Przekleństwo surowców

Gdyby na sprzęcie elektronicznym pisano – tak jak na produktach spożywczych podaje się ich skład – komu i za co trzeba było zapłacić, żeby ów sprzęt mógł powstać, to tuż obok ryżu dla małych chińskich rączek pracujących przy taśmie w fabryce, należałoby wymienić broń, naboje i maczety dla partyzantów w Kongu.

Słowo-klucz: koltan.

Bez tego minerału – wykorzystywanego między innymi do produkcji kondensatorów – nie działałyby telefony komórkowe, aparaty cyfrowe, odtwarzacze DVD, komputery, i tak dalej. 70% jego zasobów znajduje się w Demokratycznej Republice Konga, w miejscu, w którym od dziesięciu lat trwa wojna (to znaczy: dziesięć lat temu zaczęła się obecna wojna, bo konflikty trwają od 1960 roku), a liczba ofiar już dawno przekroczyła 5 milionów.

Dlaczego wojna trwa? Bo spełnia swoją funkcję: pozwala utrzymywać ceny koltanu na niskim poziomie. Wojna jednak, jak każde duże przedsięwzięcie, potrzebuje personelu, pośredników, którzy na utrzymywaniu status quo zarabiają pieniądze.

Owi pośrednicy to nierozerwalny węzeł, w którym poszczególne nici to bandy watażków, handlarze bronią, firmy wydobywcze, handlarze surowcami, państwa z regionu, producenci podzespołów i międzynarodowe korporacje. Gang można rozbić, ale jak poradzić sobie z siecią, która – jak hydra – każdy przecięty węzeł zastępuje kilkoma nowymi? (przy naiwnym założeniu, że ktoś w ogóle chce tę sieć zlikwidować!)

Według raportu Panelu Ekspertów ONZ (S/2002/1146 z października 2002), kraje bezpośrednio zamieszane w konflikt i nielegalny obrót tym surowcem to oprócz pozostającej w stanie wojny domowej i okupacji przez obce armie Demokratycznej Republice Konga: Burundi, Republika Środkowej Afryki, Kenia, Mozambik, Republika Kongo, Republika Południowej Afryki, Rwanda, Tanzania, Uganda i Zambia (Źródło: Wikipedia).

Długi łańcuch pośredników też jest funkcjonalny. Dzięki niemu gdzieś po drodze udaje się ukryć wstydliwy fakt sponsorowania ludobójstwa. Ponownie Wikipedia:

Jak podaje raport ONZ (S/2002/1164) wydobyciem w Demokratycznej Republice Konga rud tantalu zajmuje się firma Eagle Wingsn Resources International, która wydobywa koltan w Bukavu. Jest to firma-córka amerykańskiej kompanii Trinitech International Inc z Ohio. Firma ta kierowana jest z Rwandy, i ma ona swoje biura w Rwandzie, Burundi i Demokratycznej Republice Konga. W firmie Eagle Wings zaopatrują się np. amerykańska firma-matka, kazachski przemysł energetyczny oraz niemiecki koncern, H.C. Starck (należący do Bayer AG). Jednocześnie H.C. Starck wypiera się nielegalnego importu. Raport ONZ (S/2002/1164) tak relacjonuje tę kwestię: „W oświadczeniu prasowym z 24 maja 2002 roku, H.C. Starck ponownie stwierdziła, że od sierpnia 2001 nie nabywała surowca pochodzącego z Afryki centralnej. Panel jest w posiadaniu dokumentów, które przeczą tym zapewnieniom. W tym samym oświadczeniu H.C. Starck twierdziła, że jej koltan pochodzi od drobnych dostawców, a nie od grup partyzanckich. W rzeczywistości nie ma koltanu ze wschodu Demokratycznej Republiki Konga, którego wydobycie nie wspierałoby grup partyzanckich lub grup obcych wojsk.” (Źródło: Wikipedia).

Cena koltanu wzrosła w roku 2000. To nie przypadek. Właśnie wtedy na rynek wchodziło Play Station 2. Prace nad wydobyciem koltanu szły w Kongu pełną parą. Sony oświadczyło wtedy, że nie korzysta już z wydobywanego tam minerału. Kłamstwo? Niekoniecznie. Raczej – nowe ogniwo w łańcuchu pośredników. Dzięki niemu Sony ma czyste sumienie, bo przecież nie wie, skąd pośrednik bierze koltan (na podstawie: Wikipedia).

Czy coś można z tym zrobić?

Nikt raczej nie wpadnie na pomysł, aby namawiać ostatni element tego łańcucha, czyli konsumentów gadżetów, do rezygnacji z ich zabawek. Nawet, gdyby się ktoś taki znalazł – spokojnie, bez obaw, wrogowie cywilizacji technicznej i osobnicy o skłonnościach destrukcyjnych zostaną odizolowani w specjalnych ośrodkach. Możemy spać spokojnie.

Gdyby ktoś jednak poczuł teraz „moralną ambiwalencję” – może przeczytać, jak inni robią pożytek ze swojego koltanu do, przynajmniej, informowania o sytuacji, która chwały nikomu nie dodaje. Może nasze wnuki doczekają się produktów conflict free, jeśli doczekają czegokolwiek.

Z innych ciekawych lektur: relacja Jarka Sępka z jego wizyty w Kongu.

A jeśli ktoś woli papier, to polecam powieść Johna le Carré Pieśń misji (niby powieść, ale z researchem godnym literatury faktu).

Reklamy

9 myśli na temat “Przekleństwo surowców

  1. „spokojnie, bez obaw, wrogowie cywilizacji technicznej i osobnicy o skłonnościach destrukcyjnych zostaną odizolowani w specjalnych ośrodkach. Możemy spać spokojnie”- gdyby nie takie pierdolenie to może cała ta notka by była coś warta. bo możnaby wysłać link do niej normalnym ludziom. ale nie, autorzyna musiała pokazać jaka jest dowcipna.

  2. Przepuszczam, bo to pierwszy taki komentarz.

    Skoro się jednak pojawił, to czas na ustalenie jakiejś polityki komentowania.

    1. Bez przekleństw. Nie interesują mnie powody, dla których ktoś przeklina. Może tak został wychowany, może źle mu się żyje, może zirytowało go coś, co napisałem (a w większości wypadków pewnie wszystkie trzy). Nie ma znaczena. Rynsztok proszę sobie robić na gazecie/onecie albo u siebie.

    2. Bez anonimów. Nie mam nic przeciwko anonimom, jeśli ich komentarze mają wyraźną „wartość dodaną”. Wtedy będę przepuszczał. Dobra myśl, niezły argument, udana krytyka obronią się same, bez nazwiska. Ale komentarz o niskiej wartości i do tego anonimowy jest śmieciem i w śmieciach wyląduje.

    3. „Argumenty” ad personam zbudowane na przyzwoitym poziomie i publikowane pod nazwiskiem/mailem/linkiem do strony autora będę przepuszczał, ale nie będę na nie odpowiadał. Nie spełniam się obrażając innych i nie cenię tych, którzy to lubią, więc nie będę poświęcał im mojego czasu.

  3. Dobry tekst..zastanawia mnie głównie to czy z tym koltanem nie jest podobnie jak z ropą naftową. Podejrzewam, że istnieje już technologia pozwalająca wytworzyć substancję o podobnych właściwościach jak koltan, czy alternatywne rozwiązanie układów bez wykorzystania kondensatorów. Tak jak można produkować całkiem wydajne ogniwa paliwowe do samochodów..tylko lobby naftowe nie ma w ogniwach interesu i wszelkie inicjatywy ograniczające wydobycie ropy prą do przodu w tempie ślimaka..czy nie podobnie może być z koltanem?

  4. Cześć Andrzeju,

    o ile mi wiadomo, są dwie opcje:

    1) Wtórne wykorzystanie koltanu pochodzącego ze starego sprzętu.
    2) Rozwijanie projektów, w których wykorzystywany jest niob, który ma właściwości podobne do tantalu, a koltan pozyskiwany jest właśnie z rud tantalu.

    Tylko, że to pewnie kosztuje dużo więcej niż koltan sprowadzany z Konga :>

    ps. W Kr. powinienem być niedługo „służbowo”. Dam znać :)

    Pozdro!

  5. heh..no tak…łatwiej wykorzystywać skrajnie tanią siłę roboczą z Konga niż rozwijać drogie (czy aby napewno?) technologie alternatywne. Zakrawa trochę o niewolnictwo..ale w zasadzie jakie ma znaczenie jakieś tam wykorzystywanie ludzi przy całym syfie takiego biznesu:/
    Jakbyś się wybierał to dawaj znać..przepuścimy całą Twoją dietę służbową na alkohol:D
    Pzdr!

    1. Podając za polską wikipedią: 1kg koltanu kosztuje w Europie ok. 400$ a w rejonie, w którym są kopalnie koltanu 3$ za kg. Z taką przebitką trudno wygrać :>

      Ale nie mam pojęcia, ile kosztują te inne technologie, więc trudno mi cokolwiek powiedzieć, czy porównać.

      A niewolnictwo? Normalka, niestety. W Brazylii też cały czas mamy do czynienia z niewolnictwem:

      http://globalvoicesonline.org/2009/08/04/brazil-fighting-contemporary-slavery/
      http://en.wikipedia.org/wiki/Slavery_in_Brazil#Modern_slavery

      Pozdro :)

  6. Nieformalność struktur w Kongo za bardzo się opłaca najważniejszym graczom, żeby zmienić obecny stan rzeczy. Jak nie koltan to uran. Ilość naturalnych zasobów mogłoby zrobić z tego kraju mały raj a mam wrażenie, że konflikty i piekło w Kongo trwają i trwać będą aż wybierze się z tej ziemi wszystko co można.

    Czasami mam wrażenie (zupełnie nie porównując sytuacji do Kongo), że podobny mechanizm drenażu działa w Polsce. To co u nas było cenne, polskie firmy, polskie marki, patenty, siła robocza, wykwalifikowana kadra – wszystko jest już albo nie nasze, albo pracuje dla kogoś innego. A zmiana właściciela odbyła się też za porównywalną przebitkę.

    1. Gers, byłeś wczoraj na debacie „Obywatela” robionej w Harmonijce? :) Dokładnie o tym – tj. o tym, jak drenowano/drenuje się kraje peryferialne, takie jak Polska – była mowa! Mechanizmy subtelniejsze, krew się nie leje, wioski nie płoną, ale skutki podobne – bieda.

      No, ale pesymizmem daleko się nie zajedzie, więc ja tak na debacie jak i tutaj podaję przykład, który wydaje się być pozytywny: http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,53668,7482049,Efekt_szminki_w_kryzysie.html
      Trzeba tego więcej!

      Co do Kongo to niestety – bogaci pechowcy. Dlatego zawsze jak media donoszą, że gdzieś w Polsce znaleziono duże pokłady gazu/ropy to ja się zaczynam obawiać ;-)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s