Nauka 2.0 albo śmierć

Wychowałem się na oprogramowaniu FLOSS i Linuksie. Zacząłem w 1998 roku i od tego czasu jestem zwolennikiem zasad, na jakich FLOSS jest zbudowane: wolność i wspólna praca nad ulepszaniem oprogramowania. Swoją cegiełkę do rozwoju tego oprogramowania wniosłem, to znaczy: napisane przeze mnie łatki poprawiające funkcjonalność zostały wprowadzone do kilku programów. Dzięki temu miałem okazję przyjrzeć się, jak proces takiej „otwartej” pracy wygląda: byłem obecny na listach dyskusyjnych, gdzie omawiano rozwój poszczególnych programów, śledziłem cykl rozwoju tych programów w ich systemach zgłaszania i śledzenia błędów (tzw. bug trackerach).

Spędziłem tysiące godzin na tej pracy za friko (choć nigdy nie uważałem tego za pracę, to zawsze była przede wszystkim doskonała zabawa). Czy było warto? Oczywiście. Owoce tego zaangażowania zbieram każdego dnia. Wśród „miękkich”, ale fundamentalnych korzyści, jakie ta zabawa mi dała jest „otwarty” sposób myślenia o wspólnej pracy nad ulepszaniem… wszystkiego. Widziałem jak to się robi w przypadku oprogramowania. Dlaczego tego samego nie przenieść na inne dziedziny?

Przykład: nauka.

…tak, to będzie przykład niepowodzenia, klapy i źródła mojej frustracji.

…tak, trudno o skrajniejszy i bardziej beznadziejny przykład.

Otóż, szukałem ostatnio źródeł pojęcia „wykluczenia cyfrowego trzeciego stopnia” (third-level digital divide). Literatury nie ma dużo, pojęcie jest nowe i jeszcze nie do końca uformowane. Znalezienie źródła, pierwszej definicji, powinno być łatwe. Na chybił trafił biorę tekst z 2007 roku z Political Research Quarterly autorstwa Paula S. Herrnsona, Atiya Kai Stokes-Brown’a i Matthew Hindmana zatytułowany Campaign Politics and the Digital Divide: Constituency Characteristics, Strategic Considerations, and Candidate Internet Use in State Legislative Elections.

Nim przejdę dalej – dygresja wprowadzająca w temat: wykluczenie cyfrowe pierwszego stopnia (WC1S) oznacza w wielkim skrócie podział na tych, którzy mają dostęp do internetu i na tych, którzy dostępu nie mają (ważna jest również jakość dostępu: gdzie dana jednostka może z Sieci korzystać, jak długo, do jakiego łącza ma dostęp itd.). Wykluczenie cyfrowe drugiego stopnia (WC2S), idąc za Eszter Hargittai (2002), oznacza podział na internautów posiadających umiejętności efektywnego korzystania z sieci i tych, którym owych umiejętności brak. Umiejętności zaczynają się od zdolności pisania i czytania, przez świadomość do czego może służyć internet, po podstawową znajomość terminologii i wiedzę o narzędziach pozwalających znaleźć informacje (np. wiedzę o wyszukiwarkach, rozumienie koncepcji Web 2.0, itd.).

Jak się okazało, posługiwanie się tymi dwoma stopniami wykluczenia nie pozwala wyjaśnić wszystkich różnic, jakie zachodzą między użytkownikami internetu. Dlatego – w ramach tej koncepcji wykluczeń cyfrowych – trwają prace nad stworzeniem koncepcji trzeciego stopnia wykluczenia cyfrowego (WC3S). Jedna z definicji mówi, że WC3S oznacza różnicę w efektach, jakie jednostki osiągają w wyniku korzystania z technologii. Moim zdaniem – nie tędy droga. Potencjał eksplanacyjny tego podejścia jest niewielki. Po prostu nadano etykietę temu, czego nie potrafi się wytłumaczyć. Tak czy inaczej, te trzy elementy tworzą jedną koncepcję. Ponieważ pojawiają się też inne podejścia do definiowania WC3S w ramach tej klasyfikacji (bliskie mi jest podejście Kamila Henne) – szukam źródeł i próbuję ustalić, wokół której definicji powstaje konsensus.

Zupełnie inną koncepcję wykluczeń cyfrowych przedstawia Pippa Norris (2001) w książce Digital Divide: Civic Engagement, Information Poverty, and the Internet Worldwide (jeśli pamięć mnie nie myli podobne podejście do wykluczeń cyfrowych przedstawia m.in. Manuel Castells). Mamy więc – podaję za Eszter Hargittai (2002) – global divide oznaczający podział na państwa lepiej i gorzej rozwinięte. Następnie social divide oznaczający nierówności w populacji danego narodu, a także democratic divide oznaczający podział na tych, którzy wykorzystują technologie cyfrowe do angażowania się w życie publiczne i tych, którzy tego nie robią.

Koniec dygresji, wracam do tekstu Herrnsona, Stokes-Brown’a i Hindmana, na który trafiłem tropiąc historię pojęcia WC3S.

A w tekście tym odwołanie do wykluczenia cyfrowego trzeciego stopnia pojawia się raz:

More recent scholarship has focused on the „second-level” digital divide, defined by the gap between skilled and unskilled users, and the „third-level” digital divide, which encompasses the gap between the politically engaged and the politically indifferent (Hargittai 2002; Norris 2001; Cornfield 2000). (Herrnson i in. 2007: 32)

Jeśli pamiętacie to, co napisałem wyżej, dostrzegliście pewnie, że autorzy dokonali tutaj pomieszania dwóch odmiennych koncepcji. WC2S wzięli od Eszter Hargittai, a od Pippy Norris wyciągnęli jej democratic divide i określili mianem WC3S, choć autorka tak tego nie nazywa. Niezły patchwork, ale jego wartość teoretyczna jest, no cóż, wątpliwa, bo skonceptualizowanie WC3S jako democratic divide nie pozwoli na wyjaśnienie nierówności, których nie wyjaśniają też WC1S i WC2S. Sięgam jeszcze po tekst Michaela Cornfielda A user’s guide to „the digital divide” (2000; jak sam tytuł zapowiada nie jest to tekst przełomowy teoretycznie), ostatni z trójki podanych w przypisie. Być może on jakoś to łączy. …ale nie, nic z tego. Tekst jest króciutki i… tak, nie ma tam ani słowa o WC3S, a WC2S pojawia się tylko implicite.

Podsumowując, do akapitu, w którym pojawiają się dwa pojęcia: second-level digital divide oraz third-level digital divide mamy trzy przypisy. Z tych trzech przypisów jeden odnosi się do second-level digital divide wykorzystując ten termin, drugi odnosi się do zupełnie innej koncepcji wykluczeń cyfrowych, a trzeci odnosi się do WC2S tylko implicite, czyli jak ktoś nie wie, że mowa o WC2S to się z tego tekstu o tym nie dowie.

No i teraz: dlaczego szlag mnie trafia? Nie chodzi o to, że autorzy tekstu pokpili sprawę, że dokonali strasznego miksu dwóch koncepcji, że podali słabe przypisy (tekst Cornfielda) w stosunku do treści akapitu, że straciłem parę godzin omijając tę kłodę, którą rzucili mi pod nogi. Nie, to jest banał, nie studiuję od wczoraj, więc zdążyłem się przyzwyczaić. Ale do szału doprowadza mnie to, że nie mogę tego zmienić! Gdzie jest bug tracker, na którym mogę opisać problem i zgłosić poprawki? Gdzie jest ktoś, kto przyjrzy się propozycji, przedyskutuje ją i wprowadzi moją łatkę? Dlaczego tekst ma mieć jedną wersję, wersję końcową, zawierającą błędy, na które będą w przyszłości trafiali inni?

Wieszczono i diagnozowano już kryzys wszystkiego, także socjologii. I wielu daleko na tym zajechało. Dlatego na mówienie o kryzysie mam uczulenie. Jeśli jednak gdzieś miałbym dostrzec źródła kryzysu – w tym wypadku – socjologii, to podniósłbym dwie sprawy. Po pierwsze: fundamenty filozoficzne dotyczące natury samej pracy naukowej (potrzeba więcej pracy wspólnej, a mniej praw autorskich; więcej elastyczności, a mniej instytucjonalnego skostnienia). Po drugie: kwestie techniczne (zamiast listów do redakcji, czy do autorów, które nie zmienią tekstu – bug tracker i wspólna praca nad poprawianiem tekstów; zamiast pisania 20 tekstów o tym samym, praca nad nowszymi wersjami tego samego tekstu tak długo, jak długo jest to zasadne). Bez tego będziemy krążyć w kółko (można krążyć nie w kółko?), poprawiać wciąż te same błędy, dublować się. I tracić czas.

Na pocieszenie: piłkarze mają gorzej (muzyka w tle nieprzypadkowa).

(Znowu Lemem i utopijnymi wizjami zapachniało. Nic z tego, wiem, wiem.)

14 thoughts on “Nauka 2.0 albo śmierć

  1. Zgadzam się że było by super, gdyby nad każdym pojęciem, każdy problemem pracowano wspólnie..efekty wówczas teoretycznie powinny być lepsze:)gorzej jeżeli takie inicjatywy dzieją się na wariata:/ miałem z tym ostatnio problem przy aktualizacji oprogramowania nawigacji..200 znawców wymęczyło 300 porad zajmujących 30 stron forum i wyłuskanie z tego młyna konkretów mało mnie nie przyprawiło o epilepsje serca! praca wspólnymi siłami – OK, jednak brak jakiegoś centrum porządkującego burzę mózgów powoduje chaos totalny:/ (dlaczego tylko ja tu coś komentuje..?!)

  2. Bez obaw Andrzeju, na wariata nikt czegoś takiego nie wprowadzi. To nie jest kwestia lat, tylko pokoleń. Liczba zmian, jakie by z tego wynikły jest kolosalna (m.in. zastąpienie tysięcy czasopism jakimiś tematycznymi repozytoriami tekstów, zmiany ocen dorobku badaczy itd.). Prawie niemożliwe do zrobienia :)

    W projektach programistycznych poza tym zwykle jest tak, że ktoś dany projekt trzyma za łeb silną ręką i ma decydujący głos. Tu pewnie też by się nie obeszło bez dużej liczby takich gatekeeperów, ale to w sumie nie zmiana, lecz transformacja, bo to by była robota redaktorów i recenzentów.

    A czemu gadamy tu tylko we dwóch? :-) No cóż, znajomi jeśli czytają i jeśli komentują to albo facebooku, albo mówią mi co myślą, gdy mnie spotkają. Nieznajomi odwiedzający to miejsce najwyraźniej nie czują się zainspirowani do komentowania, co być może powinienem przemyśleć, ale celowo tego unikam, bo jak się zacznę zastanawiać, dlaczego nikt nie komentuje, to skończę pisząc pod publiczkę, a nie po to założyłem bloga. Jedno jest pewne Andrzeju, masz u mnie piwo, medal, dyplom i miejsce w Hali Zasłużonych za Twoją wytrwałość :)

    1. Hehe, prawda, ktoś tu jednak zagląda. Ale i tak zamierzam niedługo zmienić nazwę bloga. Zastanawiam się nad tym, żeby nazwać go “Pustelnia” ;-)

      Czasem po jakiejś notce zdarza mi się z kimś na jej temat fajnie pogadać, ale najlepszym wskaźnikiem poczytności jest to, jak piszę o jakiejś książce, a potem ludzie, jak mnie spotykają, mówią: “Pożycz, jak skończysz czytać”. Wtedy wiem, że zaglądają :-)

  3. Ha, to i ja dołączę do (nielicznego podobno) grona komentujących.

    I napiszę krótko: czytając dwa ostatnie akapity bardzo silnie skojarzyła mi się Wikipedia lub inny projekt tego typu — wszak tam podkreślone są właśnie te dwie zasady — połączenie wolnych licencji z otwartą możliwością edycji.

    Sama Wikipedia jest być może zbyt ogólna, żeby poruszać tam tak specjalistyczne kwestie, ale nasze, cyfrowo-niewykluczone :) pokolenie powinno w przyszłości w naturalny sposób używać mechanizmów wiki do publikacji „wiedzy”. Może więc nie będziemy musieli czekać aż tak długo na poprawę sytuacji?

    1. O Wikipedii miałem napisać w duchu „I właśnie dlatego lubię Wikipedię…”, nie wiem, dlaczego zapomniałem :>

      „Duchowo” to faktycznie, w ciągu pokolenia powinniśmy być gotowi. Inna sprawa to kwestie prawne i instytucjonalne, tu będzie – przy założeniu, że ktoś w ogóle takie podejście weźmie od uwagę – bagno.

      Takie podejście do tematu jest wbrew interesom wielu aktorów: uniwersytetów, redakcji czasopism, sporej części badaczy. Do tego kwestia praw autorskich, swobodnego dostępu itd. Generalnie: no way.

      PS. Andrzeju – albo prowokację zrobiłeś, albo ja w końcu o czymś ciekawym napisałem ;-)

  4. Myślę, że może to się bardzo dynamicznie zmienić, kiedy „pokolenie 2.0” (no dobra, nie będę tworzył neologizmów — pokolenie wychowane w duchu kultury otwartości, partycypacji, commonsów…) dojdzie do władzy. Czyli pewnie faktycznie to jeszcze kilka dekad przed nami.
    Dla nich (nas?) będzie naturalnym, że informacja chce być wolna i mam nadzieję, że podobne podejście będzie zachowane w interesach — dominacja „all rights reserved” zostanie zastąpiona licencjami typu „attribution”. Wtedy w oczywisty sposób uniwersytety, szkoły, ośrodki badawcze czy wydawnictwa będą działały na innych zasadach.

    W skrócie — naprawdę wierzę, że (mówiąc kolokwialnie) wymiana dinozaurów wniesie nową jakość do tematu. :)

    1. Wizja piękna i ja się pod nią podpisuję, ale chociażby z badań o wykluczeniu cyfrowym drugiego stopnia można wnioskować, że kumacja klimatów otwartości wśród ludzi (generalnie, a nie geeków) nie wychodzi poza darmowe ściąganie muzy i filmów. A już kumacja narzędzi, które pozwalają na otwarte tworzenie/zmienianie czegoś to totalny margines. Pewna powszechność tego typu świadomości jest jednak konieczna, a to nie zostanie wypracowane aż tak szybko. Dlatego dwa pokolenia to wciąż scenariusz moim zdaniem optymistyczny.

      Za umiarkowanym optymizmem w triumfalnym pochodzie „nauki 2.0” przemawia też fakt, że zmiana uprawiania nauki wymagałaby głębokich przekształceń na uniwersytetach (a czynnik instytucjonalny jest równie ważny jak ludzki; jeśli w ramach starych struktur „nowi ludzie” dostaną bardzo ciepłe posadki, to nie będą się silili na zmianę, tylko będą ich bronili przed rewolucjonistami bez posad ;-)). A ludzie ze „świadomością 2.0” pewnie pójdą do korpo, zamist się na uczelni męczyć.

      Ciekawe też, co zostanie z otwartości, jak większą popularność zdobędzie model apple’owski, bliższy (chyba; nie przemyślałem tego szczególnie głęboko) temu, jak nauka wygląda teraz i dla mas ludzi całkiem ponętny.

      Generalnie – jesteśmy super, ale wszystko sprzysięgło się przeciwko nam :)

      1. Weź jeszcze pod uwagę, że tempo wzrostu świadomości może się z czasem zwiększać. Dwa pokolenia to naprawdę szmat czasu (popatrz 50 lat wstecz).

        No ale generalnie nie chcę się „przepychać”, czas pokaże. Na deser wrzucam linka związanego z tematyką otwartych baz danych (sam temat pojawia się pod koniec):

        1. Racja, chyba zbyt dużo się naczytałem o tym wykluczeniu cyfrowym. Wyniki badań może i są dołujące, ale trafność diagnostyczna nie musi oznaczać trafności prognostycznej ;)

          Dobrze, że wyciągnąłeś tego Roslinga. Już kilka razy mi się przewijał, ale jakoś nigdy się nie zebrałem. Czas najwyższy do tego zasiąść!

  5. Efektem prac programistów jest produkt, który nie ma na celu opisu rzeczywistości, ale jest innowacją, która ma działać. Z tej perspektywy „otwarta” praca jest jak najbardziej OK. – cel pracy nie jest problematyczny.
    W przypadku nauk społecznych często chodzi o opis i interpretację (która jest w każdym opisie). O wiele rzadziej idzie o stworzenie czegoś praktycznego.
    Zatem: idea niezła, ale przede wszystkim w kontekście „inżynierii społecznej”. W przypadku opisu/interpretacji mogę sobie coś takiego wyobrazić jedynie na poziomie niewielkich zespołów badawczych.
    To tylko taka uwaga do ciekawego wpisu. Może warto by to kiedyś przedyskutować na seminarium.

    1. Wyobrażając sobie wielką bazę socjologicznych tekstów, do których można zgłaszać propozycje poprawek trochę popłynąłem, to fakt.

      Ale wyobrażam sobie pracę nad socjologicznymi narzędziami badawczymi prowadzoną na wzór funkcjonowania projektów programistycznych. Czyli: raczej nieduży zespół, jakiś kierownik, grupa dyskutantów, świeży ludzie przychodzący co jakiś czas z nowymi pomysłami. Do tego: strona internetowa, na której można znaleźć najnowszą wersję narzędzia (czy to kwestionariusza, czy schematu kategoryzacyjnego, czy czegokolwiek innego), do tego lista dyskusyjna, gdzie można dyskutować, „bug tracker”, gdzie można zgłaszać uwagi i repozytorium z tekstem, nad którym pracują wszyscy zainteresowani.

      Takie projekty można by tworzyć w ramach subdyscyplin, a wspólna praca nad wspólnymi narzędziami sprzyjałaby pewnie integracji środowiska i nie rozchodzeniu się wysiłków na różne strony.

      Oczywiście to wcale nie musi się udać. Ale może taki eksperyment myślowy (tj. wykorzystanie narzędzi i sposobu pracy nad rozwojem oprogramowania w pracy nad rozwojem narzędzi socjologicznych) warto byłoby przeprowadzić i poddać krytyce. Pomyślę o tym :)

  6. Jestem doktorantem na Wydziale Chemii UJ, zaczynam swoja przygodę z nauka ale w szczególności wciągnęła mnie idea Nauki 2.0. Zgodnie zna pisze o swoich badaniach na stronie http://www.neutralizacja-heparyny.pl
    Zapraszam do odwiedzania i komentowania. Dziękuje z góry za każdy komentarz na forum czy pod artykułem. Napisałem też parę artykułów o samej idei i teorii Nauki 2.0 oraz FAQ Nauki 2.0. Zapraszam do lektury.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s