Wchodzę do apteki. Przy kasie jedna starsza kobieta. Przed nią stoi druga, przegląda broszurę. Czeka pani w kolejce, pytam, nie, panie, oglądam tylko, odpowiada. Poznaję ją. Zatrzymuje mnie czasem i opowiada różne historie. Lekarz powiedział jej, aby się w wodzie z kranu nie kąpać, bo to syf i wysypki można dostać. Kiedyś wlała wodę do szklanki a po dwóch dniach była zielona. Innym razem mówiła, że te listonosze to teraz dzwonią po mieszkaniach, niby listy noszą, a tak naprawdę sprawdzają, kto w domu jest. Mijam ją i zza pleców słyszę: jakie chamstwo, tyle punktów a tu tylko parasolka, co za oszuści, tak blisko ta apteka, a takie coś, jak tak można ludzi oszukiwać, piętnaście złotych parasolka kosztuje, a tu muszę całą emeryturę wydać a tak nie dostanę, chamy. Przypomniała mi w ten sposób o karcie stałego klienta. Od trzech lat jej używam i w zasadzie sam nie wiem po co. Wchodzi jej córka, monolog przechodzi w dialog utrzymany w podobnym tonie, po czym wychodzą rzucając do widzenia w taki sposób, jakby tuż obok była apteka, gdzie przyjęte zostaną po królewsku, a do każdego zakupu dostaną co najmniej płaszcz na zimę. Być może powinienem im powiedzieć, że karta nie jest po to, żeby one coś dostały, tylko, żeby klient przychodził zawsze w to samo miejsce. Tak, jak ten frajer, który przed chwilą pytał kobieciny, czy w kolejce stoi.

* * *

W piekarni. Facet przede mną kupuje chleb sojowy. Jest jeszcze w sklepie, gdy proszę o rustykalny albo sojowy. Pani mówi, że już nie ma. Dyniowy może, proponuje. Niech będzie. Facet wychodzi. Bo wie pan, mówi sprzedawczyni, i rustykalny, i sojowy jeszcze jest, ale wczorajszy, a ja przy innych klientach nie mogę mówić, że wczorajszy, dlatego powiedziałam, że nie ma. Biorę dyniowy.

* * *

W mięsnym. Zawsze kiedy wchodzę, jedna z pań sprzedawczyń mówi nasz pan przyszedł. Czuję się wtedy jak Jezus. Od kilku tygodni namawiają mnie, żeby u nich punkty zbierać. W bliżej nieokreślonej przyszłości będę miał zakupy za darmo. Tylko najpierw przez rok muszę przychodzić dwa razy częściej i wydawać dwa razy więcej. Zawsze grzecznie i stanowczo odmawiam. Czynię to najwyraźniej zbyt grzecznie i niewystarczająco stanowczo, bo namawianiom nie ma końca. Oto dlaczego warto zbierać punkty: bo ma się wtedy święty spokój.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s