Apokalipsa jako rodzinna majówka

Podążając za Andrzejem Bobkowskim, jednym z moich literackich kompanów podróży, przeczytałem Płomień i lód, autobiografię Artura Koestlera (2009). Płomień i lód obejmuje okres od narodzin Koestlera w 1905 roku do 1940, kiedy uciekał z Francji przed wkraczającymi do kraju Niemcami. Czytelnicy Szkiców piórkiem dostrzegą od razu: ucieczka na południe Francji otwiera przygodę Bobkowskiego opisaną w wojennym dzienniku. Co wynika z porównania tych relacji? Otóż, klimat exodusu Francuzów na południe obaj pisarze oddali bardzo podobnie. Piękne dni, zielone łąki, gry i zabawy, rozpromienione twarze szczęśliwych dzieci. Koestler określił beztroskę Francuzów tak: „Apokalipsa jako rodzinna majówka” (s. 411). Podobnego uczucia doznaję zawsze, gdy włączam telewizor.

Inna kwestia: od niedawna jesteśmy już pewni, że Bobkowski po wojnie dokonał wielu modyfikacji w Szkicach nim zostały one wydane. Między innymi zmienił wydźwięk swoich notatek o Związku Radzieckim. Czytelnikom Szkiców wydaje się, że był Bobkowski nieprzejednanym krytykiem sowieckiego kopca termitów. Był krytykiem, owszem, był nieufny, jak najbardziej – ale miał wątpliwości. Koestler, w latach trzydziestych komunista i agent Kominternu, porównuje ówczesną sytuację na Zachodzie i w ZSRR, żeby pokazać, że powodów do wątpliwości ówcześni mogli mieć sporo:

Na Zachodzie panowało masowe bezrobocie, w Rosji brakowało rąk do pracy. Na Zachodzie ciągłe strajki i niepokoje społeczne groziły w niektórych krajach wybuchem wojny domowej; w Związku Sowieckim, gdzie wszystkie fabryki należały do ludu, istniało socjalistyczne współzawodnictwo robotników sprzyjające wzrostowi produkcji. Na Zachodzie anarchiczna zasada laissez-faire pogrążała system kapitalistyczny w chaosie i kryzysie; w Rosji pierwsza pięciolatka w zawrotnym tempie przeobrażała najbardziej zacofany kraj Europy w najbardziej rozwinięty” (s. 97).

Oczywiście, ani nie są to jedyne argumenty przemawiające na korzyść bądź to zauroczonych komunizmem, bądź przynajmniej niezdecydowanych, ani też nie są doskonale trafne. Gdyby tak było, należałoby się spodziewać, że każdy obywatel zagranicznego państwa, który usłyszy, że Polsce wzrosło PKB a innym nie – zechce być Polakiem. Albo że niedługo wszyscy zapragniemy być Chińczykami (kto wie!). Warto jednak mieć te argumenty w głowie, gdy staramy się zrozumieć kogoś, kto w latach 30. ubiegłego wieku dumał nad tym, co dziś dla wszystkich jest takie oczywiste (choć może niekoniecznie dla wspomnianych Chińczyków).

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s