Moskwa. Tu się pracuje!

Moskwa to magnes. Tu po szansę przyjeżdżają śmiałkowie z całej Azji i ze sporego kawałka Europy. Na liście 15 największych miast świata nie ma Londynu ani Paryża. Jest 9 kolosów z Chin, dwa miasta z Indii, a poza tym Istambuł (Turcja), Karaczi (Pakistan), San Paulo (Brazylia) oraz – Moskwa, największe miasto Europy (geograficznie rzecz biorąc). Samo miasto bez przerwy rozrasta się i pożera przylegające wsie i miasteczka.

Co tu robią ci wszyscy przyjezdni? Sprzedają napoje i lody z przenośnych zamrażarek; można ich spotkać w każdym parku i na każdej większej ulicy. Sprzedają arbuzy na stoiskach ukrytych gdzieś wewnątrz osiedli lub stojących przy wejściach do metra i przy supermarketach. Poza tym – sprzątają, pracują jako robotnicy na budowach, a w najgorszym razie – trafiają do struktur przestępczych (trudno to zaobserwować, ale podejrzewam, że tym trudnią się chłopaki, którzy siedzą w starych wołgach z przyciemnianymi szybami).

I choć tyle osób przyjeżdża do Moskwy z nadzieją na pracę, trudno nie zauważyć, że panuje tu znaczny przerost zatrudnienia. Widać to dość dobrze w Instytucie. Przechodząc korytarzem mijamy drzwi z tabliczkami w stylu „dyżurny hydraulik”, „dyżurny klucznik”, „dyżurny elektryk” itd. Gdy zajrzeć do środka – można dostrzec nie tylko biurko, ale również łóżko. W rzeczy samej – sporo osób (nauczycieli, ochroniarzy, administratorów) po prostu tu mieszka. Nie zdziwiłbym się, gdyby niektórzy z nich pracowali tu od zawsze i na zawsze.

Podobne wrażenia mamy z obserwacji tego, co robią robotnicy drogowi. Wygląda to tak, jakby z nudów przyjeżdżali gdzieś, kruszyli asfalt na losowo wybranych odcinkach drogi i chodnika, i odjeżdżali. Warto dodać, że ten asfalt jest w doskonałym stanie; nie wymaga łatania. Dwa dni później przyjeżdża druga ekipa, która sprząta bałagan i wylewa nowy asfalt. W międzyczasie nic się nie dzieje: nikt nie kopie tam dziur, nie wymienia kabli, ani rur. Takich przeszkód na drodze z Instytutu do metra moglibyśmy naliczyć kilkanaście: niektóre załatane niedawno, gdzie indziej świeży asfalt, a w jeszcze innych miejscach – nowe dziury. Gdy wracamy późnym wieczorem do Instytutu, zdarza się nam wpaść w dziury, których rano, gdy wychodziliśmy, jeszcze nie było.

Spieraliśmy się z P. o metro. Czy te wszystkie panie siedzące w metrze w budkach przy automatach sprawdzających bilety lub w budkach przy każdych schodach ruchomych coś robią poza wpatrywaniem się w monitory. Uznaliśmy, że nawet gdyby tylko siedziały, gapiły się w ekrany i nic więcej nie robiły, to i tak ten olbrzymi ludzki panoptykon może mieć funkcję cywilizującą pasażerów. Być może dzięki temu mniej się kradnie, mniej sprzedaje narkotyków (zakładam, że to właśnie robi się w wołgach z przyciemnianymi szybami, które stoją po trzy, jedna przy drugiej, w piątkowy wieczór pod supermarketem), dochodzi do mniejszej liczby bójek, czy sprzeczek. I choć jesteśmy w stanie przypisać tym paniom jakąś faktyczną, użyteczną funkcję, to i tak ich liczba przytłacza.

To wszystko to jednak drobnostka w porównaniu z liczbą policjantów, żołnierzy i pracowników ochrony. Oni są wszędzie. W Moskwie w zasadzie można czuć się bardzo bezpiecznie. Pod warunkiem, że człowiek nie boi się policji. Gdyby zebrać tych wszystkich ludzi pilnujących budynków, wejść, bram, przejść, wyjść, parkingów, ulic, parków, wagonów, korytarzy, pomieszczeń i chodników – zebrałoby się tyle mięsa armatniego, że starczyłoby na drugą Armię Czerwoną.

Co ciekawe – stanowiska, które z naszej perspektywy pasują do kategorii ukrytego bezrobocia zajmowane są w zdecydowanej większości przez białych Rosjan. Dla przyjezdnych pozostaje ciężka orka od świtu do zmierzchu przez siedem dni w tygodniu. Moskwa to dla nich taki specyficzny raj: zamiast mleka i miodu płyną tu pot i łzy.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s