„Wytępić całe to bydło”, Sven Lindqvist

Prawdopodobnie żadne zwierzę w żadnym okresie historii globu ziemskiego
nie zostało poddane takiemu wyniszczeniu, na tak wielkim obszarze
i tak zdumiewająco szybko, jak to się stało z dzikim człowiekim
— Francis Galton, Hereditary Genius (1869; za Lindqvist 2009: 187)

1.

1887 rok. J.B. Dunlop, szkocki chirurg, wpada na pomysł, by w rowerze swojego syna zamontować nadmuchiwaną gumową dętkę. Dla wszystkich ówczesnych cyklistów – oraz ich obolałych zadków – jest to iście rewolucyjne wydarzenie.

Rowerzyści otwierają sakwy i płacą za gumę. Popyt na kauczuk rośnie w błyskawicznym tempie. 29 września 1891, Leopold II, miłościwie Belgom panujący, wydaje dekret, na mocy którego jego reprezentanci zdobywają monopol na „handel” kauczukiem w Kongu.

Handel w cudzysłowie, bo tubylcom za kauczuk Europejczycy rewanżowali się tak, że nasze „udostępnienie” Niemcom Lebensraum można uznać za świetny interes. …ale czego nie robi się w imię Postępu, Cywilizacji i mniej obolałego tyłka.

Handel kauczukiem okazał się żyłą złota. Do Europy napływały raporty o niebywale wysokiej rentowności przedsięwzięcia. Zapewne po stronie „winien” podawano niewiele więcej niż koszt amunicji.

2.

Wzrostowi rentowności sprzyjał również postęp w dziedzinie uzbrojenia. Myśl techczniczna kwitła aż miło. Pierwsze karabiny maszynowe. Proch bezdymny pozwalający żołnierzom dłużej pozostać niewidocznymi. Nowe sposoby wytopu obniżające cenę stali i pozwalające na masową produkcję broni. Pociski dum-dum (zakazane w „krajach cywilizowanych”, lecz wykorzystywane w wojnach kolonialnych).

Relacje z tych wojen pełne są scen walki wręcz, starć twarzą w twarz. W rzeczywistości Europejczycy strzelali do przeciwnika z daleka. Tubylcy nie mieli szans, żeby zagrozić przybyszom z Europy. Padali podczas natarcia. Nie mogli się też poddać bez walki, nawet jeśli bardzo chcieli. Europejczycy musieli ich sprowokować, podpuścić, zmusić do walki. Bo tylko jako weterani mogli liczyć, że po powrocie do domu będą bohaterami i otrzymają ordery (tak na brak woli walki u tubylców skarżył się w liście do matki Robert Baden-Powell, dziś czczony jako założyciel skautingu).

3.

Oczywiście – nie samą techniką człowiek umiera. Potrzebny jest jeszcze określony sposób myślenia, adekwatny do XIX-wiecznego postępu naukowego, łączący racjonalizm z ludobójstwem. I właśnie ewolucję myślenia pokazuje w Wytępić całe to bydło Sven Lindqvist (2009). Pokazuje on, że jedną z zasadniczych tez XIX wieku było przekonanie o istnieniu ras, narodów i plemion zmierzających nieuchronnie do zniknięcia z powierzchni ziemi (s. 190). Logiczną konsekwencją takiego poglądu było myślenie, że zadaniem ras wyższych jest „pomóc” rasom niższym w dopełnieniu ich obowiązku zejścia ze sceny i zrobienia miejsca dla ras wyższych.

Wydaje ci się Polko/Polaku, że to historia odległa i czasowo, i geograficznie? Nic bardziej mylnego, Lindqvist pokazuje, jak niemieckie doświadczenia ze spóźnionej kolonizacji Afryki przeniesione zostały na hitlerowską kolonizację Europy wschodniej. Tak, tak, da się wyznaczyć jedną, doskonale prostą dyskursywną linię między myśleniem o wytępianiu niższych ras Afryki a eksterminacją Słowian, Żydów i Cyganów (por. s. 214). (Czy to nie stąd przypadkiem okazywana tu i ówdzie niechęć do ciemnoskórych? Bo podskórnie wie się, że „prawdziwie cywilizowane” ludy Zachodu wrzucały/wrzucają ich i nas do jednego worka?).

Książka jest warta lektury, bo jej przedmiot to historia, która mimo wielu rozdziałów – wciąż nie ma zakończenia. Kiedy się ją czyta, widać, jak cały czas jesteśmy blisko podobnego myślenia. Największy potencjał ma chyba dyskurs klimatyczny (choć to moja opinia. Lindqvist widzi problem gdzie indziej: Czy społeczeństwo, które nie potrafi bronić prawa do pracy, będzie umiało w przyszłości bronić prawa do życia? s. 156). Skoro naukowcy dowiedli już bezspornie i bez najmniejszych wątpliwości, że działalność człowieka jest przyczyną zmian klimatu, to stąd już tylko krok, by – i logika jest tutaj żelazna – oznajmić światu, że istnienie człowieka jest przyczyną zmian klimatu.

Kolejny kroczek to raport, z którego wyniknie, że należy w ciągu 3 lat zneutralizować 90% ludzkości, bo w przeciwnym razie zginiemy wszyscy (wniosek doskonale racjonalny: lepiej ocalić 10% niż pozwolić na zagładę gatunku). Później pozostanie już tylko powołanie komisji ekspertów, która ustali kryteria doboru nie-naturalnego. A znaleźć technicznych, dla których wspaniałym wyzwaniem będzie wymyślenie sposobu neutralizacji 90% ludzkości, to rzecz banalnie prosta (szczególnie, że taka kierownicza fucha pozwoli pewnie na ocalenie własnego tyłka). Lindqvist:

Frazę „Wytępić całe to bydło” dzieli od serca humanizmu dystans nie większy niż odległość od Buchenwaldu do domu Goethego w Weimarze (s. 21).

To jest wahadło. Zawsze w ruchu. Raz bliżej Buchenwaldu, innym razem – bliżej Weimaru. Lindqvist zdaje się mówić: nabieramy rozpędu, przechył idzie w stronę Buchenwaldu. Uczcie się historii, bo byliśmy już tam, dokąd dotrzemy, gdy tylko lepiej się rozhuśtamy.

4.

Wytępić… można też czytać jako przedmowę/posłowie do lektury książek Josepha Conrada czy H.G. Wellsa (gdyby komuś się nudziło w lato).

Lindqvist, Sven. 2009. Wytępić całe to bydło, Warszawa: W.A.B.

Reklamy

4 myśli na temat “„Wytępić całe to bydło”, Sven Lindqvist

  1. Bardzo ciekawy tekst, ale brakuje mi konkretów. Czy mógłbyś napisać szerzej o współczesnych przejawach takiego myślenia, rozwinąć wzmiankę o prawie do pracy? Teza brzmi złowieszczo, ale poziom abstrakcji jest zbyt wysoki, żebym poczuł ciarki na plecach.

    1. Dzięki. Niestety, autor tego wątku nie rozwija (przedmiotem książki jest to, jak kształtował się ten dyskurs w XIX wieku + jego wpływ na niemieckie myślenie w czasie 2WŚ). To zdanie „Kiedy się ją czyta, widać, jak cały czas jesteśmy blisko podobnego myślenia” jest moje i jest bardzo dużym skrótem myślowym. Myślałem wtedy m.in. o:
      – współczesnych emigrantach z Afryki: https://wojtekwalczak.wordpress.com/2010/10/31/afrykanskie-oblezenie-afrykanska-odyseja/
      – i o tym, że praktyki znane z epoki kolonializmu trwają w najlepsze: https://wojtekwalczak.wordpress.com/2009/09/14/przeklenstwo-surowcow/
      – o pozycji USA jako globalnego policjanta: https://wojtekwalczak.wordpress.com/2010/08/26/posluszenstwo-albo-rozga-wolnosc-made-in-usa-us-v-zinn-i-chomsky/
      Miałem też w głowie komentarze, jakie zawsze da się znaleźć np. przy dyskusji o problemach ludzi z byłych PGR-ów itd. ZAWSZE znajdzie się ktoś, kto ich sytuację wyjaśni nie strukturą, nie socjalizacją do bezradności, tylko tym, że to jest taki rodzaj ludzi i już (a cytaty, które podawał w książce Lindqvist są trochę ostrzejszą wersją właśnie tego typu wypowiedzi).
      Mam nadzieję, że domówiłem trochę to niedomówienie :-)

      1. Tak, dzięki. Ja z kolei trochę niedokładnie przeczytałem. Chętnie zajrzę w wolnej chwili do zalinkowanych tekstów.

        Czytając fragment o prawie do życia pomyślałem w pierwszej chwili, że przecież jeszcze nigdy w historii życie jednostki nie stało tak wysoko w ogólnej hierarchii ludzkich wartości. Ale faktem jest, że stosujemy tę zasadę głównie do członków naszego własnego kręgu kulturowego. Inna myśl, bardziej teoretyczna: wyniesienie ludzkiego życia na piedestał jako najwyższej wartości miałoby ciekawe konsekwencje moralne w razie wynalezienia leku na nieśmiertelność: logicznie rzecz biorąc, moralnym imperatywem stałoby się zapewnienie nieśmiertelności jak największej liczbie ludzi.

        1. Ha! To jest dopiero ciekawy problem.

          Lindqvist w swojej ksiące twierdzi, że XIX-wieczne odkrycie, że przed nami na Ziemi żyły gatunki, po których nie ma już śladu – i że w takim razie ludzkie rasy też nie są wyjątkowe i prędzej czy później przyjdzie koniec każdej z nich – było jednym z punktów wyjścia (obok m.in. rozwijającej się teorii ewolucji) dla założenia, że skoro los danego gatunku/rasy jest przesądzony, to można jego koniec przyspieszyć.

          W zasadzie więc teoria rasizmu rozwinęła się na założeniu o śmiertelności (i o tym, że „rasy niższe” stoją pierwsze w kolejce do zniknięcia z powierzchni ziemi).

          Więc teraz pytanie, jak rozwinąłby się dyskurs zapoczątkowany „odkryciem” niesmiertelności. To jest rzecz do przemyślenia, ale na pewno da się ułożyć sporo scenariuszy, w których np. „śmiertelne życie” uznaje się za gorsze i uniemożliwia się „śmiertelnym” rozmnażanie się (żeby nie wykorzystywali zasobów, które nieśmiertelnym kiedyś na pewno się przydadzą, skoro są nieśmiertelni – i to jest ciekawe, bo od kiedy myśli się z perspektywy nieśmiertelności, to nie robi się tego wszystkiego, co dzisiaj się robi, bo „martwić będą się wnuki”).

          PS. W tym temacie też: https://wojtekwalczak.wordpress.com/2009/07/25/o-pozytkach-z-umierania/

          PS2. Ta rozmowa jest dla mnie ciekawa, bo pokazuje mi, jak pozornie oddzielne wątki, które kiedyś zapisywałem jakoś się ze sobą łączą :-)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s