Warto być Francuzem

Pisane w pierwszej połowie XIX wieku:

…espirit de korps amerykańskiego dziennikarstwa polega na prostackim i prymitywnym wykorzystywaniu namiętności czytelnika, na rezygnowaniu z idei, po to by łatwiej dobrać się do ludzi, na wyciąganiu na jaw faktów z ich prywatnego życia, na demaskowaniu ich słabości i wad (Tocqueville 1976: 146).

Dziś aktualne nie tylko w USA, ale na całym świecie. Okazuje się więc, że nie tylko generalne proroctwo Alexisa de Tocqueville’a o rozlaniu się demokracji na inne kraje można uznać za trafione. Na poziomie detali prognozy (nawet jeśli zawarte implicite) również okazują się całkiem słuszne.

O demokracji w Ameryce powinienem był przeczytać dużo wcześniej. Powstrzymywało mnie tylko to, że na każdym roku studiów ktoś wymagał fragmentów tej książki jako lektury obowiązkowej na zajęcia. A ja nie czytam książek z mojej TOREAD list na zawołanie, o nie! Obowiązkowość zabija wartościowe książki. Dlatego zaciskałem zęby i czekałem. Teraz, na piątym roku, i tak czytam tylko to, co chcę, więc przyszła pora również na Tocqueville’a.

Lektura zadziwia mnie na kilku płaszczyznach. Największe zaskoczenie: żyli kiedyś Francuzi, którzy potrafili dobrze pisać. Oczywiście, odkładamy na bok literaturę piękną. Mowa tylko o literaturze faktu i – powiedzmy – naukach społecznych. A więc – żyli!

Dla porównania: czytałem kilka dni fragment Dystynkcji Pierre’a Bourdieu. Jeden z tych Francuzów, któremu słoń nadepnął na pióro. Szalenie inteligentny – owszem, posiadający rozległą wiedzę – jak najbardziej, mający swój wkład w nauki społeczne – bez wątpienia. Ale ten „styl”! Typowe nadsekwańskie okropieństwo. Przykład:

Ci, którzy klasyfikują innych lub siebie, klasyfikując bądź przyswajając sobie praktyki albo właściwości sklasyfikowane lub klasyfikujące, nie mogą nie wiedzieć (yeah, Pierre, złapałem to jeszcze w przedszkolu; wytłuszczenie i komentarz w nawiasie mój – WW), że – poprzez przedmioty bądź praktyki wyróżniające, w których wyrażają się „ich moce” i które, przyswajane sobie przez klasy i dostosowane do tych klas, klasyfikują tych, którzy je sobie przyswajają – to siebie samych klasyfikują w oczach innych podmiotów klasyfikujących (lecz także dających sie sklasyfikować wraz ze swoimi sądami), wyposażonych w schematy klasyfikacyjne analogiczne do tych, które pozwalają lepiej czy gorzej antycypować własną klasyfikację (Bourdieu 2006: 648).

Tak, to jest jedno zdanie. Tak, mogłem się gdzieś pomylić przepisując. Tak, nawet jeśli się pomyliłem to nie ma to większego znaczenia. Teoretycznie zdanie powinno mieć sens po usunięciu wszystkich wtrąceń i nawiasów. Zobaczmy:

Ci, którzy klasyfikują innych lub siebie, klasyfikując bądź przyswajając sobie praktyki albo właściwości sklasyfikowane lub klasyfikujące, nie mogą nie wiedzieć, że to siebie samych klasyfikują w oczach innych podmiotów klasyfikujących, wyposażonych w schematy klasyfikacyjne analogiczne do tych, które pozwalają lepiej czy gorzej antycypować własną klasyfikację.

No, już trochę lepiej. Łaskawcy powiedzą, że to jest po prostu „gęsto” napisane. No i mają trochę racji. Trochę! Bo kto się podejmie wyjaśnienia tego, co Bourdieu napisał, wpadnie szybko w pułapkę pominięcia któreś z warstw (np. trzeba ująć klasyfikację rzeczywistości społecznej przez podmiot, przyswajanie sobie przez podmiot przyjętych klasyfikacji oraz znaczenie jednego i drugiego z punktu widzenia innych podmiotów klasyfikujących, plus sens ostatniej jednej czwartej zdania). Czyli: zamiast optyki pozwalającej spoglądać na świat społeczny mamy – mętlik.

Ja się interpretacji nie podejmę, bo gdybym chciał się zajmować „interpretacją pisma” to bym poszedł na teologię. Jako osoba wychowana na podręcznikach do programowania (które w swojej prostocie są dobrze napisane) mam wymagania. Nie interesuje mnie „co autor miał na myśli”. Chcę dostać procedurę, wzór, howto i móc ją zastosować (dopiero na etapie stosowania powinienem uruchamiać wszystkie moce przerobowe mojego mózgu, a nie – na etapie czytania!). W tym przypadku chcę opisu wyróżnionych przeze mnie warstw tego zdania, a potem opisu współgrania tych warstw. Wszystko poniżej to kpina z końcowego czytelnika.

Wniosek? Warto być Francuzem. Oni mają licencję na za…mącanie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s