O wychowawczym potencjale techniki

George Orwell pojawił się już kilka wpisów temu przy okazji newsa o tym, jak Amazon skasował użytkownikom dwie ksiązki jego autorstwa1984 i Folwark zwierzęcy – z czytników e-booków. Teraz, w pewnym sensie, wraca za sprawą informacji o planach rządu brytyjskiego, by w domach obywateli instalować tak zwane kamery przemysłowe (źródło; dzięks sziwan). Kto wpadł na taki pomysł? Policja? Wywiad? Nic z tego. Pomysłodawcą jest brytyjski minister ds. dzieci. Kamery mają sprawdzać, czy dziatwa odrabia zadania domowe, chodzi wcześnie spać, itd. Jak podaje autor tekstu z Wired, Charlie Sorrel, w dwóch tysiącach domów już taki sprzęt działa. Przerażające? Gdzie tam, to dopiero początek:

And remember, this is the left-wing government. The Shadow Home Secretary Chris Grayling, batting for the conservatives, thinks these plans are “too little, and too late,” implying that even more obtrusive work needs to be done. (źródło)

Dlaczego wracamy do Orwella? Najlepiej na to pytanie odpowiedzieć tym fragmentem z Roku 1984:

Behind Winston’s back the voice from the telescreen (wytłuszczenia moje – W.W.) was still babbling away about pig-iron and the overfulfilment of the Ninth Three-Year Plan. The telescreen received and transmitted simultaneously. Any sound that Winston made, above the level of a very low whisper, would be picked up by it, moreover, so long as he remained within the field of vision which the metal plaque commanded, he could be seen as well as heard. There was of course no way of knowing whether you were being watched at any given moment. How often, or on what system, the Thought Police plugged in on any individual wire was guesswork. It was even conceivable that they watched everybody all the time. But at any rate they could plug in your wire whenever they wanted to. You had to live — did live, from habit that became instinct — in the assumption that every sound you made was overheard, and, except in darkness, every movement scrutinized (George Orwell, 1954, Nineteen eighty-four: a novel, Penguin Books, s. 6).

Jak na książkę wydaną po raz pierwszy w 1949 roku – piekielnie aktualny tekst.

Co dalej? No cóż, pomysłów pewnie nie zabraknie. Oto mój: można na przykład dogadać się z Pentagonem i poprosić o wypożyczenie technologii polegającej na wywoływaniu bólu przy pomocy mikrofal. Takie urządzonko, zainstalowane w domu każdego młodego Brytyjczyka, pewnie szybko dowiodłoby swojej niezwykłej mocy wychowawczej. W ten sposób „naukowcy”, pracujący nad urządzeniami mającymi zabić lub unieszkodliwić jak największą liczbę ludzi jak najmniejszym kosztem, wniosą swój wkład w rozwój pedagogiki.

I oby tak się stało, bo niedługo sami też będziemy takich zabawek potrzebowali. Pod nieobecność rodziców – pracujących do śmierci po 14 godzin na dobę, żeby utrzymać system emerytalny i spłacić choć ułamek kredytów zaciągniętych, by kupić całe stosy niepotrzebnego chłamu – ktoś będzie musiał pociech doglądać. Kto? Pan nadzorca, siedzący przed monitorami i wciskający przyciski robiące dzieciakom mikrofalówkę z pokoju.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s