Skośnooki upiór krąży nad demokracją

Jeszcze w XVIII wieku w Polsce wierzono w upiory, czyli w zmarłych, którzy niepostrzeżenie wychodzili po śmierci z grobów i wedle woli szkody czynili, zabijając ludzi (Kaleta 2009: 82). Upiór na rozkaz diabła chodził, krew wysysał z bydła, zgnilizną ludzi zarażał i śmierć im przynosił (ibid.: 83).

Funkcją ukrytą wiary w zabobony była możliwość bezkarnego popełniania przestępstw. Można było popełnić morderstwo i upozorować je tak, aby wyglądało na robotę upiora. Z ciała należało spuścić krew (bo upiór ją wyssał), której drobną ilość można było wylać przy kominku (bo upiór przez komin ciało przeniósł np. do studni), a potem – z przerażoną miną – opowiadać o wilkołakach i strachach (na podstawie przypadku przedstawionego w: ibid.: 82-84).

Jak silna musiała być ta wiara, skoro myśl, że to jakiś człowiek popełnił morderstwo, nie była oczywista! Z perspektywy czasu owe zabobony wydają się śmieszne, ale – jeśli się dobrze zastanowić – dziś również myślimy w ciasnych ramach, których istnienia nawet nie podejrzewamy, a ktoś, kto te ramy potrafi dostrzec, wykorzystuje je, by realizować swoje interesy bez ponoszenia kosztów.

Przykład w skali makro: demokracja. Jej „ukrytą” funkcją jest utrzymywanie w dobrobycie klasy politycznej. Instrumentalne wykorzystywanie systemu powoduje, że demokracja – zamiast być sposobem rozwiązywania problemów i stawiania czoła wyzwaniom – jest metodą wyjaśniania niepowodzeń i porażek, tak jak zjawy były sposobem wyjaśniania zbrodni (jednym z typów zjaw będzie tu poprzedni rząd winien wszystkiemu, co złe). Klasa polityczna pasożytując na wierze w demokrację bogaci się, trwa, unika wyzwań, a koszty przerzuca na zdefiniowane przez siebie zjawy.

Nie jestem historykiem, więc nie jestem w stanie szybko zrekonstruować, jak wiara w zabobony – na poziomie małych społeczności – ustępowała miejsca racjonalnemu podejściu do dostrzegania win i ich rozliczania. Wyobrażam sobie jednak, że wiara w zabobony była tak nadużywana przez ludzi, że przy dużej liczbie demaskacji nie dało się dłużej utrzymać przekonania o sprawczej roli upiorów.

Być może podobnie stanie się z demokracją, to znaczy: im więcej wyzwań, tym bardziej niewydolny system, który z natury unika podejmowania trudnych zadań, co prowadzi do coraz gorszych warunków życia i ostatecznie – utraty weń wiary oraz do zidentyfikowania klasy politycznej jako pasażera na gapę , który rozpoznał mechanizm i się nim skutecznie posługiwał, grając na nosie innym ludziom. Oczywiście, los klasy politycznej nie jest tutaj ważny. Tak jak w przeszłości odrzucono nie tylko zjawy, ale cały system pozwalający o zjawach myśleć, tak samo może stać się w przyszłości, kiedy odrzucony zostanie cały system pozwalający klasie politycznej funkcjonować. Sama klasa polityczna będzie li tylko poboczną ofiarą, więc nie przejmujmy się nią w tej analizie.

Wyszedłem od upiorów i od XVIII wieku, ale sprawa jest jak najbardziej aktualna, tak w kontekście wyzwań lokalnych, jak i globalnych. Biorąc pod uwagę liczbę zadań, przed jakimi stoimy, potencjał zdemaskowania wadliwości demokracji zbliża się do punktu przełomowego. W kontekście „zagrożenia chińskiego” pisał o tym ostatnio Edwin Bendyk (w jego wpis miałem swój drobny wkład ;-)):

Mówiąc wprost, jeśli jesteśmy przywiązani do wartości demokracji liberalnej i naszego pojęcia wolności, musimy udowodnić, że nasz system lepiej służy nie tylko samej wolności, lecz także rozwiązywaniu problemów.

Musimy to udowodnić nie tylko Chińczykom, ale również sobie. W przeciwnym razie odrzucimy demokratyczny zabobon i poszukamy czegoś bardziej racjonalnego. A to nie wróży dobrze.

Fukuyama prawie miał rację prognozując koniec historii w wyniku zwycięstwa demokracji. Pomylił się tylko w dwóch punktach: 1) to porażka a nie zwycięstwo demokracji będzie końcem historii, 2) porażka demokracji nie końcem historii w ogóle, lecz będzie końcem naszej historii.

Advertisements

2 uwagi do wpisu “Skośnooki upiór krąży nad demokracją

  1. A miałeś nie pisać o polityce:P:P
    Co do demokracji jako narzędzia bogacenia się elit to odnoszę wrażenie, że akurat pod tym względem nie wyróżnia się zbytnio od innych systemów:/ tak naprawdę w każdym systemie funkcjonują społeczności, które bogacą się w imię dobra narodu, sprawy itp. Komunizm też miał swoje elity, które też się bogaciły i które też tłumaczyły (częściej chyba jednak nie tłumaczyły wogóle..)niepowodzenia specyfiką systemu..

  2. Dziś jak spojrzałem do tej mojej notki, stwierdziłem, że za duży nacisk położyłem na klasę polityczną.

    Klasa polityczna jest nieważna, nie skupiajmy się na niej. Dużo ważniejszy jest system i jego los. Obecnie stoimy przed całą masą wyzwań. Na poziomie lokalnym możemy mówić na przykład o kryzysie finansów publicznych (czas pogodzić się z tym, że zanim się zestarzejemy, granica wieku emerytalnego będzie płynna i wszyscy będziemy pracowali tak długo, jak długo będziemy potrafili ruszać głową lub rękami), zagrożeniu brakiem energii, rozpadem infrastruktury drogowej i kolejowej, brakiem infrastruktury przeciwpowodziowej, pogarszającą się sytuacją armii i szpitali, itd. Na poziomie globalnym dochodzi do tego zmieniający się klimat (choć tu, moim zdaniem, możemy tylko zmagać się ze skutkami), zmieniająca się sytuacja geopolityczna (wzrost znaczenia Chin, Indii, Brazylii), przyszły niedobór wody i żywności, itd. itp.

    Jeśli system demokratyczny przetrwa i jakoś rozwiąże choć część tych problemów, to będę pod wrażeniem. A jeśli nie, to będę trybikiem w jakiejś autorytarnej machinie, która będzie mną sterowała i mówiła, gdzie mam drogę teraz budować, gdzie wał przeciwpowodziowy usypywać, itd (a to wszystko w zamian za miskę zupy).

    Komunizm padł, kiedy liczba problemów nawarstwiła się do tego stopnia, że nie dało się już dłużej unikać ich rozwiązywania. Dlaczego inaczej miałoby być z demokracją?

    A co do pisania o polityce już dawno temu zdałem sobie sprawę, że tak naprawdę często o polityce piszę, bo polityka jest wszędzie. Za punkt honoru postawiłem sobie jednak milczenie nad sprawami „podwórkowymi”, miałkimi, ograniczającymi się do pyskówek i ciasnych sporów. Dlatego na pewnym poziomie abstrakcji i oddalenia o polityce pisał będę, bo inaczej się nie da. Ale zasady i opis bloga pozostaje moim zdaniem aktualny. Poza tym, jak już muszę, staram się kamuflować politykę upiorami ;-)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s