Twitter jako „ustne” medium społecznościowe i co z tego wynika

Echa kolejnej dyskusji à la „Twitter cię ogłupia”. Bill Keller z NYTimesa napisał:

Basically, we are outsourcing our brains to the cloud. The upside is that this frees a lot of gray matter for important pursuits like FarmVille and „Real Housewives.” But my inner worrywart wonders whether the new technologies overtaking us may be eroding characteristics that are essentially human: our ability to reflect, our pursuit of meaning, genuine empathy, a sense of community connected by something deeper than snark or political affinity (źródło: NYTimes).

Oczywiście, jak zwykle rozgorzała dyskusja (sam Keller rozkręcił ją na Twitterze). Kilka ciekawych wątków wrzuciła Zeynep Tufekci, która stwierdziła, że Twitter jest w zasadzie „ustnym” medium społecznościowym. Charakterystyka języka mówionego i twitterowego ma w każdym razie wiele cech wspólnych:

The oral world is ephemeral, exists only suspended in time, supported primarily through interpersonal connections, survives only on memory, and rather than building final, cumulative works, it is aimed at conversation and remembering knowledge by rendering it memorable, which can often mean snarky, witty, rhythmic and rhyming. (Think poet slams rather than essays). (źródło: TechnoSociology.org)

Zatem Twitter nie tyle wprowadza nas na jakiś kolejny szczebel upadku cywilizacji, lecz – pozwala wrócić do korzeni, do czasów, kiedy język pisany nie istniał lub stanowił margines, do pierwotnej wspólnoty, dla której narzędziem komunikacji i walki o władzę było słowo wydobywające się z ust, a nie spisane na papierze. Że takie słowo jest ulotne? Że pada często w dyskusji, w której jeden przekrzykuje drugiego? Że bywa nieprzemyślane? Trafne uwagi. Szczególnie z perspektywy tych, którzy język pisany uczynili narzędziem władzy – prawodawców, intelektualistów:

What we are seeing with social media is the public sphere, hitherto dominated by written culture, has been more opened up to oral psychodynamics. And this is particularly difficult to deal with for intellectuals who rely on their competence with, and dominance of, the written form as hallmark of their place in society (źródło: TechnoSociology.org).

Obawy intelektualistów co do Twittera mogą być w tym kontekście uzasadnione: na Twitterze nie mogą pochwalić się swoją umiejętnością zarysowania szerokiego kontekstu, ułożenia spójnego i długiego łańcucha argumentacji, skonstruowania wielokrotnie złożonych zdań naszpikowanych trudnymi słowami, zakończenia skomplikowanego wywodu efektowną puentą łączącą kilka wątków. Jednym słowem, na Twitterze nie mogą zrobić nic, co w innych okolicznościach pozwala im się wyróżnić, zdobyć przewagę, uzyskać możliwość wpływu. Nie mogą zrobić nic, co w pocie czoła trenowali, czego przez lata się uczyli, na co poświęcili mnóstwo pieniędzy, nie mogą zrealizować tego, co stanowi rdzeń ich tożsamości.

Dlatego mają powody, by nie lubić świata, w którym muszą konkurować z byle krzykaczem na jego, a nie na swoich, warunkach. Woleliby pewnie zaprosić twitterowego krzykacza do debaty na łamach opiniotwórczej prasy i tam zgnieść go przed swoją – a nie przed jego – widownią, albo jeszcze lepiej: po prostu pokazać mu, że na ich scenę nie ma wstępu odmawiając możliwości publikacji. Tylko, że tutaj pada kolejna twierdza intelektualistów: twitterowy krzykacz coraz rzadziej jest zainteresowany wchodzeniem na teren tradycyjnie należący do intelektualistów, coraz mniej nęci go publikowanie w opiniotwórczej prasie. Wszystko, co mu potrzebne ma u siebie. A już szczególnie – publikę. I to lepszą, bo nie taką, która tylko słucha (choć intelektualista woli, gdy publika tylko słucha!), ale taką, która dyskutuje, spiera się, wchodzi w dialog (a o tym, że dialog wciąga i jest wehikułem dla zwiększania wpływu czytaj: Doliński 2009: 239-255).

A co ja myślę o tezie, że „Twitter cię ogłupia”? No cóż, uważam, że Twitter z całą pewnością nie czyni cię mądrzejszym. Lepiej i szybciej poinformowanym, lepiej zorientowanym, co w społecznej trawie piszczy – być może, ale nie mądrzejszym. Nie uważam też, żeby rolą Twittera było czynienie kogoś mądrzejszym. Twitter to przede wszystkim dobre narzędzie pozwalające szybko przekonwertować zdobyty gdzieś indziej kapitał (dlatego to dobre miejsce dla polityków, czy celebrytów posiadających kapitał popularności, który można konwertować na kapitał wpływu). Dużo trudniej na Twitterze wartościowy kapitał zdobyć, jeśli wchodzi się tam z niczym.

Ale nawet jeśli wchodzimy z niczym, możemy Twittera sensownie wykorzystać (u mnie działa to tak, że w głównym timeline mam ludzi, a na dwóch listach media/instytucje piszące po polsku i po angielsku; w ten sposób wchodząc rano na Twittera widzę w jednym miejscu trzy strumienie: co mówią ludzie, co mówią media/instytucje w Polsce i co mówią media/instytucje zagranicą). Jeśli więc wchodzimy z niczym i wykorzystujemy Twittera informacyjnie z lekkim zabarwieniem dyskusyjnym – cały czas musimy pamiętać, że więksi gracze konwertują tu swój kapitał popularności na wpływ. No i jeszcze jedno – musimy też pamiętać, że poza Twitterem są wspomniani wcześniej intelektualiści/prawodawcy, którzy będą się pienić na zło, jakie Twitter (przede wszystkim im) czyni.

Aktualizacja 24.05: dodałem przypis do Dolińskiego i kilka zdań, ale bez wprowadzania nowych wątków.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s