Wolnoć Romku w Jacka domku?

Dzięki sprawie Polańskiego i licznym komentarzom internautów dowiedzieliśmy się, że żyjemy w społeczeństwie rygorystów moralnych i prawnych. Zgadzamy się, że prawo powinno dostrzegać tylko czarne i białe, bez odcieni szarości, oraz że wszystkich powinno traktować jednakowo. To bardzo krzepiący obraz. Miło wiedzieć, że pokładamy ufność w literze prawa, a uczciwość i sprawiedliwość to nasze priorytety. Czeka nas świetlana przyszłość, to pewne.

Choć wiara Polaków w system sądownictwa i panująca w społeczeństwie gotowość do bezwzględnego poddawania się karom jest już prawie przysłowiowa, warto przyjrzeć się kilku nieścisłościom, błędom i hipokryzjom, które zdarza się nam popełniać w dążeniu do naszego ideału.

Po pierwsze, nie możemy zapominać, że Roman Polański popełnił dwa przestępstwa, podczas gdy my koncentrujemy się na jednym. Pierwsze, to jak każdy wie, gwałt na dziecku. Sprawa ważna, ale już jakby przeterminowana. Wiemy przecież dobrze, że prawnicy przestępcy i ofiary dawno temu wypracowali ugodę i porozumieli się w sprawie odszkodowania. Wiemy, że Roman Polański przez kolejnych 30 lat swojego życia udowodnił, że „resocjalizacja” jaką współwięźniowie zaserwowaliby filigranowemu, wyglądającemu jak dziecko, sławnemu pedofilowi nie była aż tak niezbędna, jak mogłoby się wydawać. Wiemy też, że ofiara chce, by sprawa została wreszcie zamknięta, bo rozgłos w mediach nie służy jej i jej rodzinie. Skoro ona wybaczyła, to może my też – poprzez uszanowanie jej świętego spokoju – powinniśmy odpuścić? Powinniśmy? Nigdy!

Jak byłem mały opowiadano mi bajki o człowieku, który potrafi wybaczać (a nawet nadstawiać drugi policzek!), ale na szczęście nigdy w to nie uwierzyłem. Gdybym uwierzył, społeczeństwo, w którym żyję uznałoby mnie za jakiegoś frajera. Ale ja frajerem nie jestem i zamiast wierzyć w darowanie win, proponuję w toczącej się debacie dołożyć Polańskiemu jeszcze jedno przestępstwo. Moim zdaniem nawet ważniejsze.

Bo przecież Polański przez 30 lat uciekał przed wymiarem sprawiedliwości! Przez cały ten czas kpił z najpotężniejszego państwa na świecie. Amerykanie pewnie mogliby wybaczyć gwałt na obywatelce, ale jak tu odpuścić człowiekowi, który zignorował wielką państwową machinę? Czy państwo, które potrafi wyciągać uzbrojonych po zęby terrorystów z jaskiń Iraku i Afganistanu ma dźwigać zniewagę doznaną od Polańskiego, który  w tym czasie bryluje na europejskich salonach i jest oklaskiwany przez publiczność? Tego odpuścić nie można, a gwałt na 13-latce daje Amerykanom doskonałe alibi. Dużo lepsze niż to, które wymyślili, gdy łapali Saddama.

Jestem jednak pewien, że uczciwsze rozłożenie akcentów w tej sprawie nie powstrzyma nas przez żądaniem surowej i przykładnej kary. Być może naszą pozycję osłabi trochę fakt, że przez ostatnich trzydzieści lat nasz rygoryzm prawno-moralny tkwił w pewnym uśpieniu i zamiast domagać się sprawiedliwości, my oglądaliśmy Pianistę i Olivera Twista, a także cieszyliśmy się z Oskara i innych nagród zdobytych przez Polańskiego. Żadnych protestów, żadnych petycji, żadnego szumu, nic. Czyżby jednak, w głębi serca, nie zależało nam na udowadnianiu, że czarne jest czarne, a białe jest białe?

Być może, nie wiem. Ja muszę przyznać, że z mojej strony przez ostatnich 30 lat nie zrobiłem nic, by Polańskiego dosięgła sprawiedliwość. Być może pewnym usprawiedliwieniem może być fakt, że żyję dopiero 25 lat na tym łez padole i w kluczowym okresie nie miałem szansy, aby się wykazać. Niemniej jednak – żałuję i mam nadzieję, że moi rodacy wybaczą mi to odstępstwo. Teraz już niczego i nikomu nie daruję, przysięgam. W ramach pracy nad swoim charakterem uczę się też nie dostrzegać szarości.

Jestem coraz bliżej przekonania samego siebie, że bogaty i sławny facet, który decyduje o tym, czyja młodziutka twarz ukaże się w sesji zdjęciowej Vogue’a, gwałci w willi Jacka Nicholsona dostarczoną mu przez rodziców – świadomą swojej seksualności i wychowywaną w duchu instrumentalnego z niej korzystania – lolitkę tak samo, jak robi to śmierdzący oblech bez grosza przy duszy, który porwał dziewczynkę, zaciągnął ją siłą do szopy i gwałci ją na zawsze łamiąc jej życie, tymbardziej, że wcześniej wychowywano ją w duchu zachowywania wianuszka dla tego jedynego. Wciąż dostrzegam tutaj pewne „jakościowe” różnice, ale wierzę, że zdołam je wyeliminować i stać się przykładnym, pozbawionym wszelkich wątpliwości, członkiem społeczeństwa.

Choć ideał państwa prawa, do którego dążymy jest już – dzięki postawom wszystkich Polaków, którzy każdego dnia zwalczają wszelkie niegodziwości – na wyciągnięcie ręki, wciąż jednak jest kilka problemów do rozwiązania. Po pierwsze, w całym naszym idealizmie zapominamy, że równość wobec prawa to bajka jeszcze naiwniejsza od tej o facecie, co to wszystkim wybaczał. Dobrze nabita kiesa pozwala nie tylko prawa unikać, ale także posługiwać się prawem przeciw innym ludziom. I – mówię to z żalem – postępujący w ten sposób ludzie są wśród nas. Nie trzeba ich szukać we Francji, ani wśród ludzi sztuki. Problem jest dużo bliżej.

A co do ludzi sztuki. Tutaj także wykazujemy się sporą dawką naiwności i hipokryzji. Są ludzie, są miejsca, są sytuacje, o których marzą małe dziewczynki i ich matki. Marzą i są w stanie zrobić wiele, by się tam dostać. Niestety, Olimp jest z reguły dobrze obsadzony i strzeżony. By się nań dostać, trzeba przeprowadzić wiele transakcji z jego personelem i strażnikami. Matki chcące wepchnąć w ten świat swe córki – i same córki również – muszą być świadome, że mają tylko jedną walutę, tylko jedną kartę przetargową: seks. Oglądając młodziutkie gwiazdki filmu, muzyki i mody w gazetach i w telewizji, interesując się nimi i wielbiąc je (?) wszyscy w tym uczestniczymy, a nasza naiwność wcale nie jest okolicznością łagodzącą.

Naszej pozycji rygorystów prawnych nie wzmacnia też udział państwa szwajcarskiego w tej sprawie. Trochę szkoda, że sprawiedliwość udaje nam się zaprowadzić przy udziale kraju, który cały swój dobrobyt zbudował na ukrywaniu bogactw dyktatorów, złodziei, morderców i najgorszych szumowin, jakie kiedykolwiek chodziły po ziemi.  Być może Polański zbyt mało funduszy zdeponował w szwajcarskich bankach, aby opłacało się przymknąć na niego oko? Ale, w sumie, wiemy już od jakiegoś czasu, że ostateczny cel, do którego dążymy usprawiedliwia wszystkie podejrzane sojusze, jakie po drodze trzeba było zawrzeć. Czyż nie?

PS. Jeśli ktoś nie potrafi odczytywać ironii – ostrzegam, że w tym tekście jest jej całkiem sporo. Proszę brać na to poprawkę. W ramach wyjaśnienia: sprawa Polańskiego interesuje mnie w niewielkim stopniu. Dużo ciekawsze są reakcje, jakie ona wywołała i to na nich staram się koncentrować. Gdyby kogoś jednak interesowała moja, wyrażona w prostych żołnierskich słowach, opinia na temat samego Polańskiego, to proszę bardzo: uważam, że Roman Polański powinien stanąć przed sądem i w jego sprawie powinien zapaść wyrok. Gdybym był sędzią, sprawę gwałtu (choć, oczywiście, jest obrzydliwsza), rozstrzygnąłbym tak: winny, a kary brak, bo wina została już ofierze wynagrodzona. Większy problem to ucieczka przed sądem i karą. Jak dla mnie: 3 miesiące robót publicznych (dla człowieka w wieku 76 lat to pewnie dużo czasu), kara finansowa na rzecz jakiejś instytucji charytatywnej, a potem deportowanie ze Stanów po raz ostatni i na zawsze. Bycie artystą to żadna okoliczność łagodząca. Ale okolicznością łagodzącą dla każdego człowieka powinno być to, jak żył po popełnieniu przestępstwa, oraz to, czy otaczający przestępcę ludzie chcą żyć w jego towarzystwie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s