Późny niedzielny wieczór na Rynku Staromiejskim. Rynek opustoszały i świeżo oprószony. Zza rogu Ducha Świętego wyczłapuje dwóch gości. W dłoniach dzierżą kebaby. Gdy podchodzą, jeden macha ręką i mówi: cieszcie się życiem, bo nie wiadomo, jak długo. Ke? Zatkało mnie. Co odpowiedzieć na takie „kebabo mori”? Pierwsza myśl: to TY jesz kebab, chłopie. Ale się powstrzymałem, bo niedługo wcześniej spałaszowałem cziska w maku, więc nie jestem bez winy. Chyba spotkamy się w piekle (koniecznie pamiętać, by do piekła zabrać miętówki).

* * *

Lu. mówi: bronisz tej książki. Bronię. Ale nie tylko książki. Bronię też Artura Domosławskiego. I Ryszarda Kapuścińskiego. Co nie znaczy, że jestem bezkrytyczny. Co to – to nie. Jedną ręką bronię, drugą – ostrzę noże ;-)

* * *

Z.: Pan Y. widzi słabości tej książki, choć sam żadnej jeszcze nie wydał. W peerelu to by chociaż kolegów wydał, a tak – nic. (Zanotował niedosłownie X.). Wydawać by się mogło…

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s