Lekcje z popkultury

Kontynuując wątek zastosowania gier w nauczaniu: z poprzedniej notki można by wnioskować, że grę pojmuję wąsko, jako grę komputerową. Jest inaczej. Z sytuacją gry mamy do czynienia zawsze wtedy, gdy istnieje wyzwanie, czyli jakiś problem czekający na rozwiązanie. Rozwiązanie to wymyślenie i zrealizowanie strategii działania. Musi wystąpić też element motywacji – możliwość zdobycia nagrody, choćby miało nią być lepsze samopoczucie, czy podwyższona samoocena.

Dobrych przykładów gier mobilizujących do nauki i poszerzania swoich horyzontów – gier rozgrywanych na wielu płaszczyznach: od biblioteki po komputer – dostarcza popkultura. Za Henrym Jenkinsem i jego Kulturą konwergencji podaję dwie egzemplifikacje: spojlowanie Robinsonów oraz Matrix jako opowiadanie transmedialne naszpikowane odniesieniami do kultury, do wielkiego zbioru znaczeń. Najważniejsze elementy dalszej części opowieści: uczestnicy tych gier byli silnie zmotywowani do zgłębiania wybranego zagadnienia, poświęcali mu mnóstwo energii i koncentracji, rozbudowywali swoją wiedzę w wielu dziedzinach i dzielili się nią, współpracowali. Byli więc – choć nikt ich nie zmuszał, nie groził karami, nie straszył bezrobociem i bezdomnością – doskonałymi uczniami.

Robinsonów nigdy nie oglądałem, więc posłużę się opisem tego programu ze strony AXN:

Robinsonowie – uczestnicy gry – pozbawieni są podstawowych wygód, umieszczeni w obcym środowisku, wśród nieznajomych. Muszą nawzajem współpracować, aby przeżyć, ale równocześnie wykluczają się ze wspólnoty i z wyspy. 16 uczestników podejmuje wysiłek, aby podejść i pokonać przeciwników, przeżyć w trudnych warunkach, a nade wszystko uniknąć wyeliminowania z gry. Stawka jest poważna – milion dolarów. Rozbitkowie umieszczeni w egzotycznym, bezludnym zakątku świata. Muszą sami zadbać o dach nad głową, znaleźć żywność, która wzbogaci ich skąpe racje, bez zapałek rozpalić i utrzymać ogień. Tworzą się sojusze, uczestnicy stosują różne taktyki wobec innych Robinsonów, aby utrzymać się w grze. Stawiając czoła trudnym warunkom i sobie nawzajem, rozbitkowie ujawniają swój charakter. Wszystkim przyświeca ten sam cel -po 39 dniach zostać jedynym Robinsonem na wyspie (Źródło: AXN).

Spojlowanie Robinsonów to zabawa zagorzałych sympatyków serii w odgadnięcie, kim będzie ów ostatni Robinson. Producenci wiedzą, ale ta wiedza to ich największy sekret. Dlatego publika Robinsonów organizuje się na internetowym forum, by dzielić się swoimi spostrzeżeniami i wiadomościami, by razem pracować nad rozwiązaniem zagadki. Zabawa szybko rozrasta się: widzowie chcą dowiedzieć się wszystkiego, co dotyczy programu. Fani posługują się zdjęciami satelitarnymi, by zlokalizować obóz uczestników. Gdy już im się uda – badają określoną lokalizację: poznają jej klimat, kulturę, sytuację polityczną, ukształtowanie terenu, zagęszczenie populacji, infrastrukturę; oglądają odcinki programu klatka po klatce szukając ukrytych informacji; jeżdżą po świecie, poznają miejsca i ludzi mogących udzielić informacji, zajmują się weryfikacją danych, oceniają ich wiarygodność, sprawdzają, jak każdy kawałek pasuje do istniejącego już systemu wiedzy. Jednym słowem – dobrowolnie robią to, do czego szkoła (z mizernym skutkiem) zmusza, a co nawet ważniejsze: pokazują, że mają duży uśpiony potencjał, a jedyne czego potrzeba to stymulacja. Henry Jenkins dostrzega wielkie możliwości tkwiące w doświadczeniu, jakie płynie z gry w spojlowanie Robinsonów: Wyobraźcie sobie, jakie informacje mogliby zebrać fani, gdyby tylko chcieli spojlować rząd, a nie stacje telewizyjne (Jenkins 2007: 33).

Druga sprawa: Matrix jako tekst transmedialny, czyli fabuła wykraczająca poza jedno medium. W powszechnej świadomości Matrix to film. Dla fana to coś więcej, to gra, komiks, japońska animacja (seria Animatrix), książki. Transmedialność polega na tym, że aby zrozumieć poszczególne elementy, trzeba znać całość. Jakiś wątek pojawia się w animacji, później kontynuowany jest w grze, a w film wprowadzany jest płynnie, w ciągu, bez wyjaśnienia. Dla kogoś, kto ogląda film, a nie zna pozostałych elementów, dana scena lub dialog mogą być zupełnie niezrozumiałe. Dla kogoś, kto zna inne elementy – fragmenty te składają się w sensowną całość. Podobnie z efektami specjalnymi. Ktoś kto grał w grę, rozumie, co potrafią robić bohaterowie, efekt spowolnienia akcji zna z ekranu swojego komputera, więc otrzymuje pełny, spójny przekaz.

Transmedialność Matriksa to jedno, a drugie to – zanurzenie w basenie kulturowych znaczeń. Prawdziwi fani cierpią na epistemofilię, chorobliwe umiłowanie wiedzy. Dlatego szukają i rozszyfrowują przekazy ukryte w transmedialnym tekście. Odkrywają, że numery rejestracyjne samochodów to odniesienia do cytatów z Biblii, numer mieszkania Neo to 101, czyli numer pokoju tortur w Roku 1984 Orwella, zaglądają do Symulakrów i symulacji Baudrillarda, bo tę właśnie książkę Neo zdejmuje z półki w pewnym momencie filmu, dowiadują się kim był Ronald Reagan, bo tak zostaje określony jeden z bohaterów, zaglądają do Wikipedii, by dowiedzieć się, kim/czym był Morfeusz, Nabuchodonozor, Syjon. Grając w rozszyfrowywanie znaczeń poznają historię, kulturę, filozoficzne idee. Jak stwierdził Henry Jenkins, w kulturze łowieckiej dzieci bawią się łukami i strzałami. W społeczeństwie informacyjnym – informacją (Jenkins 2007: 128).

W tym kontekście gra to szperanie w bibliotekach, w historii, kulturze, w mitach, filmach i muzyce. To koncentracja, uważne przypatrywanie się, szukanie znaków, symboli, znaczeń. To dzielenie się wiadomościami, układanie z nich jednej, spójnej wizji, jak z klocków. To współpraca, ocena informacji przynoszonych przez pozostałych graczy, ale także – poczucie przynależności i uczestnictwa. To rozumienie kultury jako systemu odniesień, jako wspólnego mianownika łączącego przeszłość z teraźniejszością. To prosta ścieżka ku wyrafinowaniu, umiejętności oddzielania kiczu i klisz od nowatorskich połączeń i nowych spojrzeń na znaczenie poszczególnych symboli. To pojmowanie kultury jako zabawy, źródła pasji, radości i spełnienia.

Wyżej opisane gry mają przede wszystkim cel marketingowy. Chodzi o zarobienie jak największych pieniędzy, o przywiązanie fanów do produktu jak najmocniej, na jak najdłużej. Kultura to tylko środek, a fani połykają haczyk, bo proponuje im się ciekawą rozrywkę – wyzwanie, problem, zadanie. Skoro da się to zrobić w celu mnożenia zysków, to powinno się również udać w edukacji. Rozumiem, że nie każdy uczeń ma predyspozycje, nie każdy miał szansę wykształcić je i rozwinąć, ale uczestnictwo w żywej, pulsującej kulturze wiedzy, w której można wykonywać zadania adekwatne do możliwości, to pewnie i tak perspektywa lepsza, niż rozbijanie się o wysokie progi kultury podawanej tak, jakby wśród odbiorców nie było trzeba wzbudzać fascynacji, jakby uczniowie już byli fascynatami kulturowych głębin. A teraz koniec, odkładam bajania między bajki. Cała nasza nadzieja w popkulturze.

PS. Bardzo ciekawy, poboczny w stosunku do transmedialności Matriksa, wątek: krytycy filmowi nie byli szczególnie łaskawi dla drugiej i trzeciej części Matriksa. Chcieli, po staremu, oceniać film jako film. Nie interesowały ich gry, komiksy, czy animacje. Nie postrzegali Matriksa jako transmedialnej całości. Ujawniła się tutaj luka: otóż, nie wypracowano jeszcze kryteriów estetycznej oceny dzieł transmedialnych (por. Jenkins 2007: 96 i dalej: 116-117).

4 thoughts on “Lekcje z popkultury

  1. Ciekawie ciekawie..może w niedalekiej przyszłości zostaniesz ojcem-założycielem jakiejś szkoły alternatywnej:)jak będziesz dobrze płacił to mogę zostać Twoim PH do spraw poszukiwania bogatych rodziców, którzy zechcą puścić dzieciaka do takiej zwariowanej szkoły:D
    Co do Matriksa, to jakiś czas temu (już chyba ze 4 lata) kolega z seminarium opowiadał mi, że na metafizyce oraz filozofii mają całe wykłady nt. ukrytych przesłań w Matriksie:) a mówią, że Kościół to przeżytek:Dhaha..

    1. Andrzeju, będziesz dyrektorem jednego z ośrodków nauczania :-)

      Henry Jenkins pisał, że Wachowscy celowo nie zaprzeczali żadnym interpretacjom Matriksa i jego szczegółów. Jeśli ktoś coś znalazł i się ich pytał, to oni stwarzali wrażenie, że to było zamierzone. Bardzo sprytne, bo jak się ktoś natchnie to potem wszystko, co znajdzie, choćby totalnie absurdalne, odbiera za przejaw geniuszu autorów :) …a w Krk Matrix już niedługo połączą z templariuszami pewnie :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s