Dziedzictwo rewolucji

Rewolucja 1968 roku w Europie Zachodniej – na czele z Francją – to robota półgłówków. I nie ma się czemu dziwić – ludzie ci na uczelniach wzięli się znikąd, z intelektualnej próżni, byli wypadkową wyżu demograficznego, reform szkolnictwa i epoki prosperity. Tylko w takich okolicznościach można było połączyć czerwone flagi przyozdobione sierpem i młotem oraz portrety Mao i Stalina z postulatami prawa wstępu do damskich akademików.

Czego nie mogła podpowiedzieć głowa – podpowiadały instynkty. Nieznający historii studenci myśleli, że robią rewolucję seksualną. Ale to na długo przed nimi w Paryżu istniała Kawiarnia Ślepców, w której przygrywała niewidoma orkiestra – bo tylko ślepcy nie gubili melodii pod wpływem dziejących się w lokalu scen… (Rutkowski 2008: 12). Jak twierdzi Tony Judt, when compared with the 1920s, or the European fin-de-siècle, or the demi-monde of 1860s Paris, the ‚Swinging Sixties’ were quite tame (Judt 2007: 396).

Prawdziwą rewolucję seksualną robiły kilka lat później kobiety walcząc o prawo do rozwodu, antykoncepcji i aborcji. Załóżmy jednak przez chwilę, że nie samym seksem człowiek żyje. Jeśli zgodzimy się w tej kwestii – uda nam się znaleźć jeszcze coś, co jest dziedzictwem lat 60. i co zawdzięczamy ówczesnym studentom i wykładowcom. Chodzi mianowicie o mętny język, którym próbowano zakamuflować pustkę humanistycznej nadprodukcji intelektualnej.

Właśnie wtedy miarą wagi tekstu stał się poziom jego skomplikowania. Im bardziej najeżone trudnymi słowami – tym istotniejsze, ciekawsze, poważniejsze. In their disabused commentary on the heritage of `’68 Thought`, the French writers Luc Ferry and Alain Renault tartly concluded that ‚the greatest achievement of the thinkers of the Sixties was to convince their audience that incomprehensibility was the sign of greatness(Judt 2007: 481; wytłuszczenie moje – W.W.).

To nie przypadek. Poziom intelektualny nie idzie w parze z masowością. Pozbawiony zdolności krytycznego myślenia uniwersytecki tłum, zrobił to, co dla tłumu naturalne – dał się omamić. W zasadzie wszystko byłoby w porządku, ciemny okres lat sześćdziesiątych odszedłby w niepamięć, gdyby nie fakt, że późniejsza kadra naukowa – z konieczności dyktowanej demografią – wywodziła się w dużej mierze z wychowanków tej epoki, którzy nie znali innej rzeczywistości od tej przepełnionej dyrdymałami.

I tak zrodził się postmodernizm (chyba).

We Francji kulminacją jego absurdów była tak zwana sprawa Sokala. „Debatę”, jaka miała miejsce we Francji relacjonuje m.in. Krzysztof Rutkowski (Rutkowski 1998: 29-37). Inne ciekawe lektury? (Bricmont, Sokal 2004), (Andreski 2002).

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s