Rewolucja ubogich? Nie bardzo ich stać

W The American Interest* ciekawy tekst Francisa Fukuyamy (2011). Kluczowe pytanie: czy USA są plutokracją? Autor podaje prostą definicję plutokracji: są to rządy sprawowane przez bogatych. Ta definicja jednak mu nie wystarcza. Rozbudowuje ją o pytanie dla kogo rządzą rządzący. Można sobie wyobrazić plutokrację, w której władzę posiadają materialnie najsilniejsi, ale rządzą z myślą o szerszych kręgach społeczeństwa. Patologia – prawdziwa patologia – zaczyna się, gdy elity rządzą dla elit. Jak odróżnić, czy kraj jest jeszcze demokracją, czy już plutokracją? Jak twierdzi Fukuyama – kluczowa miara zdrowia współczesnej demokracji to zdolność państwa do pobierania podatków od elit (i za tę zwięzłość w powiedzeniu czegoś – mam wrażenie – trafnego przyznaję laur internetowej lektury tygodnia ;-)).

Bogaci wykorzystują możliwość wpływania na rząd w celu obrony oraz zwiększania swoich wpływów i zasobów. To jest gra o sumie zerowej. Zysk bogatych odbywa się kosztem zubożenia tych, którzy i tak już są biedni. Jakie narzędzia pozwalające forsować swoją wolę ma w rękach elita? Oczywiście – lobbing (o lobbingu w USA – który jest dużo bardziej zinstytucjonalizowany i nadzorowany niż ma to miejsce u nas – jest artykuł na Wikipedii. Za nim podaję: w 2010 roku najwięcej na lobbing wydała branża… finansów/ubezpieczeń/nieruchomości. Ile? Prawie 4.3 miliarda dolarów. Jak widać, lobbing to nie jest zabawa dla szarego pana Jonesa). Co elita ma z lobbingu?

Po pierwsze, możliwość przesunięcia kosztów wprowadzenia nowych regulacji z korporacji na społeczeństwo (patrz: łatanie czarnych dziur finansowych, stworzonych przez bankierów, pieniędzmi z kieszeni podatnika). Po drugie, możliwość wpływania na zmiany w systemie podatkowym promujące mniejsze obciążenia dla bogatych. Po trzecie, możliwość działania na rzecz znoszenia ograniczeń dla finansowania kampanii politycznych (mogąc w ten sposób legalnie kupić „wdzięczność” polityków). Po czwarte, możliwość lobbowania za „uwolnieniem” lobbingu od restrykcji. Fukuyama wymienia tylko narzędzia legalne lub – jeśli pomyśleć o szczegółach – na granicy legalności. Jak łatwo się domyślić, narzędzi jest więcej.

Pytania, jakie stawia Fukuyama nie są dla Czytelników tego bloga nowe (w skrócie są to pytania o to, dlaczego mimo nierówności o rewolucyjnym potencjale doły się nie buntują, a jeśli nawet to delikatnie i nie przeciwko tym, co trzeba). Są to pytania o „zgodę ponad podziałami” (i ponad głowami zwykłych ludzi) między Republikanami i Demokratami poruszone już przy okazji omawiania książki Howarda Zinna. Fukuyama te same pytania zadał tak:

Why has a significant increase in income inequality in recent decades failed to generate political pressure from the left for redistributional redress, as similar trends did in earlier times? […] Why, given the economic history of the past thirty years, have we not seen the emergence of a powerful left-wing political movement seeking fairer distribution of growth? […] Why has anti-elite populism taken a right-wing form, one that sees vast conspiracies not among private-sector actors like bankers and hedge-fund operators, but among government officials who were arguably trying to do no more than protect the public against real collusions if not outright conspiracies? Why have there been so few demands for a rethinking of the basic American social contract, when the present one has been revealed to be so flawed? How can it be that large numbers of congressional Democrats and arguably the most socially liberal President in American history are now seriously considering extending, and even making permanent, the Bush tax cuts of 2001 and 2003? Is this not prima facie evidence of plutocracy?

Odpowiedzi zarysowuje Fukuyama tu.

* – swoją drogą, jakby w Polsce istniała gazeta o tytule „Interes Polski”, to od razu krzyk by był, że nacjonalizm, zaścianek i ciemnogród.

*

Inne lektury około-US-owe:

W Foreign Affairs artykuł Josepha S. Nye’a The Future of American Power (2010): USA muszą uciec przed dwiema narracjami. Z jednej strony – przed narracją amerykańskiego prymatu, „Amerykańskiego Stulecia” i global superpower. Z drugiej zaś – przed narracją amerykańskiego upadku. Myślenie w którychkolwiek z tych kategorii jest/będzie zgubne. Aby pozostać w grze przez najbliższe dekady – potrzebna jest narracja trzecia: narracja strategii współpracy, wytwarzania siły poprzez łączenie zasobów różnych graczy. Słowem – strategii rozgrywającego w dobrze zgranym zespole, a nie generała wydającego rozkazy w armii.

Warto jednak pamiętać, że Nye pisze raczej o sprawach zagranicznych niż wewnętrznych (to w końcu tekst z Foreign Affairs), choć w swoim tekście dostrzega, że faktyczny upadek może przyjść od wewnątrz. Podstawą do zrozumienia tego stanu rzeczy w szerokiej perspektywie może być – ponownie – książka Howarda Zinna (2001). Na szybko, po internetowemu, o wewnętrznych źródłach kryzysu pisze Paulo Coelho przedsiębiorczości, czyli Umair Haque (jego ćwierkownia tu). Linkuję, lecz nie polecam (i dlatego pewnie wszyscy klikną).

2 thoughts on “Rewolucja ubogich? Nie bardzo ich stać

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s