Zrozumieć czeski film. Próbuje Mariusz Szczygieł

Gottland Mariusza Szczygła. Zbiór reportaży, których wspólnym mianownikiem są dwudziestowieczne Czechy. Zastanawiam się, komu przypisać zasługi za to, że w każdym tekście jest jakiś fragment wart zapisania, zapamiętania, powtórzenia. Czy to specyfika Czechów? Czy tak po prostu – ponad nimi – pisze się ich historia? A może to Szczygieł potrafi detal dostrzec, odsączyć, zasuszyć, rozetrzeć i w pismo zamienić? Nie wiem.

Książka ma wielu bohaterów. Wymienię najważniejszych. Tomáš Baťa, przedsiębiorca, producent butów. Lída Baarová, aktorka i kochanka Józefa Goebbelsa. Otakar Švec, twórca pomnika Stalina w Pradze. Jan Procházka, polityk, pisarz, scenarzysta; podsłuchiwany przez czeską Służbę Bezpieczeństwa; w 1970 roku nagrania zmanipulowano i pokazano w telewizji. Helena Vondráčková, piosenkarka. Marta Kubišová, fach dzieli z Vondráčkovą, ale trajektoria jej losu – zupełnie inna (twarz Kubišovej SB wmontowało w zdjęcia porno). Eduard Kirchberger/Karel Fabián, pisarz, człowiek całkowicie zagmatwany. Zdeněk Adamec, chłopak, który w 2003 roku poszedł w ślady Jana Palacha.

Kilka wypisów.

Gdy firmę przejął brat, Jan Baťa, wysłał dwóch pracowników do północnej Afryki. Mieli zbadać rynek. Baťa otrzymał dwa telegramy. Pierwszy wysłannik napisał: „Tutaj nikt nie nosi butów. Żadnej możliwości zbytu. Wracam do domu” (Szczygieł 2010: 24). Drugi raportował: „Wszyscy są bosi. Ogromne możliwości zbytu, przyślijcie buty jak najprędzej” (ibid.).

Z tekstu o Lídzie Baarovej:

W tym czasie w sąsiednich Niemczech władzę absolutną zdobywał mężczyzna, który – jak ktoś zauważył – najbardziej był wdzięczny swojemu ojcu za porzucenie pospolitego wiejskiego nazwiska Schicklgruber.
To jasne.
Pozdrowienie „Heil Schicklgruber” byłoby zbyt rozwlekłe. (Szczygieł 2010: 46).

Reportaż o Otakarze Švecu zamyka następujący fragment (po jego przeczytaniu w księgarni zdecydowałem się tę książkę kupić):

Koledze, który od lat pisze o katach i ofiarach stalinizmu, opowiadam o ich niechęci do pamiętania.
– To ze strachu – mówi Piotr Lipiński.
– Po pięćdziesięciu latach? Dziś, gdy nie powinni się niczego bać?
– Wszyscy, których spotkałeś, mają koło osiemdziesiątki. Ostatnie piętnaście wolnych lat to w ich życiu epizod. Zbyt krótki, aby nabrać pewności, że to już stan trwały i niezmienny (Szczygieł 2010: 94).

Mimochodem powiedziane przy okazji pisania o Janie Procházce:

(Co do burżuazyjnych mediów, ”Süddeutsche Zeitung” napisał na przykład, że w Czechach już w 1970 mają „Rok 1984”). (Szczygieł 2010: 120)

Dwa fragmenty z tekstu o E.K./K.F. Pierwszy – czeski do kwadratu; drugi – kafkowski do szpiku kości:

Jeden z głównych ideologów KPCz, Václav Kopecký, jest zaskoczony, że niekomunistyczni posłowie głosują jak jeden mąż za komunistycznymi ustawami, a nawet za niedemokratyczną konstytucją z 9 maja 1948 roku. „Było to aż nieprzyjemne – napisze po latach – ponieważ taka jednomyślność robiła wrażenie przymuszania. Komuniści nawet prosili wprost niektórych posłów, żeby głosowali przeciw albo żeby chociaż się od głosu wstrzymali, dawali im gwarancje, że nic im się nie stanie – na próżno. Głosowali jednomyślnie za.” (Szczygieł 2010: 180).

Pisarkę Lenkę Reinerovą na piętnaście miesięcy zamykają w pojedynczej celi, skąd nie wypuszczają nawet na spacerniak (a kiedy pyta, za co jest aresztowana, słyszy niezmiennie: – Wy sama wiecie najlepiej). Zwalniają ją w końcu bez sądu, wywożąc do parku na peryferiach. Kiedy wraca do domu, okazuje się, że męża i córkę wyeksmitowano, tylko nie wiadomo dokąd, a jej mieszkanie zajmuje ktoś inny. Odnajduje ich w ruderze sto kilometrów od Pragi. (Gdy po kilku latach będzie chciała zaświadczenia, że była aresztowana, okaże się, że taki przypadek jak jej nie istniał. – Może to wszystko wam się, towarzyszko, wydawało – mówią w MSW). (Szczygieł 2010: 185)

Duże wrażenie robi też fragment o doborze osób do samospalenia. Wybierali najlepszych, takich, żeby SB samospalenia nie mogło zrzucić na karby ich problemów psychicznych, rozczarowań miłosnych, i tak dalej. Musieli być kryształowi. Potem losowali kolejność. Dalej już tylko wiadro benzyny i zapałka (na podst.: Szczygieł 2010: 215).

O formie. Szczygieł bawi się, gra z tekstem i z czytelnikiem. Przeplata historie, czasem stara się zgubić chronologię, wprowadza aktorów drugoplanowych, opowiada fragmenty historii z ich perspektywy. Zabiegi udane, budzące ciekawość i każące myśleć o przyszłości. Przyszłości reportażu, rzecz jasna. Powoli można mówić o czytaniu reportaży jako kompetencji kulturowej. Ktoś nieobeznany z gatunkiem może mieć problemy z przyswojeniem bardziej finezyjnego tekstu. Zrozumie go inaczej, niż czytelnik kompetentny. (Zapewne) mniej dostrzeże. Ktoś kto przeczytał dziesiątki/setki reportaży – szybciej łapie pisarskie zabiegi, potrafi je docenić i się nimi cieszyć. Gottland potraktować można jako zaproszenie do tej gry.

Co ciekawe: książka trafiła nie tylko na rynek polski i czeski, ale również – francuski, niemiecki, włoski, rosyjski (sądząc po fragmentach z recenzji umieszczonych na czwartej stronie okładki). Całkiem to krzepiące.

Szczygieł, Mariusz. 2010. Gottland, Wołowiec: Wydawnictwo Czarne.

3 thoughts on “Zrozumieć czeski film. Próbuje Mariusz Szczygieł

  1. Podchodziłem do „Gottland” jak pies do jeża. Nie raz, nie dwa. Biję się w pierś, miałem wobec Szczygła uprzedzania wyniesione z przykrych doświadczeń, jakimi mnie uraczył jako prowadzący pierwszego telewizyjnego talk show w tym kraju. Rzecz zamierzchła, ale ciążyła wielce przez lata wbrew rozsądkowi. Swoimi spostrzeżeniami postawiłeś kropkę nad „i”.
    Biorę się za czytania. Dzięki.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s