Bezduszne maszyny i samotność szachisty. Kasparowa potyczki z komputerami

Garri Kasparow, szachowy mistrz świata w latach 1985-1993, miał to (nie)szczęście, że w latach jego świetności na szachowe salony wchodziły komputery. W 1985 w Hamburgu Kasparow grał jednocześnie przeciwko 32 maszynom. Mecz zakończył się wynikiem: Człowiek 32 – komputery 0. Producenci sprzętu nie poddali się. Zależało im na tym sukcesie, chcieli oglądać swoje krzemowe pudła w blasku sławy.

W 1996 komputer IBM-a Deep Blue wygrał jedną partię z Kasparowem (pierwsza oficjalna porażka mistrza świata z komputerem), ale cały mecz zakończył się zwycięstwem człowieka. Rok później IBM wystawił do zawodów silniejszy komputer. Kasparow przegrał mecz. W świat poszła fama, że oto Maszyna prześcignęła Mózg (tytuł tekstu w Newsweeku brzmiał: The Brain’s Last Stand).

Deep Blue nie był jednak sprzętem wyjątkowym. Nie był bardziej kreatywny, niż jego wcześniejsza wersja (tzn. w ogóle nie był kreatywny), nie myślał tak, jak myśli człowiek, nie miał intuicji, nie realizował strategii. Po prostu był na tyle szybki, że mógł sprawdzić 200 milionów ruchów na sekundę i z setek milionów posunięć wybrać najlepsze. Poza zwiększoną mocą obliczeniową niczego szczególnego w Deep Blue nie było.

IBM wygrał wyścig i zainteresowanie pokonywaniem szachistów minęło. Pod tym sukcesem kryje się jednak smutna prawda: nie wygrał program szachowy, który gry potrafił się nauczyć, rozumiejący swoje błędy, zapamiętujący je i naprawiający w kolejnych partiach. Nie wygrał program, który posiadałby swój styl, swoje – oparte na doświadczeniu – wzory gry. Wygrała elektroniczna wersja tępego dresiarza z większym kijem baseballowym. A to oznacza przegraną tych, którzy marzyli (marzą) o inteligentnej maszynie.

Wyścig maszyn śledzony w latach 90. przez media właśnie to ukrył: że zamiast innowacji i kreatywności hołubimy rzemieślnika, który będzie w stanie wyprodukować urządzenie trochę szybsze od pozostałych. A pomysły i koncepcje programów do gry w szachy nie zmieniły się od przełomu lat 60. i 70. I tu dochodzimy do diagnozy, którą stawia Kasparow w The New York Review of Books:

Like so much else in our technology-rich and innovation-poor modern world, chess computing has fallen prey to incrementalism and the demands of the market. Brute-force programs play the best chess, so why bother with anything else? Why waste time and money experimenting with new and innovative ideas when we already know what works? Such thinking should horrify anyone worthy of the name of scientist, but it seems, tragically, to be the norm. Our best minds have gone into financial engineering instead of real engineering, with catastrophic results for both sectors. (źródło: NYRB)

Nie wiem do jakiego stopnia te spostrzeżenia są trafne poza podwórkiem szachowym, ale zakładam, że gość, który raz z komputerem mecz przegrał (tj. Garri Kasparow), wie lepiej niż gość, który nigdy z komputerem nie wygrał (tj. ja).

5 thoughts on “Bezduszne maszyny i samotność szachisty. Kasparowa potyczki z komputerami

  1. Nie wygrałeś nigdy z kompem w szachy??? no co Ty…trzeba ustawić wszystko co da się ustawić na minimum i po 100 próbach powinieneś wygrać:) mi się raz udało:)bardzo podnosi morale na moment:D
    Tak na marginesie to mam nadzieje, że jeszcze długo nie powstanie maszyna (czy program) inteligentna, rozumiejąca i ucząca się..póki wzrost wydajności wystarcza do osiągnięcia (choćby jedynie medialnego czy nikomu nie przydatnego) zamierzonego celu to myślę, że jest OK

    1. Szacun Andrzej, dla mnie szczytowe osiągnięcie to remis. Kiedyś za to szarpnąłem w sapera ;-)
      Ci ludzie od komputerów muszą się chwalić, że maszyna wygrała z mistrzem świata w szachy, żeby ukryć, że tak naprawdę komputer to tylko rozbudowany budzik pusty w środku jak bęben. No ale trudno, niech się cieszą tymi „sukcesami” :>

  2. halu Wojtku!
    a czy ja Tobie opowiadałam o moim ostatnim śnie?
    wszyscy razem studiowaliśmy (ja, Ty, M., F.), do tego w grupie takie osobistości jak Alfa i Omega (jako student, ale aparycja dzisiejsza), Jadzia Staniszkis (jw.) i Ludwig Wittgenstein. i mój M. grał na wykładzie Szahaja z Wittgensteinem w … sapera :-)
    to tak btw ;-)
    pzdr i czekam na jakąś fajną historyjkę z KRK ze Zjazdu – w sumie dlatego tu zajrzałam ;-) L.

    1. Szkoda, że w poksa nie zagraliśmy w takim gronie :>
      Co do Zjazdu – mi się podobało, fajnie jest móc przypisać do tylu nazwisk twarze, zachowania i charaktery. …no, ale to nie są sprawy do publicznego dyskutowania :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s