Przepis na kiełbasę, sprawiedliwość i kulturę

Czytam wspomnienia Teresy Tatarkiewicz. Imponująca genealogiczna buchalteria. Autorka z dat, miejsc, wydarzeń, drobnych historyjek, koligacji i związków lepi ciasto, a później wsadza w nie ludzi, niczym rodzynki. Błąd, nie lubię rodzynek. Inną metaforyką mówiąc – z kronikarskiej precyzji wyłaniają się jednostki po uszy oplecione społeczną pajęczyną.

Po mojej głowie krążą zboczone myśli o analizie tych wszystkich danych. Połączyć ze sobą informacje z setek tomów wspomnień, odwzorować sieci wzajemnych znajomości i zależności, sprawdzić, w jakich osobowych konfiguracjach powstawały największe dzieła („powstawanie” rozumiem tutaj dwojako: jako proces twórczy, w którym powstaje dzieło oraz jako proces społeczny, w którym dzieło zdobywa prawo druku, przyzwoity nakład, recenzje itd.), zbadać zależność między gęstością takiej sieci a pozycją w sztuce/nauce.

Na jednym ze zdjęć odnajduję matkę Andrzeja Bobkowskiego, Stanisławę Bobkowską. Zdjęcie podpisane jest w sposób następujący: „Wieczór literacki w Nałęczowie w 1905; siedzą od lewej: Stanisław Bryliński, Zofia Nałkowska, Ignacy Matuszewski, Władysław Tatarkiewicz; stoją od lewej: Adam Nagórski, Wanda z Malinowskich Osterwina, Stefan Żeromski, Adolf Nowaczyński, z Malinowskich Bobkowska, Kazimierz Wroczyński” (Tatarkiewicz, Tatrkiewicz 1979: fot. nr 40). Właśnie ta „z Malinowskich Bobkowska”, w opisie bez imienia, to matka Andrzeja Bobkowskiego. Druga, z Malinowskich Osterwina, to jej siostra, aktorka, żona Juliusza Osterwy. (Dla ścisłości: to zdjęcie odnosi się do drugiej części książki, tj. do wspomnień Władysława Tatarkiewicza.)

Andrzej Bobkowski, o czym sam niejednokrotnie pisał, ocierał się o międzywojenny świat ludzi kultury właśnie dzięki matce (np.: Całymi okresami rosłem przy „Reducie„, a raczej wprost w „Reducie”; lub: Poezja, języki obce, literatura, muzyka, to od najwcześniejszych lat ciche godziny z matką; por. Bobkowski 2006: 92-109). Renesans pisarstwa Bobkowskiego po 1989 roku da się w dużej mierze wyjaśnić jego pozycją w kręgu paryskiej „Kultury”; możliwe, że lubowanie się w biczowaniu polskości również przysporzyło Bobkowskiemu zwolenników. Ale mam wrażenie, że jeszcze jeden czynnik jest tutaj ważny: nazwisko Bobkowskiego funkcjonowało w kręgach, które – rękami kolejnych pokoleń, chociażby przez „Więź” – mogły wspomóc proces powrotu Bobkowskiego do społecznej świadomości.

Pewnie kiedyś, kiedy sprzęgnie się te wszystkie biografie i genealogie, pełnione funkcje i wzajemne relacje, takie rzeczy będzie można dostrzec. Tymczasem dynamikę kultury widać lepiej z uprzywilejowanych pozycji zajmowanych przez samych zainteresowanych, przez „producentów”. A dla zjadaczy kultury zostaje tylko – produkt końcowy. Jeśli jednak przyjrzeć się „robieniu kultury” z bliska, widać jak na dłoni, że sprawdza się stare powiedzenie: jeśli lubisz kiełbasę lub wierzysz w sprawiedliwość – nie powinieneś widzieć jak jedno i drugie jest robione. Z kulturą podobnie.

*

Ze wspomnień autora O szczęściu zacytujmy dla odmiany fragment mówiący – a jakże – o szczęściu:

…przyczyniły się do tego [do szczęścia – WW] dwie moje właściwości: słaba pamięć i słaba zdolność przewidywania. Dzięki temu krótko pamiętałem zło, jakie mię spotkało. A także nie oczekiwałem zła, jakie mię czekało, i przeto nie cierpiałem przedwcześnie (Tatarkiewicz, Tatarkiewicz 1979: 181).

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s