Przekleństwo surowców 2: ropa

Po sieci krąży mem meanwhile in X, a u mnie kolejny odcinek z serii tymczasem na społecznym marginesie… Wspominałem już o doktrynie szoku na Haiti, o zbójeckim wydobyciu koltanu w Kongu, oraz o mrozach w Peru. Dziś będzie o ludziach, którym czarne złoto przyniosło wszystko prócz spokoju i dobrobytu.

O wycieku ropy po zatonięciu platformy wiertniczej BP w Zatoce Meksykańskiej słyszymy wiele, bo konsekwencje tej katastrofy uderzają w interesy USA. Przeliczając katastrofę ekologiczną na pieniądze, mówimy o miliardach dolarów strat w przemyśle rybnym i turystycznym. Jeśli interesy USA są zagrożone, mówią o tym amerykańskie media, a bezrefleksyjne, idące na łatwiznę media światowe chórem temat podnoszą i powtarzają.

Nie ma nic złego w tym, że mówi się o tak szalenie ważnych sprawach. Złe jest tylko to, że jednocześnie pomija się wycieki ropy w innych częściach świata. Ktoś uważny mógł w mediach dostrzec wzmianki o procesie, jaki Nigeryjczycy – obywatele, nie rząd – wytoczyli Shellowi za spowodowanie i zignorowanie katastrofy ekologicznej w delcie Nigru. Ale kto słyszał o wycieku ropy w Egipcie sprzed kilku dni, albo o wycieku w Singapurze sprzed miesiąca? Kto słyszał o spowodowanym przez firmę PlusPetrol zanieczyszczeniu rzeki będącej jedynym źródłem wody i ryb dla 28 autochtonicznych społeczności mieszkających w amazońskiej dżungli (materiał filmowy z 19.06.2010)? Komu obił się o uszy wyciek w Wenezueli (materiał z 14.06.2010), albo w Utah w USA? Nic? Cisza? No właśnie. (źródło wiadomości o wyciekach: GlobalVoicesOnline)

O ile po wycieku w Utah natychmiast robi się porządki, a poszkodowanym wypłaca zadośćuczynienie (źródło: HuffPo), o tyle dla reszty świata, która na swoje nieszczęście nie znajduje się w granicach administracyjnych USA, podnoszenie głosu kończy się śmiercią (przypadek Nigerii) lub całkowitą ignorancją (pozostałe sytuacje).

Pisałem już wcześniej o crowdsourced journalism, czyli idei, że tłumy ludzi uzbrojone w aparaty fotograficzne i kamery będą dostarczać mediom materiały bezpośrednio z miejsc, gdzie dzieje się coś ważnego i ciekawego. Tutaj ideę tę widzimy w praktyce: pod podanym wyżej linkiem do GlobalVoicesOnline znajdziemy amatorskie filmiki z Egiptu, Wenezueli, Peru i innych miejsc wykonane przez ludzi, lub z udziałem ludzi, których dotyczą przedstawiane problemy. Idea rozbija się jednak o interesy mainstreamowych nadawców. Pisząc wcześniej o crowdsourced journalism mówiłem, że ludzie – owszem – mogą dostarczać ciekawych i ważnych materiałów, ale nie wspomniałem, że materiały te mogą być niezgodne lub wręcz sprzeczne z interesami mediów głównego nurtu i dlatego zamiast na wizję – trafiać mogą do kosza.

Niniejszym, po raz kolejny, dołączam się do – pełnego donkiszoterii – walenia głową w (medialny i nie tylko) mur.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s