W śniegu sens

Przeczytałem w pociągu Psa Baskerville’ów Artura Conan Doyle’a i stwierdzam, że cały ten Doktor House to stare, ponad stuletnie, odgrzewane kotlety. Wszystko już było u Sherlocka Holmesa. Pomocnik, którzy zawsze się myli, ale swoimi pomyłkami naprowadza szefa na właściwy trop. Ekscentryczny szef, któremu do pracy wystarczają sprawozdania podwładnego, bo z podanych przez niego faktów może sobie ułożyć całą historię. Ludzie zgłaszający się do niego, bo jest najlepszy w swoim fachu. Założenie, że everybody lies.  Ponadto, i Sherlock, i Gregory, kiedy zachodzi taka potrzeba, ujawniają pewne umiejętności, których nabycie i rozwijanie zajmuje zwykłym śmiertelnikom całe lata, a im przychodzi jakby mimochodem. W zasadzie największa różnica polega na tym, że Sherlock Holmes ćpał bardziej dyskretnie.

Można jeszcze argumentować, że w Housie jest więcej humoru. Ale u Conan Doyle’a też go nie brakuje, choć czasem wynika to z faktu, że książkę napisano w innej epoce. Przykład: …wstrząs na skutek przeżyć dzisiejszej nocy był tak silny, że już nad ranem dostał wysokiej gorączki, a doktor Mortimer został wezwany do jego łoża. Lekarz orzekł, że jedynie podróż naokoło świata powróci sir Henry’emu siły moralne i fizyczne (Conan Doyle 1995: 193). Gdyby Conan Doyle pisał Psa Baskerville’ów dziś, to doktor Mortimer, zamiast podróży dookoła świata, zaleciłby sir Henry’emu antydepresanty!

* * *

W nocy spadł pierwszy śnieg. Rano, jeszcze przed śniadaniem, chwycił za szuflę i zabrał się za odśnieżanie chodnika. Pracował szybko, z werwą. Musiał się spieszyć, bo temperatura szybko rosła i gdyby zwlekał – śnieg stopiłby się sam.

* * *

W Press (11/09) niezły wywiad z Wojciechem Jagielskim. WJ mówi o kamizelkach kuloodpornych zakładanych przez reporterów telewizyjnych tylko wtedy, gdy są na wizji; o bezesensownym nadawaniu „do internetu” tego, co się widzi, byle szybko i „na żywo”; o dziennikarstwie hotelowym; o własnych błędach i pomyłkach; o niechęci do reportażu wcieleniowego i o swoich początkach w telewizji oraz w PAP; o bitwach z redaktorami i cenie, jaką się za to wszystko płaci. Nowa zabawa: rozpoznawanie, który tekst został napisany w drodze między lotniskiem a hotelem, a który został napisany po wykonaniu prawdziwej dziennikarskiej roboty.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s