Nadmiar – błogosławieństwo czy przekleństwo?

Lata sześćdziesiąte ubiegłego wieku były w Europie erą Teorii. Pytanie – dlaczego? Bo żyli wtedy twórcy i myśliciele bardziej wybitni niż w innych epokach? Bo niezwykłe czasy stymulowały ich do pisania dzieł przełomowych? Bo mieli dobre warunki i funkcjonowali w kreatywnych środowiskach?

Nic z tych rzeczy. W latach sześćdziesiątych pojawił się ogromny popyt na wszystko co można było polecić studentom do czytania. Każdy, kto był wtedy w stanie napisać książkę i ją wydać – mógł liczyć na rozgłos.

Złożyło się na to kilka czynników. Kluczowy to, oczywiście, wyż demograficzny. Pokolenie spłodzone w ramach świętowania końca wojny wchodziło w wiek studencki. W 1968 roku we Francji 16% społeczeństwa stanowiła młodzież w wieku od 16 do 24 lat (Judt 2007: 391).

Czynnik drugi to wprowadzane po wojnie reformy. Wśród nich znalazły się reformy szkolnictwa. Wykształcenie było wcześniej przywilejem elit, górnych kilku procent społeczeństwa. Masy, w najlepszym razie, potrzebowały umiejętności pisania, czytania i liczenia. Teraz otworzono szeroko drzwi liceów, a nawet – uniwersytetów.

W efekcie na uniwersytecie w Bari, we Włoszech, na którym studiowało wcześniej 5000 osób, teraz – w roku 1968 – kształciło się 30000. W Neapolu – 50000, a w Rzymie 60000. W Niemczech Zachodnich w 1950 było 108 tysięcy studentów, a pod koniec lat 60. – 400 tysięcy (Judt 2007: 394). Brakowało miejsc w salach wykładowych, czytelniach, kadra nie była w stanie poradzić sobie z ogromem studentów, a jakość ich pracy leciała na łeb na szyję.

I właśnie te – między innymi – uwarunkowania pozwoliły Tony’emu Judtowi stwierdzić, że:

In an age of vastly expanded universities, with periodicals, journals and lecturers urgently seeking ‚copy’, there emerged a market for ‚theories’ of every kind – fuelled not by improved intellectual supply but rather by insatiable consumer demand (Judt 2007: 399).

Dziedziny takie jak historia, socjologia, psychologia, lingwistyka, czy antropologia uległy modzie na strukturalizm, bo Claude Lévi-Strauss właśnie wtedy pisał swoje książki (życzyłbym mu sto lat, gdyby nie fakt, że ma już setkę na karku). Stosunki międzyludzkie, społeczeństwo, sprawy ludzi stały się polem poszukiwań istoty społecznych zachowań, głębszych warstw ludzkich działań, fundamentów ich funkcjonowania, ukrytych pod płaszczem tego, co widoczne (co nie znaczy – dostrzegalne) dla wszystkich.

Choć partie komunistyczne i komunizm politycznie nie odgrywały już roli w państwach Europy Zachodniej, marksizm na uczelniach wypełniał – pozostawione przez strukturalizm – luki w zapotrzebowaniu na teorie. Tłumaczono i drukowano co się dało – Różę Luksemburg, György Lukácsa, Antonio Gramsciego (Judt 2007: 401-402).

Z tej perspektywy przepych, nadmiar czasopism, tekstów, książek i wykładowców nabiera nowego znaczenia. Skoro podaż na „wytwory intelektu” dawno przekroczyła popyt to należy założyć, że dziś, aby się przebić – trzeba wymyślić coś naprawdę nowego, ciekawego, odkrywczego. Nikt już nie weźmie do rąk byle badziewia tylko dlatego, że nagle poszło na studia więcej ludzi niż jest dostępnych książek.

Ponieważ nadmiar stał się naturalnym stanem nie tylko w ramach twórczości naukowej, ale również, a może przede wszystkim, w ramach płodów internetowych (co powoduje, że szanse na konfitury spadają na łeb na szyję) – należy rozważyć zamilknięcie. Z drugiej – altruistycznej – strony, trzeba produkować dużo śmiecia, bo inaczej nikt nie będzie miał motywacji, żeby tworzyć coś na tyle fajnego, że aż zdolnego do przebicia się przez góry odpadków!

Dylemat godny rozważenia podczas drugiego śniadania.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s