Co wolno w sieci? Anomia w stylu cyfro

Pytania

Trwa debata o prywatności w sieci. W debacie tej uczestniczą wielcy gracze, tacy jak rząd trzeciego pod względem ludności państwa świata, jakim jest Facebook.com. Zwykli obywatele FB czasem – pośrednio – dowiadują się o tej debacie: w ich skrzynkach odbiorczych pojawia się mail z informacją o zmianie polityki prywatności, albo ich zdjęcia nagle zostają udostępnione wszystkim użytkownikom.

Czy wizerunek, informacje o człowieku, o tym, czym się zajmuje powinny być publiczne, półpubliczne (dostępne dla wybranych osób), czy prywatne? Kto powinien o tym decydować? Czy treści osobiste (intymne zdjęcia, introwertyczne blogi) powinny być publiczne? Jak poradzić sobie z rozdźwiękiem między tym co osobiste, a tym, co prywatne?

Użytkownicy internetu mają wielki problem – być (obecnym w sieci), czy nie być? Strategie i podejścia różnią się niezmiernie. Niektórzy uciekają od sieci jak najdalej. Pilnują, aby wyszukiwarki i serwisy społecznościowe nie wiedziały na ich temat nic; aby wpisanie ich nazwiska nie zwracało wyników. Jeśli to nie jest możliwe – starają się, aby wyniki trafne ginęły w gąszczu wyników nietrafnych. Inni się pozycjonują: im więcej zapytań (imię, nazwisko, zainteresowania) kończy się wyświetleniem pożądanej strony – tym lepiej; im więcej obecności danej osoby w profilach znajomych – tym lepiej. Większość ludzi nie wie nawet, co robią z nimi monstrualne algorytmy, jak przetwarzają ich dane i co to dla nich oznacza; nie wiedzą też, co robią z ich danymi bliżsi i dalsi znajomi, co, kiedy i w jakim kontekście publikują.

Problemów jest więcej: ile i czego pokazać? Komu? Po co? Z kim nawiązać więź? Jaki charakter ma mieć ta więź, jaki jest jej cel i jakie powinny być konsekwencje? Ile poświęcić temu czasu? Kosztem czego? Jakie jest ryzyko każdej z tych decyzji i każdego z tych działań? Jakie są możliwości kontroli publikowanych treści? Co, gdy tę kontrolę się utraci?

Teoria

Ludzie to maszyny refleksyjne, choć nie zawsze refleksją się wykazują. Przede wszystkim stosują metodę eksperymentu, metodę prób i błędów. W środowisku, które nie jest jeszcze sztywno uregulowane za pomocą norm społecznych, najpierw działają, potem obserwują konsekwencje działań, a potem wyciągają wnioski i korygują swoje posunięcia oraz plany przyszłych posunięć. Sensowną optyką wydaje się tutaj być pojęcie anomii w rozumieniu Emila Durkheima.

Anomia pojawia się u Durkheima w O podziale pracy społecznej oraz w Samobójstwie. Z pierwszej z tych książek – wydanej w 1893 roku, a więc w czasach, kiedy widać było, jakie skutki społeczne niosła za sobą rewolucja przemysłowa  – wyprowadzić można tezę, że zmiany techniczne i ekonomiczne są tak szybkie, że rozwój norm społecznych za nimi nie nadąża, co powoduje zagubienie, anomię, patologie. W sytuacjach tych rygory kontroli społecznej słabną, bowiem nie wypracowano jeszcze reguł postępowania i sankcji za ich złamanie. Brak norm społecznych adekwatnych do nowych sytuacji powoduje, że jednostkom brak wskazówek, co i jak należy robić, co jest dobre, a co złe, co sens ma, a co sensu jest pozbawione.

W Samobójstwie pokazuje Durkheim, jakie mogą być skutki anomii, do czego prowadzić może rozluźnienie społecznych więzi i norm. Otóż, wprowadza on nowy typ samobójstwa – samobójstwo anomiczne, z którym mamy do czynienia szczególnie w czasach kryzysu i gwałtownego wzrostu (kierunek zmian nie gra roli, problemem jest sama zmiana). Gdy słabnie przywiązanie jednostki do jej społecznego otoczenia, gdy bufor rodziny i przyjaciół nie redukuje trudów, z którymi trzeba sobie radzić, łatwo znaleźć się w sytuacji sprawiającej wrażenie, że nie ma z niej (innego niż samobójstwo) wyjścia.

Odnieśmy to teraz do prywatności: błyskawiczny sukces serwisów społecznościowych i podobnych witryn, pojawienie się nowych możliwości prezentowania siebie, budowania swojej tożsamości, konieczność zarządzania swoimi danymi, od informacji metryczkowych, przez teksty i komentarze, po zdjęcia i filmy, możliwość interakcji z ludźmi i budowania nowych rodzajów więzi spowodował, że ludzie znaleźli się w sytuacji rozdźwięku między nowymi możliwościami, a regulacjami nakładającymi ramy na ich działania. Tych regulacji brak, dlatego też trzeba testować różne rozwiązania, szukać granic nowego środowiska.

Przykłady

Pan młody, podczas ślubu, jeszcze na ołtarzu, uaktualnia swój status na FB i Twitterze (Standing at the altar with @TracyPage where just a second ago, she became my wife! Gotta go, time to kiss my bride. #weddingday; źródło: LATimes; w linku także wyjaśnienie pana młodego po burzy jaką wywołało jego zachowanie) i dopiero po tym całuje pannę młodą. To jest oczywiście przykład z działu soft. Problem sięga głębiej.

18-sto letnia Brytyjka trafia za kratki na 3 miesiące za grożenie śmiercią swojej rówieśniczce (źródło: DailyMail). Ciekawa sprawa. Pewnie podobne groźby w realu padały dziesiątki razy, a dziewczynie przez myśl nie przeszło, że zrobienie tego samego „na piśmie” będzie miało inny status. Inna Brytyjka trafiła niedawno za kratki za posiadanie broni maszynowej. Okazało się, że cool fotka na FB z bronią w szkolnej szatni to nie do końca dobry pomysł (źródło: DailyMail).

Inny Brytyjczyk, odsiaduje wyrok za zabicie swojego kolegi, który na FB nazwał go „cipą” (morderca miał wówczas 15 lat; źródło: Telegraph). Kolejny spędził kilka dni za kratami, bo złamał zakaz zbliżania się do swojej (byłej?) żony. Naruszeniem zakazu było automatyczne wysłanie jej przez FB zaproszenia (źródło: TheRegister). Następny siedzi, bo zabił swoją byłą dziewczynę po tym, jak opublikowała na FB zdjęcie ze swoim nowym facetem (źródło: BBCNews).

W Maroku – na krótko – trafił do więzienia człowiek, który stworzył na FB profil marokańskiego księcia (źródło: Amnesty.org). W Tunezji do więzienia trafiła użytkowniczka FB, która w sieci „rozsiewała plotki mogące zaburzyć publiczny porządek” (Źródło: GlobalVoicesOnline). Chodziło o wrzucenie do sieci informacji o porwaniu piątki dzieci z jednej ze szkół. Władze zaprzeczają, że handel dziećmi ma miejsce i walczą z upublicznianiem tego typu wiadomości.

Na 15 lat skazany został Amerykanin, Anthony Stancl. Udając kobietę zachęcił swoich kolegów z klasy do wysłania mu ich rozbieranych zdjęć. Do tego momentu niezły żart, a kumple – straszni frajerzy. Ale Stancl szantażował ich (czasami skutecznie, co również fotografował i wykorzystywał do dalszego szantażowania): albo seks ze mną, ale wasze fotki lądują w sieci. W sumie na swoim komputerze zgromadził on około 300 zdjęć nagich mężczyzn, niektórych w wieku 15 lat (źródło: DailyMail).

Przyszłość

To tylko wierzchołek góry lodowej. Przykłady – od publikowania „dziwnych” fotek i tekstów, po sprawy kończące się gwałtami i morderstwami – można mnożyć i mnożyć. Powoli dowiadujemy się (a może: jesteśmy edukowani), że na FB i ogólnie w sieci nie można nikomu grozić śmiercią, podszywać się pod innych ludzi, obrażać ich nie ponosząc konsekwencji, fotografować się z bronią ukrywaną dla gangsterów lub fotografować się bez niczego, że władze nie będą tolerowały wykorzystywania sieci do krzewienia „wrogiej propagandy”, że – wreszcie – nie wypada z ołtarza okazywać pannie młodej, że na liście priorytetów przed nią są przyjaciele z sieci, itd., itd., itd.

Nim jednak te „eksperymenty” zaowocują wypracowaniem w powszechnej świadomości norm sieciowego zachowania, wiele osób wyląduje w więzieniu, wiele popełni samobójstwo, a inni stracą pracę, rozpadnie się ich związek, na lata ubrudzą sobie swoje dobre imię, itp. Przed wyzwaniem stoją nie tylko jednostki, ale również więksi gracze. Część pytań, na które muszą sobie odpowiedzieć podałem powyżej. Od obranych strategii zależeć może skala anomii, jaką – na tym tle – będziemy obserwowali w przyszłości. Ciekawe, czy skali nam starczy.

PS. O tym, jak polskie prawo nadrabia straty czytaj u Vagli.

Aktualizacja: znalezione w międzyczasie – 9 MA Cyberbullies Indicted For Causing Suicide, Son Sues Mother Over Facebook Posts.

Advertisements

2 myśli na temat “Co wolno w sieci? Anomia w stylu cyfro

  1. zatem rozróżnienie pomiędzy tym, co wirtualne, a realne (niezależnie od naszej skłonności do trwania przy polifonicznej, awatarowej tożsamości) jest kompletną iluzją. Im szybciej sobie to uświadomimy, tym lepiej dla nas i dla naszej prywatności, bo nasze nawykowe zachowanie tylko jej szkodzi.

  2. Rozróżnienie jest iluzją w sensie przenikania się. Jeśli ktoś wyobraża sobie te dwa światy jako światy osobne, nie wpływające na siebie wzajemnie – to się myli i ma problem.

    Ale rozróżniać można te światy na podstawie ich właściwości. Tu się różnią. Poczynając od takich spraw jak status publikowanych treści (ich trwałość, dostępność, zasięg), przez zarządzanie „basenem” znajomych (w realu zarządzamy „kałużami” znajomych), po zależność od działań ludzi z naszego „basenu”. I właśnie o te różnice rozbijają się nasze nawyki.

    Ciekawe w sumie, czy stworzymy nowe normy społeczne, które pozwolą w miarę bezkonfliktowo te dwa światy połączyć, czy też tak zmodyfikujemy światy wirtualne, żeby lepiej oddawały rzeczywisty świat społeczny. Obstawiam to drugie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s