Digitalizm. I co z tego wynika dla naszych słowników pojęć

W The New Republic Evgeny Morozov recenzuje Public Parts, książkę Jeffa Jarvisa. Dawno czegoś takiego nie czytałem. Pełne intelektualnej i osobistej złości, zacięte, miażdżące. Morozov występuje tutaj jako obrońca akademickiego intelektualizmu, pełnego erudycji, oferującego głębię myśli i szerokość spojrzenia. Jarvis, z kolei, to „internetowy intelektualista”, jeden z tych, którzy wolą tweetować, blogować, konsultować i występować na konferencjach, czyli robić wszystko to, co pozwala nieźle się sprzedać i z reguły nie podlega poważnej krytyce. Morozov ściera w pył nie tylko książkę, nie tylko Jarvisa, ale całą kastę internetowych intelektualistów. I chwała mu za to.

Nie zamierzam, oczywiście, tego lania się po pyskach relacjonować szczególnie głęboko. Poniżej fragment z tekstu Morozova, w którym spogląda on szerzej na dyktat digitalizmu, na moc dyskursu napędzanego przez internetowych intelektualistów, pokazując jak zmienia on nasze słowniki, nasze definicje pojęć:

Collaboration is re-interpreted through the prism of Wikipedia; communication, through the prism of social networking; democratic participation, through the prism of crowd-sourcing; cosmopolitanism, through the prism of reading the blogs of exotic “others”; political upheaval, through the prism of the so-called Twitter revolutions (źródło: The New Republic).

Gdyby ktoś potrzebował ilustracji do McLuhanowskiego the medium is the message, to proszę bardzo. I, choć dla mnie to przede wszystkim ciekawa diagnoza (pasująca ładnie do cytatu z Postmana znajdującego się w poprzedniej notce) i najchętniej na tym bym ten wpis zakończył, to – jak można się domyślić – Morozov robi tu coś więcej: formułuje oskarżenie, pokazuje, że nasze wyobrażenia o świecie, naszą pamięć, kształtują idioci (łącznie z idiotami, którzy mogą schować się za tabliczkami z takimi napisami jak np. Harvard University). Widać to w kolejnych zdaniach:

Even the persecution of dissidents is now seen as an extension of online censorship (rather than the other way around). A recent headline on the blog of the Harvard-based Herdictproject—it tracks Internet censorship worldwide—announces that, in Mexico and Morocco, “Online Censorship Goes Offline.” Were activists and dissidents never harassed before Twitter and Facebook? (źródło: The New Republic).

Nie jest dobrze, jeśli narzędzia kształtowania publicznej świadomości są w rękach ludzi, którzy przedstawiają świat w taki sposób, że cenzura to zjawisko, które zaczęło się kilka lat temu w Internecie, ale – uwaga, uwaga, shocking – ostatnimi czasy cenzura pojawia się również w realu. To już jednak osobny – i ogromny – problem. Na pewno nie na niedzielne popołudnie.

Jeszcze jedna rzecz z tekstu Morozova: słowa Chucka Klustermana: stopień, w jakim ktoś ceni Internet jest wprost proporcjonalny do stopnia, w jakim Internet czyni cennym tę osobę.

4 thoughts on “Digitalizm. I co z tego wynika dla naszych słowników pojęć

  1. Morozov jest dość konsekwentny w swojej krytyce i na tyle biegły, aby nie dać się złapać na nielogicznym rozumowaniu. Zabiera głos wtedy, gdy ktoś mu się „podsunie”. Milczy, gdy w konkretnym przypadku jego tezy o nadmiernym akcentowaniu znaczenia internetu nie da się obronić.
    Moim zdaniem brakuje mu antropologicznej głębi.

    1. Muszę przyznać, że po jego recenzji Public Parts kusi mnie, żeby przeczytać Net Delusion, a przynajmniej jakieś recenzje tej książki. Skoro tak objechał Jarvisa, to sam powinien trochę wyżej stawiać poprzeczkę.

      Mam tylko nadzieję, że nie skończy się tak, że z jednej strony będą internetowi utopiści przepisujący wywar z internetu na każdą możliwą chorobę, a z drugiej internetowi pesymiści, postrzegający Internet tylko jako narzędzie do czynienia zła. Bo jeśli tak, to chyba brakuje naprawdę rozsądnego spojrzenia na Sieć.

      Z filmiku, który wrzuciłeś nie wynika, żeby Morozov starał się jakoś szczególnie, aby ugryźć zagadnienie z dwóch stron. Ale filmik trwa niecałe półtorej minuty, więc wiele w tak krótkim czasie powiedzieć się nie da. Stąd pytanie, czy Morozov stoi dwiema nogami po stronie „internet to zło, a nawet jeśli nie zło, to z całą pewnością nie narzędzie czynienia dobra”, czy też stara się stanąć w rozkroku.

    1. Tylko, że tutaj można postawić pytanie, czy włodarze z Arabii Saudyjskiej działają racjonalnie i w oparciu o sensowne przesłanki, czy też robią co mogą, albo co dyktuje dyktatorska moda w dławieniu oporu. Gdybym był dyktatorem, to nie chciałbym, żeby uciskani przeze mnie obywatele mogli się policzyć, skomunikować, skoordynować, poinformować o swojej sytuacji itd. Dlatego ja tych piaskowych sułtanów rozumiem. Ale Morozov jest z Białorusi. Może on wie coś, czego my nie wiemy ;)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s