Realizm serialiczny. Pochwała moralnej zgnilizny

Sheldon Cooper, Dexter Morgan, Gregory House i Hank Moody. W takiej kolejności ułożyłbym serialowych autystów emocjonalnych pod względem tego, jak bardzo fabuła serialu usprawiedliwia ich nieszablonowe zachowanie.

Sheldon Cooper ma bzika, ale jego dziwactwa dotykają wąskiego grona jego znajomych i współpracowników. Poza tym Sheldon jest fizykiem, co oznacza, że społeczeństwo w całej swej naiwności może wierzyć, że w godzinach pracy zajmuje się on czymś legalnym i pożytecznym. A ponieważ, na szczęście, nie musimy zagłębiać się w jego pracę, możemy Sheldona po prostu lubić, bo jest zabawny, a konsekwencje jego szaleństw trwają 20 minut – tyle, co jeden odcinek. Dzięki temu widz nie ma z Sheldonem kłopotu.

Dexter Morgan co prawda zabija ludzi i udaje przed bliskimi, że ma uczucia, ale przecież zabija przestępców, którzy wymknęli się wadliwym organom ścigania i dziurawemu prawu, a te udawane uczucia dobrze działają na ludzi z jego otoczenia, którzy przecież reagują prawdziwymi uczuciami. Trudno zatem nie darzyć go sympatią i nie wybaczyć mu, że kroi ludzi na kawałki i wyrzuca je później do oceanu. Trzeba jednak stale przypominać, że Dexter starannie wybiera swoje ofiary, że mówimy o prawdziwych szumowinach, że jeśli Dexter nie zrobi tego, co ma zrobić, ucierpi wielu niewinnych ludzi. Tu już trzeba się napracować, ale skonstruowanie fabuły tak, aby pomóc widzowi usprawiedliwić Dextera jest jak najbardziej wykonalne.

Gregory House jest bezdusznym chamem leczącym ludzi nie dla ich zdrowia, lecz dla podbudowywania swojego ego, gardzącym w dodatku swoimi pacjentami, współpracownikami i przyjaciółmi, ale przecież gdyby nie on, większość z jego pacjentów nie miałaby szans przeżyć (co jest nam regularnie przypominane, gdy jego współpracownicy podkreślają, że sami nie znaleźliby rozwiązania), więc nie pozostaje nam nic, jak tylko skłonić się przed jego geniuszem i wybaczyć nieprzystosowanie do życia między ludźmi. Poza tym, House kuleje i ciągle odczuwa ból, więc trudno od cierpiącego geniusza wymagać, aby był miły dla innych. A gdyby kogoś to nie przekonywało, to są jeszcze wątki trudnych relacji z ojcem itd. House jest rozgrzeszony. Widz kocha i wybacza.

Nie wiem za to, co usprawiedliwia Hanka Moody’ego, gdy zalicza setki kobiet, pali zielsko, jeździ pijany, unika pracy, doprowadza do rozpadu swojej rodziny, znieważa ludzi, gardzi religią, prawem, zobowiązaniami… Fabuła serialu nie stara się go usprawiedliwić. Nie daje nic, co by go tłumaczyło. Żadnego powodu, aby mu przebaczyć, że gardzi tym wszystkim, czym gardzenie zwykłym śmiertelnikom nie popłaca.

Co innego Dexter i House, którzy często są stawiani w trudnych sytuacjach, ale zawsze znajdują rozwiązanie możliwe do zaakceptowania dla widzów: fabuła ich rozgrzesza, usprawiedliwia, podpowiada widzom: „lubcie ich mimo wszystko”. Sheldon jest w lepszej sytuacji, bo nie jest stawiany przed wielkimi dylematami, żyje w jednej wielkiej komedii i nie trzeba go usprawiedliwiać. Scenariusz Californication z kolei zdaje się mówić: jeśli nadal to oglądasz, jeśli nadal lubisz Moody’ego, jeśli wybaczasz mu to wszystko za co zwykli ludzie siedzą w więzieniach i zostają napiętnowanymi, skazanymi na ostracyzm, społecznymi odludkami – to znaczy, że jesteś nieźle popaprany/-a.

Nie wiem, do jakiego stopnia możemy mówić o (d)ewolucji w kierunku antybohaterstwa, ale coś chyba jest na rzeczy. Z lekkim opóźnieniem (12 lat) zabrałem się za oglądanie The West Wing. Tuż przedtem obejrzałem pierwszy sezon 24 godzin z Kefirem Sutherlandem z 2001 roku. Ten krótki powrót do przeszłości uzmysłowił mi, jak bardzo w ciągu ostatnich kilku lat zmieniły się standardy tworzenia fabuły tak, aby odbrązawiać głównego bohatera i nie usprawiedliwiać jego błędów.

Weźmy postać prezydenta z The West Wing. O ile sam serial zapowiada się dobrze, ma niezły humor i pokazuje ciekawe mechanizmy, o tyle „szef” jest przelukrowany. Prezydent jest światłym i dobrym ojcem narodu. Mówi mądre i podniosłe rzeczy swoim pracownikom (np. w drugim odcinku motyw z lekarzem wojskowym i jego świeżo narodzoną córką; prezydent powiedział coś w stylu: „Spójrz jeszcze raz na jej zdjęcie. Twoja rodzina może być dumna nie tylko ze swojej historii”). Podejmuje słuszne decyzje, nawet jeśli doradcy radzą inaczej. Pojawia się na ekranie przy akompaniamencie podniosłych melodii, w szerokich ujęciach łapiących dostojność Gabinetu Owalnego itd.

Podobnie z Jackiem Bauerem, głównym bohaterem 24 godzin, który jest nieskazitelnie uczciwym agentem, gotowym bez opamiętania narażać swoje życie i karierę, aby wykonać misję, a przy tym jest oddany swojej rodzinie i zrobi wszystko, by nie stała się jej krzywda. A jeśli już Jack Bauer musi złamać przepisy lub prawo – każdy widz wie, że racja jest po jego stronie. Zieeeeew!

Serialem bardzo podobnym do 24 godzin były Układy. Pierwszy sezon wyemitowano w 2007 roku i tu już widać ogromną, epokową różnicę: w Układach nie ma jednoznacznie dobrych bohaterów. Każdy dba o swój interes bez względu na to, jak bardzo minie się po drodze z nakazami moralnymi; każdy jest stawiany przed dylematami, z których nie ma dobrego wyjścia, a oglądając serial możemy mieć pewność, że nie zepsuje go jakiś Jack Bauer, który nagle takie rozwiązanie wyciągnie z kapelusza. Układy to takie 24 godziny bez wątku superbohatera i właśnie dlatego Układy są dużo lepsze.

Paradoksalnie – bohaterowie najmniej usprawiedliwiani są najprawdziwsi. Sheldon jest wersją lajt prawdziwych hardkorowych nerdów. Hank Moody – przy bunga bunga Berlusconiego, czy przy jakichś hollywoodzkich imprezach, przy których balangi u Heffnera to zabawa dla przedszkolaków – jest tak naprawdę mięczakiem. Sheldony i Hanki istnieją. Dextery i House’y – nie.

Odchodzimy więc od wizji nieskazitelnego bohatera w kierunku bohatera pełnego – nieusprawiedliwionych fabułą serialu! – wad. Jest to droga w kierunku pozbawionego sentymentów realizmu, a Californication wytycza szlak. Mi się ten szlak podoba. Dlatego też – chwała zgniliźnie moralnej w popkulturze!

6 thoughts on “Realizm serialiczny. Pochwała moralnej zgnilizny

  1. No bo faktycznie do zaliczania setki kobiet czy palenia zielska potrzebne jest moralne usprawiedliwienie :P

    A tak na poważnie, to Californication jest w pewnym sensie taką męską wersją Sex and the City, tylko zamiast setek par butów są setki kobiet.

    Jest taka pewna prawidłowość, że stosunek do tego ostatniego serialu jest u sporej części kobiet wypadkową identyfikacji z bohaterkami, a właściwie z pewnym modelem społecznym „kobiety wyzwolonej” który wspólnie reprezentują. Generalnie zachodzi odwrotna korelacja pomiędzy pozytywnym stosunkiem do serialu i stopniem identyfikacji z bohaterkami, a zbieżnością wartości faktycznie wyznawanych z tymi serialowymi. Zaryzykuję tezę, że oglądanie serialu stanowi formę redukcji dysonansu poznawczego, tym skuteczniejszą im ten dysonans większy.

    Z Californication teoretycznie powinno być podobnie. Sprawa jest trochę bardziej skomplikowana, bo nie znam facetów którzy oglądają to z wypiekami na twarzy — chyba że jakiś hipotetyczny 12-latek który nie wie jak w internecie ominąć blokady treści założone przez rodziców.

    Moim zdaniem w obu przypadkach nie chodzi o usprawiedliwienie, ale raczej o ten dysonans. Oba seriale forsują pewien model, który może nie jest społecznie akceptowany, ale na pewno jest wyznacznikiem statusu (nudge nudge, wink wink) u różnych części społeczeństwa (nasuwa się: płci, ale to zbyt duże uproszczenie).

    W przypadku np. House’a ten mechanizm jest trochę inny. Bycie aroganckim chamem (nawet inteligentnym) w społeczeństwie sprawdza się tylko do pewnego stopnia, a już na pewno nie jest powodem do zazdrości czy westchnień (chyba że hipsterek-bibliotekarek z fetyszem drewnianych lasek). Na domowej imprezie socjopata taki jak House jest cool kiedy żartuje sobie z kogoś kogo słabo znamy, ale jak zaczyna jeździć po gospodarzu to wszyscy raczej w milczeniu dopijają drinka i wracają do siebie. Dlatego wszyscy lubią House’a oglądać, ale mało osób tak naprawdę się z nim identyfikuje.

    1. Czyli S&C ma pewną funkcję tożsamościotwórczą. Dysonans poznawczy (głównie) kobiet oglądających S&C jest pewnie do pewnego stopnia redukowany przez zmianę postaw (ucieczka od spatriarchalizowania, większy nacisk na własne potrzeby, jeszcze większa identyfikacja z przemysłem obuwniczym ;-) itd.). Tylko pytanie, czy Californication też ma taką funkcję, czy też jest tożsamościotwórczy? Jeśli tak, to zastanawiam się, czy ponownie pod tym względem nie celuje w kobiety (pytanie, czy Californication bardziej pokazuje rozwiązłość jednego Hanka czy setek kobiet). Bo dla facetów, odwołuję się tu do Twojego przykładu 12-sto latka, Californication to jest lajt. Z wypiekami na twarzy to faceci może RedTube oglądają ;-)

      Trochę mnie niepokoi punkt, do którego dochodzę, bo problem teraz rysuje się tak: czy seriale (oglądane z perspektywy kobiet) usprawiedliwiają w wystarczającycm stopniu zachowania bohaterek (nawet tych anonimowych), tak, aby kobiety mogły to akceptować, jako trafne odzwierciedlenie zachowań charakteryzujących płeć ładniejszą, ich płeć. Jeśli nie, to rozumiem feministki, dla których patriarchalna kultura jest źródłem cierpień :>

      Generalnie mam wrażenie, że Californication to jednak nie jest męska odpowiedź na S&C, a jeśli – w zamierzeniu autorów – jest, to nieudana. S&C jednak w większym stopniu zdaje się mówić „my kobiety mamy prawo do 200 par butów”, o tyle Californication nie buduje raczej męskiej wspólnoty „mamy prawo do 200 kobiet”. Nie wiem, czy dlatego, że to jest trudno wykonalne, czy też dlatego, że to jest zbyt oczywiste ;-)

  2. A nie wydaje Ci się, że autyzm emocjonalny Hanka M. również jest usprawiedliwiony? Chodzi mi o mit popkultury niezwykle żywy i silnie oddziałujący na powszechne o świecie wyobrażenia, mówiący o zachowaniu, które przystoi artyście. Moody przecież takim jest i dlatego chla, ćpa i baraszkuje ile wlezie.

    Za kontrowersyjny uważam Twój sąd, że: „Scenariusz Californication z kolei zdaje się mówić: jeśli nadal to oglądasz, jeśli nadal lubisz Moody’ego, jeśli wybaczasz mu to wszystko za co zwykli ludzie siedzą w więzieniach i zostają napiętnowanymi, skazanymi na ostracyzm, społecznymi odludkami – to znaczy, że jesteś nieźle popaprany/-a”.

    Przyglądając się ekscentrycznemu Moodemu, wiemy, że to reprezentant gatunku specyficznego – artystycznej bohemy, której wolno wszystko. Niekoniecznie musimy być równie popaprani, a co więcej, przymykamy na takie zachowania oko i traktujemy je w kategoriach żartu.

    W zupełności zgadzam się z Tobą co do mody na kontrowersyjnych bohaterów, choć nie wiem czy potwierdzisz, że ten trend najwyraźniejszy jest w tekstach serialowych. Film cały czas lubi postacie nieskazitelne. Być może ze względu na swoją krótszą formę i wynikającą z niej niemożność budowania ciągłej narracji pokazującej różne twarze bohaterów.

    1. Piotrku, Moody’ego na pewno można usprawiedliwić, ale ja się zastanawiam do jakiego stopnia robi to serial, do jakiego stopnia serial mówi: „Wiecie, Hank Moody to artysta, wolno mu, nie ma nic złego w tym, co robi. Tak żyje bohema, nie ma się co dziwić” itd. W Housie i Dexterze jak multum takich zabiegów. Być może, faktycznie, Moody jest usprawiedliwiany na innym poziomie, co może wynikać z faktu, że miał tylu rzeczywistych poprzedników, że paradoksalnie scenarzyści mają mniej roboty z tworzeniem bohatera tak, żeby w jakiś sposób budził sympatię.

      Ten fragment z wpisu faktycznie jest do skrytykowania, bo zamiast „Scenariusz Californication” można wstawić „Prasa kolorowa” (i dokonać kilku drobnych zmian) i on pozostanie prawdziwy. Czyli w zasadzie oskarżam wszystkich o to, że mają nierówno pod sufitem (co swoją drogą nie musi być nieprawdą ;-)).

      Ciekawe jak to wygląda z punktu widzenia scenarzysty. Ile czasu potrzebuje, żeby z antypatycznego bohatera zrobić kogoś, kogo polubimy, w ilu sytuacjach trzeba go pokazać i jakie to muszą być sytuacje, żeby odbiór był taki a nie inny. Nie zaszkodziłoby, gdyby zrobić na socjologii kurs pisania scenariuszy z myślą o takich zadaniach :] Kilka lat kursu i byśmy mieli Spielbergów rodzimych na pewno :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s