Rękopis prawdę ci powie. Bobkowski i „operacje na pamięci”

1.

Są takie teksty, których nikt jeszcze nie napisał, a ja już czekam, aby je przeczytać. Jeden z nich właśnie się ukazał. A więc – uczta! O jaki tekst chodzi? Już wyjaśniam: trzy lata temu, w październiku 2008 roku, odnaleziono w Nowym Jorku rękopisy Szkiców piórkiem Andrzeja Bobkowskiego. Od tego momentu niecierpliwiłem się, aż ktoś porówna treść książki, wydanej po raz pierwszy w 1957 roku, z odręcznymi zapiskami z okresu drugiej wojny światowej. Po co? Między innymi po to, aby oszacować, w jakim stopniu Bobkowski posiadał genialne wyczucie społeczno-kulturowo-polityczne, a w jakim – był to jedynie zmysł dokonywanej post factum korekty.

2.

Zadania podjął się Łukasz Mikołajewski, a owocem jego pracy jest tekst opublikowany w ostatnim numerze Res Publiki Nowej: Pamięć fabularyzowana. Powojenne poprawki w „Szkicach piórkiem” Andrzeja Bobkowskiego (Mikołajewski 2011). Zanim jednak zajmiemy się tym artykułem, zaznaczmy, że Mikołajewski nie pierwszy podejmuje temat powojennych ingerencji autora w tekst Szkiców. Jego przewaga polega jednak na tym, że ma dostęp do rękopisów. Może więc zrobić więcej, niż literaccy detektywi, którzy do tej pory mogli polegać jedynie na poszlakach.

Co ustalono podczas dotychczasowych literackich śledztw? Roman Zimand w posłowiu do Szkiców zauważa między innymi, że Bobkowski posługiwał się takimi określeniami, jak helikopter, czy kultura masowa (Bobkowski 2003: 545). Tyle tylko, że ówczesna polszczyzna nie znała takich sformułowań. Autor musiał dodać je po wojnie.

Innym tropem poszedł Maciej Urbanowski, który porównał tekst książki z 1957 roku z jej fragmentami opublikowanymi w prasie w 1945 i 1947. Wnioski: Bobkowski nieustannie pracował nad swoim dziennikiem. Poddawał jego tekst starannym zabiegom redakcyjnym i niezwykle drobiazgowo cyzelował swoje zapisy pod względem stylistycznym dbając o jak największą ekspresję artystyczną (Urbanowski 1993). O ingerencjach w tekst Szkiców pisali też Witold Gombrowicz, czy Aleksander Ścibor-Rylski (uwagi tego ostatniego starał się zdyskredytować Zimand pisząc o nim per „autor wiekopomnego zdania”: Głębiej, głębiej! – krzyczała gryząc poduszkę, por. Bobkowski 2003: 543).

W zasadzie każdy uważny czytelnik Szkiców musi po lekturze zadać sobie pytanie o proporcję autokreacji do autentyzmu w treści książki. Katarzyna Plucińska-Smorawska w swojej książce o dzienniku Bobkowskiego pisała o teatralizacji własnej [tj. Bobkowskiego – WW] biografii i traktowaniu jej jako środka ekspresji (Plucińska-Smorawska 2005: 11), oraz o poczynaniach autokreacyjnych, antynomiach, próbach ukrycia pewnych faktów (ibid.: 28).

Sam Bobkowski w listach do Jerzego Giedroycia i Tymona Terleckiego wypierał się jakichkolwiek zmian w treści Szkiców. Jego zapewnienia nie powstrzymały kolejnych badaczy przed poszukiwaniami, choć trzeba przyznać, że w przeważającej większości badacze Ci traktowali Bobkowskiego bardzo łagodnie i nie byli tak podejrzliwi, jak być mogli.

Podsumowując: wiedzieliśmy już, że mimo zapewnień Bobkowskiego, treść Szkiców uległa na przestrzeni lat wielu zmianom stylistycznym i językowym, że niektórym notatkom zmienił Autor datowanie, a inne rozparcelował i stworzył z nich osobne fragmenty. Wiedzieliśmy też, że Szkice to najważniejszy element większego autokreacyjnego projektu, jaki prowadził Bobkowski bawiąc się swoją biografią. Dopiero na tym tle można postawić pytanie: co nowego wynika z badania przeprowadzonego przez Łukasza Mikołajewskiego?

3.

Na początek: kwestia dalekowzroczności autora. Mikołajewski: Wojenne rękopisy potwierdzają, że ich autorowi rzeczywiście zdarzało się nieraz wyprzedzać niektóre wydarzenia w swoich komentarzach, na przykład już w 1940 roku spodziewać się zwycięstwa Stalina czy w 1944 roku przewidywać karierę polityczną Cyrankiewicza (s. 113). Po zerwaniu przez Związek Radziecki stosunków dyplomatycznych z polskim rządem napisał Bobkowski, że na miejscu Sikorskiego zacząłby się bardzo pilnować. I tutaj wykazał się więc bystrym spojrzeniem, choć z wersji książkowej usunął fragment, w którym ten sam los wróżył Giraudowi i de Gaulle’owi. Jak widać – czasem faktycznie trafiał, kiedy indziej pomagał sobie korektą. W zasadzie jednak, na tym poziomie Bobkowski wychodzi obronną ręką. Niektóre przewidywania, które irytowały komentatorów (np. te dotyczące losów Sikorskiego i Cyrankiewicza, które jako podejrzane wymienia m.in. Ścibor-Rylski), znajdują odzwierciedlenie w rękopisach.

Pojedyncze prognozy nie są jednak najciekawsze. Dużo istotniejsze są kwestie stosunku Bobkowskiego do komunizmu, do USA i Europy, do kultury wysokiej i masowej. Czytelnik Szkiców powie: Bobkowski był nieprzejednanym krytykiem komunizmu, zwracał się z sympatią w stronę USA, wyśmiewał elitarystycznych intelektualistów europejskich, grał im na nosie wychwalając kreskówki Disney’a, amerykańską muzykę i filmy oraz postępy techniki mającej ułatwiać życie. Okazuje się jednak, że tego obrazu Bobkowskiego nie potwierdzają jego rękopisy z czasów wojny. Bobkowski był w swoich ocenach bardziej europejski, niż chciałby po wojnie przyznać. Po pierwsze, komunizm i Związek Radziecki były dla niego dużo większą zagadką, niż można by sądzić na podstawie lektury Szkiców. Po drugie, nie był wcale takim piewcą USA i amerykańskiego stylu życia. Po trzecie, nie gardził tak mocno elitarystyczną kulturą europejską.

W zasadzie strasznie szkoda, że Bobkowski zrezygnował ze swoich – zgodnych z duchem epoki i z europejskim dyskursem międzywojennym – nieprzychylnych ocen USA. W rękopisach porównywał ZSRR i USA. Uznawał je za dwa zagrożenia dla starej Europy. Wykazywał wspólne cechy dwóch  materialistycznych systemów dążących do zmaszynowienia człowieka i przeciwstawiał je duchowemu podejściu europejskiemu, stawiającemu na piedestale jednostkę. Pisał z pogardą o technicznym intelekcie bez serca, o mentalności każącej postrzegać dom jako maszynę do mieszkania. W Szkicach jest inaczej: nie wykazuje już Bobkowski podobieństw między ZSRR i USA, lecz – zgodnie z zimnowojenną logiką – przeciwstawia je sobie, a w amerykańskim umaszynowieniu życia widzi nie tyle zagrożenie dla człowieczeństwa, co – poezję. Dziś byłby pewnie jeszcze aktualniejszy, gdyby nie uległ dyskursowi zimnowojennemu.

4.

Główny zarzut, jaki stawia Łukasz Mikołajewski: antysemityzm. Do tej pory udawało się Bobkowskiemu uniknąć tego oskarżenia. Dlaczego? Przede wszystkim dlatego, że brak było twardych dowodów „na papierze”, ale również dlatego, że badacze wykazywali się dużą przychylnością w stosunku do Autora. Gdyby chcieli, zebraliby poszlaki i powiedzieli: „możliwe, że autokreacja Bobkowskiego dotyczy również jego stosunku do Żydów, który w rzeczywistości mógł być mniej przychylny, niż wynika to ze Szkiców„.

Jakie to poszlaki? Dla mnie przede wszystkim listy Bobkowskiego do Jerzego Giedroycia (pisząc o ich korespondencji zwracałem uwagę, że Żydzi mogliby uznać Bobkowskiego za antysemitę), w których opisuje Bobkowski swoje kontakty z Żydami w Gwatemali, a więc już po wojnie. Jeśli po wojnie, gdy nie było już wątpliwości, jaki los spotkał Żydów, Bobkowski w prywatnej korespondencji wyrażał się o Żydach z przekąsem, to tym bardziej można było zadać sobie pytanie, co prywatnie myślał o nich w czasie wojny.

Inne wskazówki daje mimochodem Łukasz Mikołajewski. Oto fragment z tekstu Andrzeja Chciuka opublikowanego w 1962 w londyńskich „Wiadomościach”: Wiem skądinąd, że Andrzej oddał znaczne usługi Resistance przy wyrabianiu fałszywych papierów, a sam, choć raczej niechętny Żydom, uratował kilkunastu (za: Mikołajewski 2011: 128). Interpretatorzy tego fragmentu pomijali z reguły niechęć i wskazywali na to, że uratował.

Kolejna sprawa to fragment z Nekyii, opowiadania Bobkowskiego opublikowanego w 1947 roku w „Kulturze”: Pałac ten kupił w roku 1722 Samuel Bernard. Wtajemniczeni twierdzą, że to bardziej p. Samuel miał prawo powiedzieć l’Etat c’est moi aniżeli Ludwik XIV. Mieli oni między sobą jakieś poważne rozrachunki i podobno Król-Słońce tkwił mocno w kieszeni M. Bernard. Ano – oni wtedy nie przenieśli się jeszcze do Ameryki… (za: Mikołajewski 2011: 124). To jest fragment bardzo ważny, bo pokazuje, że Bobkowskiemu nie było obce myślenie zakulisowe (o władcy, który nie jest niezależny, bo rządząc musi uczynić zadość tym, którym jest coś winien) oraz spiskowe (o Żydach, którzy władali Europą, ale przepędzeni z niej przez nazizm – uciekli do USA i teraz rządzą światem zza oceanu).

Na koniec wymieniania poszlak fragment ze Szkiców: Zawsze go drażnię, bo nie lubię karpi. Ten jest jak ospały bankier, a resztki złotych łusek połyskują mu na brzuchu niby breloki na kamizelce (za: Mikołajewski 2011: 125). Niby nic, ale gdy czytałem ten fragment kilka lat temu w Szkicach, od razu przypominały mi się karykatury grubych żydowskich bankierów z brelokami na kamizelkach, choć nigdy koneserem takich obrazków nie byłem. Naiwnością byłoby sądzić, że w porównaniu Bobkowskiego ów bankier nie jest Żydem.

Podsumowując wątek poszlak, należy stwierdzić, że badacze woleli brać za dobrą monetę to, co o Żydach pisał Bobkowski w książkowej edycji Szkiców, niż domyślać się tego, co mógł zapisać w rękopisach. Dlatego też zarzut antysemityzmu w stosunku do Bobkowskiego nie był do tej pory poważnie stawiany. Poniekąd słusznie, bo biorąc pod uwagę znikome ku temu powody, zakrawałoby to na paranoję.

5.

Dostęp do rękopisów daje Mikołajewskiemu możliwość przedstawienia twardych dowodów na to, że pójście tropem poszlak nie sprowadziłoby nas kompletnie na manowce. Poniżej trzy cytaty z rękopisów:

…co do jednego Europa nie powinna się mylić: że pomimo wszelkich różnic, Ameryka nie jest niczym innym, jak tylko zamorską filją żydów europejskich – tych z Bełza, Rzeszowa i Tarnopola. To jest okropne – i niebezpieczne. Kiedy się czyta o tych Morgenthauach, Borahach, Lippomanach i dziesiątkach, innych otaczających właśnie Roosevelta, to zimno się robi (za: Mikołajewski 2011: 120).

Piszę co najmniej jak Goebbels, ale co gorsze, że coraz bardziej wierzę iż der internatzionale Jude, że ten żyd anglo-amerykański jest tak samo zabójczy, jak tratujący nas w tej chwili Aryjczyk (za: Mikołajewski 2011: 120).

Poza tym wojna z Ghettem warszawskim. A to się żydy postawiły. Niesamowite. Smutne w tym jest tylko to, że zniszczenie małego żyda nie rozwiązuje problemu. Problem pozostaje zawsze ten sam, dokąd pozostaje wielki żyd u steru gospodarki światowej. Każdy banknot St. Zjedn. nosi podpis Morgenthau’a. Coraz wyraźniej przebija w tej wojnie walka wielkiego żyda o dalszą supremację nad światem (za: Mikołajewski 2011: 122).

A więc nie był Bobkowski aż tak wyjątkowy, jak sugerowałyby Szkice. I jego myślenie było obciążone językiem oraz argumentami typowymi dla antysemickich kampanii z okresu Dwudziestolecia. O ile jeszcze podczas wojny używał w stosunku do Żydów takich określeń jak bakcyl destruktu, czy przeklęte plemię Judy, o tyle po wojnie zredagował Szkice tak, aby ustawić siebie poza szeregiem, zażenowanych swoją wcześniejszą postawą, europejskich intelektualistów. Udawał, że już w czasie wojny używał języka, jakiego Europejczycy zaczęli używać dopiero w latach 50., to znaczy języka uznającego Żydów za współbraci, drożdże i najbardziej wartościowy element cywilizacji europejskiej. Tak jednak nie było. I o tym należy pamiętać.

Łukasz Mikołajewski stwierdza, że zapewne Bobkowski nigdy (s. 123) nie życzyłby sobie, aby upubliczniono jego notatki o Żydach w takiej postaci, jak zaprezentowana powyżej. Nie zmienia to faktu, że myślał tak, jak myślał i aby uniknąć wstydu (a może nawet – aby móc w ogóle istnieć w środowisku paryskiej „Kultury”), musiał po wojnie dokonać „operacji na pamięci”.

6.

Wątek antysemityzmu Bobkowskiego to najważniejsza część artykułu. Łukasz Mikołajewski uzasadnia to twierdząc, że właśnie stosunek do Żydów stanowi najbardziej wyrazistą różnicę pomiędzy obiema wersjami tekstu (s. 121). Myślę, że wybrane przeze mnie cytaty nie pozostawiają wątpliwości, że tak faktycznie jest. Mam jednak wrażenie, że Mikołajewski stara się trochę za bardzo osiągnąć cel, jaki formułuje w ostatnich zdaniach artykułu: Znajdując tego typu zdania w rękopisie słynnej książki, stajemy przed pytaniem: co z nimi zrobić? Odłożyć i przemilczeć, uznając za eksces nieostrożnego języka? Czy też wywołać dyskusję i upublicznić, jaskrawo podkreślając rysy na ładnej, chętnie powtarzanej legendzie? (s. 128). Mikołajewski bardzo chce wywołać dyskusję. Tak bardzo, że czasem przesadza w ocenie antysemityzmu Bobkowskiego.

W tekście przywołuje Mikołajewski taki fragment ze Szkiców: Jeszcze w 1940 roku stałem raz w ogonku z jakimś znajomym i mówiłem po polsku. Stojąca obok nas Żydówka spojrzała na nas z nienawiścią i powiedziała: „Prawda jak U NAS we Francji dobrze? Ale Polski, proszę pana, to już nie będzie”. Dla Mikołajewskiego nie jest to przykład antypolonizmu rzeczonej Żydówki, lecz jedynie przykład złożonej natury antagonizmów polsko-żydowskich (s. 122). Opinie Bobkowskiego nie są jednak dla Mikołajewskiego emanacją złożonej natury antagonizmów polsko-żydowskich, lecz skrajnym antysemityzmem (s. 123).

Nawet jeśli uznamy, że polskiemu antysemityzmowi nie należy się taka wyrozumiałość, na jaką może liczyć żydowski antypolonizm, to i tak powinniśmy zastanowić się nad poziomem skrajności antysemityzmu przypisywanym Bobkowskiemu przez Mikołajewskiego. Czy rzeczywiście był on tak skrajny w swoich opiniach? Czy był Bobkowski zwolennikiem Ostatecznego Rozwiązania? Czy był aktywnym uczestnikiem nagonek na Żydów? Nic na to nie wskazuje. Większość antysemickich cytatów (podkreślmy: prywatnych, pisanych na gorąco, czasem w reakcji na przejawy żydowskiego antypolonizmu, jak w przypadku ww. zapisu wspominającego 1940 rok), jakie przywołuje Łukasz Mikołajewski koncentruje się na zagadnieniu silnej pozycji ekonomicznej Żydów, ekskluzywności ich kultury i mocy norm wzajemności. Problem w tym, że Bobkowski wypowiada te uwagi nie tyle językiem bezstronnego zainteresowania obyczajami i historią Żydów, ile – prymitywnym językiem niechęci do nich. Tak, to był antysemityzm, ale nie przesadzajmy w ocenie jego skrajności.

Inny fragment z tekstu Mikołajewskiego: Pod datą 1 czerwca 1942 roku Bobkowski pisze o rozporządzeniu nakazującym wszystkim Żydom przebywającym we francuskiej strefie okupowanej noszenie na ramieniu opasek z gwiazdą Dawida. W obu wersjach tekstu Bobkowski odnotowuje, że Żydzi mają otrzymać opaski „na swoich komisariatach policji oddając w zamian po dwa punkty ze swoich kart tekstylnych”. W „Szkicach” komentuje to zdaniem: „Te dwa punkty z kart tekstylnych doprowadziły mnie do stanu graniczącego z szałem”. W wojennym notatniku zaś: „Te dwa punkty, to już takie przyciśnięcie paznokciem, jak przy zabijaniu wszy” (s. 121).

Dalej twierdzi Mikołajewski, że Bobkowski odniósł się więc w zeszycie do dyrektywy z obojętnością (s. 121). Myślę, że to przesada. Myślę, że w tym nieszczęsnym porównaniu sytuacji Żydów do sytuacji miażdżonej paznokciem wszy da się dostrzec coś więcej niż obojętność. Nie jest to Bobkowski współczujący, jakiego znamy ze Szkiców, ale nie jest w mojej opinii obojętnym zwrócenie uwagi na wielką nierówność w układzie sił i na to, że Żydzi stoją na straconej pozycji. A już na pewno ten fragment nie upoważnia Łukasza Mikołajewskiego do stwierdzenia: Z roli „bakcyla destruktu” i „wszy”, znanych z wojennych notatek… (s. 127), a więc – do stwierdzenia, że Bobkowski wypowiedział gdzieś zdanie będące ekwiwalentem stwierdzenia „Żydzi to wszy”. O ile wykazał Mikołajewski, że Bobkowski mówił o Żydach posługując się zwrotem bakcyl destruktu, o tyle nie zaprezentował fragmentu, w którym Bobkowski stwierdza „Żydzi to wszy”, a jedynie pokazał fragment, w którym sytuację Żydów porównuje Bobkowski do sytuacji wszy. To nie to samo.

Zdaję sobie sprawę z bezcelowości bronienia kogokolwiek przed zarzutem antysemityzmu, ale zdaję sobie też sprawę z wielkiej mocy, jaką ma taka stygmatyzacja, dlatego też zalecam czytelnikom tekstu Łukasza Mikołajewskiego lekturę uważną i raczej niepotrzebną ostrożność niż nadmierną gorliwość w ocenie tego, jak skrajny był „skrajny antysemityzm” Andrzeja Bobkowskiego.

7.

W przeciwieństwie do Łukasza Mikołajewskiego za najciekawsze w jego tekście uznaję zagadnienie wielkiej zmiany społecznej, która spowodowała trzęsienie ziemi w postrzeganiu świata oraz rzeczywistości kulturowej i politycznej. Sam Mikołajewski pisze o tym we fragmencie, zaczynającym się od spisu książek, w których zaczytywał się Bobkowski. Były to intelektualne płody

…autorstwa wspomnianego już Andre Siegfrieda; włoskiego liberała i historyka starożytnego Rzymu – Guglielma Ferrera; niemieckiego pamflecisty piszącego o Francji – Friedricha Sieburga; nade wszystko zaś [dzieła] największego autorytetu Bobkowskiego, stylizującego się na mędrca i znawcę wszystkich kontynentów – Hermanna Keyserlinga. Liczne odwołania do tych pisarzy w „Szkicach”, dodane nieraz także po wojnie, potwierdzają, że pozostali oni ważni dla Bobkowskiego również w czasach, gdy stracili swoją wcześniejszą popularność. Ich niegdyś wpływowe rozmyślania raziły teraz zwolenników sojuszu atlantyckiego (nie mówiąc już o adeptach marksizmu), zaś ich górnolotne uogólnienia na temat kontynentów i cywilizacji za bardzo kojarzyły się z minioną fazą europejskiego kolonializmu, a śmiałe analogie klasyczne w powojennej rzeczywistości brzmiały pretensjonalnie i nietrafnie (s. 118-119).

I choć to temat wychodzący daleko poza wątek Szkiców piórkiem, to właśnie kwestia wielkiego przesunięcia warunków kulturowych, społecznych i politycznych, sprawa upadku autorytetów i pojawiania się nowych, zmuszająca do reinterpretacji własnej przeszłości, jest dla mnie kluczem do poprawnego rozumienia Szkiców. Kwestia antysemityzmu może być „jaskrawa”, ale dla mnie jako czytelnika, nie decydująca o sposobie odczytania Szkiców.

8.

A zatem – czego nowego dowiadujemy się o Andrzeju Bobkowskim i o Szkicach piórkiem? Po pierwsze, że faktycznie posiadał spory proroczy zmysł, choć dzięki pominięciu pewnych fragmentów i przeformułowaniu innych, czytelnik książkowej wersji Szkiców może tę zdolność Bobkowskiego przecenić. Po drugie, że stosunek Bobkowskiego do ZSRR, USA, Europy i kultury wysokiej oraz masowej był dużo bardziej skomplikowany i uzależniony od kontekstu historycznego, niż mogłoby się wydawać komuś, dla kogo pisma Bobkowskiego sprawiają wrażenie intelektualnego monolitu. Po trzecie, że nie ustrzegł się Bobkowski największego przekleństwa swoich czasów: antysemityzmu. Po czwarte – i to jest mój wniosek – że Szkiców piórkiem nie należy czytać jak dziennika z czasów wojny, lecz raczej jako książkę-narzędzie, zaprzęgające do pracy odpowiednio przykrojoną przeszłość i pozwalające Bobkowskiemu tworzyć swój wizerunek na nowe, zimnowojenne czasy.

Choć uważam, że Łukasza Mikołajewskiego trochę poniosło przy opisywaniu kwestii antysemityzmu, to z całą pewnością napisał on ważny tekst. Każdy czytelnik Bobkowskiego powinien się z nim zapoznać i wyciągnąć z niego wnioski. I obserwować debatę, bo zapewne nie odbędzie się bez odpowiedzi ze strony innych badaczy twórczości Bobkowskiego.

Na koniec stawia Mikołajewski pytanie: „co z tym zrobić?”. I choć chodzi mu tylko o problem antysemityzmu – ja patrzę na to pytanie w kontekście całego jego tekstu. I dlatego odpowiadam: nie widzę innej możliwości niż tylko zaakceptować, starać się zrozumieć, nie zapomnieć i – nadal cieszyć się Szkicami oraz fenomenalnym pisarstwem zawartym na ponad 500 stronach tej książki. Pisarstwem, którego urok wykracza daleko poza sporne fragmenty i wydaje się być ponadczasowy (w przeciwieństwie do ocen kwestii politycznych i modyfikacji nastawionych na wpisanie się w powojenny dyskurs).

2 thoughts on “Rękopis prawdę ci powie. Bobkowski i „operacje na pamięci”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s