Lewacka zaraza i skarlałe Hollywood: dlaczego filmy nie służą już narodowej sprawie

Andrew Klavan w City Journal narzeka, że Hollywood nie czci już amerykańskiej wyjątkowości. Dlaczego tak się dzieje? Powody są dwa. Pierwszy – natury ekonomicznej. Obecnie 68% dochodów ze sprzedaży biletów kinowych generuje reszta świata, a nie USA. Dlatego też filmy dostosowywane są do gustów innych niż amerykańskie. Inaczej pisane są scenariusze, inna jest obsada, rezygnuje się z amerykańskich dowcipów. Co szczególnie okropne (Klavan przytacza w tym miejscu artykuł Lauren Schuker), nawet w typowo amerykańskich produkcjach jak G. I. Joe grają obcokrajowcy.

Powód drugi – postawa lewaków. Amerykańskie filmy – twierdzi Klavan – były kiedyś wielkie, bo pokazywały unikalność amerykańskich wartości: indywidualizmu, wiary w siebie, oporu przeciw silniejszym. Wartości te reprezentowali wielcy aktorzy: John Wayne, Gary Cooper, Clark Gable, czy Jimmy Stewart. Wszystko to zniszczyli idący na ustępstwa, przepraszający za wszystko, nienawidzący samych siebie lewacy, którzy zdobyli dominującą pozycję w sztuce:

The Left has sought to make us forget this [tj. że: „jesteśmy wielcy”] about ourselves. They teach that it’s virtuous to believe this country is just one more in the list of nations. It’s not. History proves it never was. (źródło: City Journal).

Piękny tekst. Jest w nim to, co stanowi rdzeń amerykańskości: arogancja. Hollywood dopasowuje się do gustu reszty świata? Najwyraźniej według Klavana reszta świata ma jeden wspólny gust. Rezygnuje się z amerykańskich dowcipów? Być może Klavana śmieszy, że komuś na głowę spada wiadro z cementem, ale jestem w stanie wyobrazić sobie widza o bardziej wyszukanym guście. Filmy nie pokazują już wielkości amerykańskiego charakteru? Nie da się ukryć – w Hollywood pojawiło się kilka osób potrafiących zrobić coś więcej, niż tylko tanią propagandę. Historia pokazuje, że USA nigdy nie były jednym z wielu państw, że były wyjątkowe? Niech ktoś powie Klavanowi, że historia nie zaczęła się 300 lat temu.

(Czytałem kiedyś powieść Klavana. Nazywało się to chyba Nikomu ani słowa. Nic z książki nie pamiętam, ale ciekaw jestem, jak mocno szpikuje on swoje opowieści tą perspektywą wielkiej, przez Boga uświęconej, przodującej światu Ameryki. Sądząc po powyższym tekście – pewnie nie szczędzi swoim czytelnikom takich akcentów. W ramach odtrutki: rozdział z książki Howarda Zinna. Nie da się ukryć – nie podzielam tęsknoty Klavana za Goebbelsami Hollywoodu.)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s