione. Pociąg do Torunia stoi tymczasem na peronie 2a i poddawany jest kąpieli słonecznej. W środku panuje dosyć gęsta atmosfera. Podróżni już od wejścia ochoczo na nią reagują pocąc się obficie.

Toruń! Wsiadam do taksówki, mówię gdzie jedziemy i na wspomnienie o trasie Poznań-Toruń dodaję: „piekło”. Taksówkarz, patrząc na mnie i wspominając pewnie innych klientów, którzy na siedzeniu jego samochodu zmieniają stan skupienia na ciekły, powtarza: „piekło”. Przejeżdżając przez most rozmawiamy o drugim moście, którego nie ma, choć planowany jest mniej więcej od czasów kiedy mieszczanie burzyli zamek krzyżacki, a Kopernik pisał De revolutionibus orbium coelestium. Jadąc koło fontanny zastanawiamy się, kiedy zacznie działać. Zalany został „centralny komputer”, a wykonawca twierdzi, że w umowie gwarancyjnej nie przewidział tego rodzaju usterki. Zgadzamy się z panem taksówkarzem, że producent miał prawo nie przewidzieć, że jakiś element fontanny może zostać zalany. Kto by na to wpadł?!?

Jeszcze tylko szybka wizyta w pobliskim supermarkecie. Podchodzę do stanowiska z alkoholami i pytam, jakie są białe półsłodkie wina w cenie około 25 złotych. Takich drogich to nie mamy, odpowiada pani ekspedientka. O tak, cały Toruń, wszystko się zgadza. Zgadza się też to, że tutaj nawet tani Bułgar z obfitym bukietem siarczanów smakuje jak wyborne Bordeaux.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s