Zawsze najciekawiej jest na granicach (nie tylko geograficznych)

Czytam Masę krytyczną Philipa Balla. Czy fizyka potrafi przewidzieć zachowanie społeczeństw? Książka ma odpowiadać na to pytanie. Tak przynajmniej napisano na czwartej stronie okładki. Pierwsze sto stron to wielki popis erudycyjny autora. Jak to bywa z popisami – widać, że są, choć nie do końca wiadomo po co.

Z ciekawszych wątków: „mechanika społeczna” Adolphe’a Queteleta (1796-1874) – jedna z pierwszych pozytywistycznych prób odkrycia praw społeczeństwa. Quetelet, astronom i socjolog, natknął się na prace dotyczące rozkładu normalnego i doszedł do wniosku, że krzywa błędów to narzędzie mogące służyć do opisu demograficznych cech społeczeństwa. W 1844 roku udowodnił, że takie cechy jak wzrost i obwód w pasie, jeśli zebrać wystarczająco dużo danych – uzyskają na wykresie kształt dzwonu, co pozwoli określić cechy „człowieka przeciętnego” i poziom odchyleń od normy.

Czy to może się do czegoś przydać? Owszem:

W 1844 roku Quetelet porównał rozkład wzrostu mężczyzn w całej populacji z rozkładem wzrostu 100 poborowych wcielonych do francuskiej armii i znalazł rozbieżność, która doprowadziła go do wniosku, że około 2000 mężczyzn skłamało na temat swojego wzrostu, aby wypaść poniżej wymaganego minimum i uchylić się od poboru (Ball 2007: 87).

Po sukcesach na tym polu Quetelet zaczął się zastanawiać, czy w podobny sposób da się opisać ludzkie zachowania. Eksperymentował ze wskaźnikami urodzeń, zgonów, samobójstw oraz małżeństw, a jego odkrycia spotkały się z ciepłym przyjęciem między innymi w Anglii.

I teraz ciekawa rzecz: badania prowadzone na polu – stosując współczesne nazewnictwo – socjologii były inspiracją między innymi dla Jamesa Clerka Maxwella w jego pracy nad kinetyczną teorią gazów.

W ten oto sposób wzajemne inspiracje zaowocowały rozwojem naukowym. Stąd myśl (z gatunku myśli nieuczesanych), czy przypadkiem podział na wydziały humanistyczne i matematyczno-informatyczne nie jest antyrozwojowy? Wyobrażam sobie uszczypliwe komentarze jednych i drugich, ale mimo tego – kiedy się zastanowić nad obecnym stanem rzeczy, przeanalizować, jak mieszkańcy dwóch wież z kości słoniowej wzbraniają się przed budową pomostów, jak tresuje się kolejne pokolenia w duchu wzajemnej niechęci, trudno nie zastanowić się nad niepodjętymi ścieżkami wzajemnych wpływów.

(Ten wpis spędził w „poczekalni” kilka tygodni, a tu w międzyczasie na blogu Edwina Bendyka pojawiła się notka, w której padło następujące stwierdzenie: należy szybko zwiększyć rangę nauk społecznych i humanistycznych, Coraz wyraźnie bowiem widać, że rozwój to nie kwestia jedynie technologicznej modernizacji gospodarki. Ten prosty model już się wyczerpał, potencjał rozwoju tkwi w ludziach, żeby ich zrozumieć, trzeba nowoczesnej humanistyki. Powoli zaglądam już do książki Janusza Muchy (2009), który również do tego trendu nawiązuje posługując się przykładem AGH).

Reklamy

13 myśli na temat “Zawsze najciekawiej jest na granicach (nie tylko geograficznych)

  1. Najpierw trzebaby zlikwidowac roznice w stosowanych metodach badawczych. Bez tego jedni z drugimi sie nie dogadaja, no bo jak – naukowiec (matematyka, falsyfikowalnosc, te klimaty) z fanem „filozoficznego pitu-pitu”?

    1. Różnicy w metodach zlikwidować się nie da ze względu na różnice w przedmiotach badań. Obiekt badań nauk społecznych, tj. ludzie, są zależni od kontekstu historycznego i przestrzennego, a do tego są jeszcze refleksyjni.

      Ale to naprawdę nie jest problem.

      Przede wszystkim trzeba oddzielić filozofię od nauk społecznych. Metodą tej pierwszej jest przede wszystkim „myślenie”, ale metody nauk społecznych wywodzą się z metod nauk ścisłych i tutaj bez najmniejszych trudności można się dogadać, bo język jest ten sam (od falsyfikowalności, przez trafność, rzetelność, po cały słownik logiki i statystyki).

      Jeśli więc oddzielimy filozofię od nauk społecznych i przyjrzymy się tym drugim to bez trudności znajdziemy wspólny mianownik.

      Oczywiście nauki społeczne *muszą* mieć swoje pitu-pitu i mają je. Ja sam w czytaniu i tworzeniu pitu-pitu jestem słaby, ale rozumiem, jaką to ma wartość. Mianowicie, chodzi o to, że ułożone w czasie i czytane chronologicznie pitu-pitu pokazuje, że każde kolejne robiło coś w stylu małego przełomu paradygmatycznego. To jest potrzebne właśnie dlatego, że dobre pitu-pitu powoduje, że nagle badacze myślą out-of-the-box. Dlatego ktoś musi to pisać i ktoś inny musi to czytać. Ale nie dajmy się zwieść – to nie jest podstawowa działalność nauk społecznych.

      Pitu-pitu nauk społecznych powinno być najmniej interesujące dla ścisłowców, ale jakoś tak się dzieje, że oni się na tym fiksują i nie zauważają reszty. I to jest błąd.

      Oglądałem ostatnio program do analizy billingów używany przez policję. Soft nie tylko robił prostą analizę sieciową, ale też nakładał na to „kontekst”, czyli wyniki badań nad komunikacją w grupach przestępczych, co pozwalało na dużo dalej posuniętą analizę ról poszczególnych jednostek. Sporą część wyników badań nauk społecznych da się w ten sposób przełożyć na kod i fajnie wykorzystać. Tyle tylko, że trzeba wiedzieć o tym, że coś takiego jest robione.

      Podobnie użytek z teorii socjologicznej robi się w medycynie. Np.: Berkman, Lisa F., Thomas Glass, Ian Brissette, Teresa E. Seeman. 2000. From social integration to health: Durkheim in the new millennium, „Social Science & Medicine” 51, s. 843-857.

      1. Nie rozumiemy sie. Problem wynika z tego, ze, ze scislego punktu widzenia, spora czesc nauk spolecznych to paranauki. W fizyce teoria jest dobra wtedy, kiedy wnioski z teorii zgadzaja sie z doswiadczeniem. W naukach spolecznych teoria jest dobra wtedy, gdy brzmi mądrze. Tych dwoch rzeczy nie pogodzisz. Scislowcy koncentruja sie na problemie pitu-pitu, bo jesli to zignorujesz, to zbyt wiele ci z nauk spolecznych nie pozostanie.

        Jesli chodzi o filozofie, to uwazam, ze ma blizej do nauk scislych niz do nauk spolecznych, bo opiera sie o pewien rygor. Znow – z jednej strony zelazne zasady logiki, z drugiej – smetne opowiesci na temat trudnej sytuacji rodzinnej świnek na zachodniej granicy.

        1. Trasz, nie rozumiemy się, bo nie wiesz, o czym mówisz.

          Jest w naukach społecznych tendencja do tego, żeby zaciemniać to co jasne – tutaj zgoda, sam to obserwuję (co nie znaczy, że jestem przeciwnikiem wprowadzania pojęć, które ściśle coś definiują).

          Ale to: a) nie znaczy, że to jest standard, b) nie jest to w stanie w żaden sposób przykryć prowadzonych badań, których po prostu jest więcej, c) ścisłowcy wolą to ignorować, bo poważne podejście do tej części nauk społecznych oznaczałoby konieczność zweryfikowania ich poglądów.

          Pojedź na konferencję socjologiczną z metodologicznie lipnym referatem i zostaniesz zmiażdżony. Może wtedy zmienisz zdanie.

          A ze świnkami bagatelizujesz zagadnienie, które stanowi poważny problem.

          1. Z moich obserwacji wynika, ze to jak najbardziej standard.

            Co do lipnego referatu – caly problem lezy w definicji lipnosci. W przypadku nauk spolecznych referat bedzie lipny, jesli nie bedzie „brzmial madrze” i nikt znany sie pod nim nie podpisze. W naukach scislych kryterium „lipnosci” jest inne. Zeby jedni z drugimi sie dogadali, musieliby najpierw uzgodnic kryteria.

            A co do swinek – nie, nie bagatelizuje, chociaz mojej wypowiedzi faktycznie zabraklo pewnej symetrii. A wiec: z jednej strony spory o definicje definicji i dowodzenie istnienia osoby przeprowadzajacej dowod (oraz obalenia tych dowodow), z drugiej smetne opowiesci na temat trudnej sytuacji rodzinnej świnek na zachodniej granicy.

    2. Ano, już od lat wskazywałem, że świetnym teoretykiem literatury był na przykład Lem. Wbrew poglądowej opinii, tak zwane nauki humanistyczne wymagają umysłu ścisłego. Zwłaszcza na terenie wnioskowania opartego na dość ezoterycznych podstawach.

        1. Często nie mają, ale równie często mają. Oddzielmy, proszę, nauki społeczne od humanistycznych, to raz, a po drugie – oddzielmy nauki społeczne od absolwentów wydziałów, gdzie ich się naucza. Absolwentów jest po prostu za dużo, a w tej masie jakość marna i to – z zewnątrz – przysłania rdzeń. Ja mówię o rdzeniu nauk społecznych i to on mnie interesuje.

          1. – Wbrew poglądowej opinii, tak zwane nauki humanistyczne wymagają umysłu ścisłego.

            – Gdyby wymagaly, ludzie zajmujacy sie naukami humanistycznymi musieliby miec umysl scisly, a czesto nie maja.

            – Często nie mają, ale równie często mają.

            Logika – you’re doing it wrong.

      1. Wnioskowanie oparte na dość ezoterycznych podstawach to jest jednak przede wszystkim kwestia doświadczenia codziennego ludzi. Np. wygraliśmy mecz w tych koszulkach, to będziemy w nich grać przez cały mundial nie piorąc ich. Moja była miała blond włosy i była straszna, już nigdy nie będę się umawiał z blondynkami, itd., itd.

        Ezoteryczne rozumowanie na bazie nauk społecznych – oczywiście, na trochę lepszym poziomie – też jest możliwe (tak samo, jak w naukach ścisłych), ale bądźmy szczerzy – dobrej opinii nikomu to nie przyniesie.

        A co do Lema, to warto pamiętać, że fantastyka/sztuka bywały inspiracjami dla ścisłowców. I do tego właśnie zmierzam, że w naukach społecznych też są płaszczyzny, które mogłyby działać podobnie (i vice versa – w naukach ścisłych są rzeczy, z których skorzystać mogliby ludzie od nauk społecznych).

        Ale – na co wskazuje cacus Trasza – gruntu dla takich wzajemnych inspiracji raczej nie ma, bo w zamian tłuczemy znowu starą (opartą na słabych przesłankach) dyskusję o tym, że ścisłowcy robią super racjonalne teorie oparte na doświadczeniu, a (tak ich nazwijmy) humaniści biorą z głowy pitu-pitu.

        Dlatego dla mnie EOT jeśli chodzi o ten wątek, ale gdyby pojawiło się coś konstruktywnego, związanego z tym, o czym pisałem we wpisie, to wtedy chętnie pogadam.

  2. Spodobały mi się badanie tego Quetelet’a..przypominają mi wyniki „badań”, którymi co jakiś czas chcą zaszokować świat zwłaszcza amerykanie i anglicy:) chodzi oczywiście o jakieś niesamowite korelacje, które w zasadzie nic nie wnoszą, pomijając oczywiście trochę treści do portali plotkarskich:D ostatnio np słyszałem, że jakieś badania dowiodły, że im kobieta ma mniejszy rozmiar stopy tym jest ładniejsza:):)hahah…już sobie wyobrażam w jaki sposób przeprowadzano takie badania w oczywiście męskim gronie..Quetelet też wykazał się oryginalnością w badaniach:D a co do konfliktu humaniści – matematycy..wydaje mi się, że taka solidna nić porozumienia być może nigdy nie powstanie. Przeszkodą może być różnica „wrażliwości” (nie wiem jak to nazwać..) na dany problem..dla jednych problem będzie głupi i mało znaczący i będą go olewać a dla drugich będzie arcyważny. Można mówić tym samym językiem i stosować zbliżone metody badań i wszystko to na nic jeśli „wkład serca” będzie skrajnie różny…a może głupio gadam..hmm

    1. Badania Queteleta w XIX wieku były naprawdę diabelnie odkrywcze. Znaczenie rozkładu normalnego dla nauki to rzecz, którą trudno przecenić.

      A, że do mediów przedostaje się jakaś sieka i do tego jeszcze jest przedstawiana w idiotyczny sposób to już inna bajka. Angielskie tabloidy pisały niedawno, że codzienne wykonywanie prac domowych powoduje u kobiet obniżenie się ryzyka raka piersi. Ostatnio w Newsweeku polskim był tekst o tym, że stworzono mutację samicy komara, która nie ma rozwiniętych skrzydeł. Samiec jest nosicielem wady, więc „zaraża” całą populację w krótkim czasie. Umożliwia to zlikwidowanie wszystkich komarów w kilka miesięcy. Autor(ka?) tekstu cieszyła się na myśl o tym, że pozbędziemy się komarów. Tylko jakim trzeba być idiotą, żeby nie pomyśleć, że taka ingerencja w środowisko może mieć potężne konsekwencje dla całej przyrody, a więc również dla nas? To, co się przedostaje do mediów to jest tragedia do sześcianu. Aż żal za takie teksty płacić.

      A różnica we wrażliwości, we „wkładzie serca”, w mentalności jest, ale da się to obejść. Ja dogaduję się z jednymi i drugimi, i jakoś żyję ;-)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s