Paracelsus nie kąsa. O dwóch fundamentalizmach

Lourdes. Wedle dorocznego rankingu Kina – najlepszy film ubiegłego roku. Dla mnie filmem roku pozostaje Samotny mężczyzna. Artystyczne fajerwerki Toma Forda przemawiają do mojego prostego gustu bardziej niż subtelność Lourdes. A subtelności i taktu potrzeba dużo, gdy chce się z wyczuciem opowiedzieć o czekaniu na cud. Cytując za Wikipedią: według nauki Kościoła rzymskokatolickiego 11 lutego 1858 r. przy jaskini Massabielle 14-letniej Bernadecie Soubirous objawiła się Matka Boża. Po 150-ciu latach do Lourdes każdego roku zjeżdża około sześciu milionów pielgrzymów z całego świata. Lourdes to taki Disneyland kultu maryjnego. Chorzy, niewidomi, chromi (nie chodzi o użytkowników przeglądarki Google’a), kalecy – wszyscy szukają cudu. Nie godzą się ze swoją sytuacją, nie przyjmują bezlitosnych wyroków medycyny. Dotykają skał w grocie, modlą się do figurek Matki Boskiej, kąpią się w tamtejszej wodzie, opowiadają sobie mniej lub bardziej prawdziwe historie ozdrowień.

Więcej o filmie można przeczytać np. na stronie Kina. Dla mnie Lourdes to przede wszystkim podbudowa kontrargumentu dla ateistycznego mesjanizmu Richarda Dawkinsa i jego apostołów. Choć nie traktuję siebie jako członka wspólnoty katolickiej (poza, oczywiście, świadomością faktu, że mimowolnie jestem po czubek głowy zanurzony w chrześcijańskiej tradycji), dostrzegam w tym przemyśle nadziei (którego Lourdes jest kulminacją) wiele pożytku. Dawkins, przed tournée po wydziałach biologii i innych świątyniach nauki, powinien wygłosić swoje kazania przede wszystkim właśnie tam, w Lourdes. Przemawianie do sali pełnej inwalidów, którzy sensu muszą szukać w czymś innym niż w ofercie Dawkinsa (sprowadzającej się do stop worrying and enjoy your life) być może uzmysłowiłoby mu, że (i oto mój kontrargument) jego banalny model nie obejmuje ogromnego obszaru zjawisk.

Hola, hola! Jaki pożytek z Kościoła!? A pedofilia? A żądza wpływu politycznego wykraczającego poza granice religijnej wspólnoty? A drylowanie portfeli wiernych? A kamienne wille, kochanki i dobre samochody? A złote łańcuchy na szyjach i wdzianka z najlepszych materiałów? A zbiurokratyzowanie i zdegradowanie praktyk religijnych do karteczek potwierdzających odbębnienie mszy, spowiedzi i wszystkich innych podłych obowiązków, bez których sumienia nie będą czyste a grzech nad losem rozpustnika i bluźniercy zaciąży? Słuszne argumenty, ale łatwe do odwrócenia. Chyba, że ktoś zakłada, że wśród personelu obsługującego naukę mamy samych świętych oraz odpornych na pokusy misjonarzy, a instytucje nauki są odporne na podobne patologie. Ja tak nie uważam, ale nie uważam też, aby licytowanie się w błędach i wypaczeniach miało sens. Ważniejsze jest, że toczy się bitwa o to, kto odkroi więcej z tortu o nazwie „nadzieja”. Starsi bracia-księża niechętnie oddają swój tort młodszym braciom-naukowcom, ale z drugiej strony – młodsi, jak to młodsi, chcą mieć na talerzu więcej, niż potrafią zjeść.

Jestem z loży sceptycznych i racjonalnych. Dlatego nie uważam, aby sceptyczne i racjonalne było twierdzenie, że nauka nas wybawi i rozwiąże wszystkie problemy. Za bardziej sceptyczne i racjonalne uważam twierdzenie, że nauka jest rozwiązaniem złym, wręcz fatalnym, ale w większości przypadków najlepszym z obecnie dostępnych. Ale takich racjonalistów i sceptyków wśród racjonalistów i sceptyków wielu nie spotkałem. Większość zapomniała Paracelsusa (Wszystko jest trucizną i nic nie jest trucizną, bo tylko dawka czyni truciznę), albo nie umie zastosować jego genialnej formuły do samych siebie i do innych ludzi. Dlatego najchętniej oświeciliby mnie i innych na siłę, oczywiście – dla dobra ludzkości.

Oglądając Lourdes widziałem oczyma wyobraźni, jak na to urocze miasteczko napada krwiożercza krucjata pod wodzą Imperatora Racjonalizmu Richarda Dawkinsa, Prawego Wykonawcy Wyroków Doboru Naturalnego. Nie będę się jednak wdawał w krwawe szczegóły. W ogóle dosyć o fundamentalizmach. Na koniec szczypta humoru z filmu. Taka scena: księża opowiadają sobie dowcip: siedzi Jezus, Maryja i Duch Święty na chmurce i zastanawiają się, gdzie pojechać na wakacje, może do Betlejem, mówi Jezus, o nie, byliśmy tam już tyle razy!, odpowiada Duch Święty, to może do Jerozolimy, proponuje Jezus, o nie, tylko nie Jerozolimy!, protestuje Duch Święty; zrezygnowany Jezus mówi: to może do Lourdes?, na co ożywia się Maryja: dobry pomysł! nigdy tam nie byłam!

Reklamy

Jedna myśl na temat “Paracelsus nie kąsa. O dwóch fundamentalizmach

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s