Tysiąc lat „Amerykańskiemu Stuleciu”?

Czasem określony temat jest jak (zbyt wierny) pies. Chcesz, żeby sobie poszedł, żeby przestał merdać ogonem, żeby nie wchodził już w drogę. A on wraca i nie da się odpędzić. Tak jest z nieszczęsnymi Amerykanami, z którymi żegnałem się w ostatniej notce. Wrócili (na szczęście tylko w tekstach, a nie w B-52).

Mianowicie, wpadł mi w ręce (to znaczy w przeglądarkę) wstęp do książki Andrew Bacevicha Washington Rules: America’s Path to Permanent War. Jako amerykański żołnierz stacjonujący w Niemczech w 1989 roku, Autor miał okazję samodzielnie zrewidować wpajaną mu wizję sowieckiego imperium i porównać komunistycznego trupa z wciąż żywymi wyobrażeniami na jego temat. Bacevich – obecnie profesor historii i stosunków międzynarodowych na Boston University – przebudził się tak mocno, że nie tylko zaczęło go zastanawiać, dlaczego źle postrzegał „ich”, czyli wschodnią stronę Żelaznej Kurtyny, ale również, dlaczego źle postrzegał „nas”, czyli Amerykanów:

How could I have so profoundly misjudged the reality of what lay on the far side of the Iron Curtain?

Had I been insufficiently attentive? Or was it possible that I had been snookered all along? Contemplating such questions, while simultaneously witnessing the unfolding of the “long 1990s” — the period bookended by two wars with Iraq when American vainglory reached impressive new heights — prompted the realization that I had grossly misinterpreted the threat posed by America’s adversaries. Yet that was the lesser half of the problem. Far worse than misperceiving “them” was the fact that I had misperceived “us.” What I thought I knew best I actually understood least (źródło: TomDispatch.com).

Zaczął więc rozbierać na drobne elementy fundamenty myślowych konstruktów napędzające amerykański sposób postrzegania świata i prowadzenia polityki. Pierwszy komponent, amerykańskie credo, to założenie, że Stany Zjednoczone (TYLKO Stany Zjednoczone) powinny przewodzić, ratować, uwalniać i zmieniać świat. Jako przykład artykulacji tego stanowiska podaje Bacevich tekst Henry’ego R. Luce opublikowany w Life w 1941 roku. Luce tak pisał o czymś, co określił mianem „Amerykańskiego Stulecia”: Amerykanie powinni całym sercem zaakceptować swój obowiązek wywierania wpływu na świat w taki sposób, jaki uważają za słuszny i takimi sposobami, jakie uznają za słuszne (za: TomDispatch.com; tłumaczenie moje). Ten sposób politycznego myślenia i wyrażania światowej misji USA stał się tak samo obowiązkowy, jak odwoływanie się do Boga.

Wszyscy wiemy (choć najlepiej wiedzą między innymi Irakijczycy, Afgańczycy, Wietnamczycy…), jakie sposoby Amerykanie uznali za słuszne. Trzy kluczowe elementy tej filozofii to 1) przekonanie, że istnienie międzynarodowego porządku wymaga od Amerykanów utrzymywania globalnej wojskowej obecności, 2) założenie, że amerykańskie siły zbrojne muszą stale odtwarzać przedstawienie pod tytułem „Amerykańska globalna potęga”, oraz 3) wiara, że przeciwstawianie się istniejącym, przewidywanym (i wyimaginowanym?) zagrożeniom wymaga polityki globalnego interwencjonizmu. Credo i płynące z niego wnioski to esencja myślenia w stylu „Amerykańskiego Stulecia”.

Dlaczego ten temat jest obecnie ważny? Skąd dziesiątki książek na ten temat? Bacevich odpowiada krótko: The curtain is now falling on the American Century. Pytanie, kto teraz będzie odgrywał pierwsze skrzypce. I jaką zagra melodię.

(Mam nadzieję, że teraz już naprawdę koniec z tym tematem. Na zakończenie trzeba przyznać, że Henry Luce był całkiem przenikliwy. Zamiast wymyślać bzdury o tysiącu lat przywództwa Ameryki, mniej więcej trafnie określił okres świetności. Sto lat. I do szeregu.)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s