Zapiski na marginesie Internetu: mongolska lekkość dowcipu

Na jutubie oglądam “hit mongolskich dyskotek” (tak już mam, że lubię folklor). Teledysk nie należy do szczególnie wyrafinowanych. Pan Mongoł i dwie panie Mongołki stoją na jakimś mongolskim stepie i po mongolsku ćwierkają. Panie prężą się jak pawice (pawia samice), a pan telepie się, jakby co chwilę lekko kopał go prąd. Piosenka ciągnie się niczym mongolska preria, przez prawie kwadrans. Patrzę i pojąć nie mogę, jak im się ten Czyngis-Chan udał.

Motyw teledysku jest tak biologiczny, że aż międzykulturowy. Dwie gorące fruźki walczą o względy mongolskiego Justina Timberlake’a (to nie jest przemyślane porównanie). Wygibujący się amant popadł w widoczny obłęd od tego farta i kombinuje jak zczyngischanić obie, podczas gdy cziki kombinują jak to zrobić, żeby zczyngischanił tylko jedną.

Są napisy, ale nie wiem po jakiemu. Może po chińsku. W każdym razie coś logograficznego. Wymyśliłem sobie żart: “Całe szczęście, że są napisy, przynajmniej rozumiem, o czym śpiewają”, po czym spojrzałem w komentarze i okazało się, że ktoś napisał dokładnie to samo. Zenonem Laskowikiem nie będę (chyba, że listonoszem), ale – drodzy Czytelnicy – wymyślać żarty na poziomie komentarzy pod hitem mongolskich dyskotek?! Stąd już tylko step* do przynudzania o książkach.

* – mongolski

*

Parafrazując pewną myśl Andrzeja Bobkowskiego: Internet jest jak podróż statkiem – są szerokie horyzonty, ale chce się rzygać i nie można wysiąść.

4 thoughts on “Zapiski na marginesie Internetu: mongolska lekkość dowcipu

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s