Czy to ptak? Czy to samolot? Nie, to superbankier!

J.P. Morgan (fot. Eduard Steichen, 1903; źródło: commons.wikimedia.org)

Jestem świeżo po lekturze Wojny o pieniądz Songa Hongbinga, więc kiedy zauważyłem w Polityce artykuł o J.P. Morganie, kryzysie 1907 r. i powstaniu banku Rezerwy Federalnej – ochoczo zabrałem się za lekturę.

Nim przejdę do artykułu autorstwa Piotra Tarczyńskiego, jeszcze słowo o książce Songa Hongbinga. Krytykowałem ją już wcześniej za spiskowy język. Można jej też zarzucić kastrowanie historii ze złożoności i monokauzalizm w interpretowaniu zjawisk. Przyjmując optykę Hongbinga, na każdy kryzys gospodarczy, konflikt wojenny i przewrót polityczny należy patrzeć z perspektywy reżyserujących te wydarzenia elit finansowych, które spieniężają wszystkie ludzkie i państwowe nieszczęścia. Hongbing patrzy na świat wielkiej finansjery bez złudzeń, bez dobrotliwej otoczki. Zupełnie pomija zapędy filantropijne. Nigdy nie doszukuje się dobrej woli ze strony swych jednoznacznie negatywnych bohaterów. Bankierzy to dla niego krwiopijcy, knujący jak zakuć w dyby wiecznego zadłużenia całe państwa i społeczeństwa.

Teraz spójrzmy na tekst Piotra Tarczyńskiego. Oczywiście, od razu możemy zakładać, że daleko mu będzie do perspektywy Hongbinga. Pytanie tylko – jak daleko.

Tarczyński zaczyna od pokazania J.P. Morgana jako wytrawnego bibliofila, gromadzącego starodruki, rękopisy, inkunabuły (w tym egzemplarze Biblii Gutenberga), szkice (m.in. Leonarda da Vinci, Michała Anioła oraz Dürera) i pieczęcie cylindryczne z Mezopotamii. Dla mnie taki framing Morgana jest jednoznacznie pozytywny: lubię ludzi, którzy gromadzą mniej lub bardziej cenne papierzyska. Gdybym to jednak ja był autorem tego artykułu, przedstawiłbym czytelnikom inną ramę. Opowiedziałbym mianowicie, jak to młody J.P. Morgan, który sam wywinął się od służby w wojsku podstawiając opłaconą osobę (podobnie zrobili John D. Rockefeller, Andrew Carnegie, czy James Mellon), odkupił od arsenału armii pięć tysięcy uszkodzonych strzelb za kwotę 3.50$/sztuka i odsprzedał wojsku na froncie za cenę 22$/sztuka. Przy wystrzale strzelby wybuchały i urywały kciuki strzelcom (por. Zinn 2001: 255).

W artykule Piotra Tarczyńskiego J.P. Morgan objawia się nam jako bibliofil, więc od pierwszego akapitu nawiązana zostaje nić sympatii. W dalszej części artykułu Morgan staje się też bohaterem, który uratował kraj przed katastrofą gospodarczą. Tarczyński wspomina co prawda tu i ówdzie, że J.P. Morgan nie zawsze zachowywał się należycie, bezwzględnie zwalczając konkurencję oraz knując i manipulując w celu zdominowania rynku (s. 61), ale kończy artykuł stwierdzając, że Morgan uważał, że większy majątek oznacza także większe obowiązki, toteż przekonał (a raczej: zmusił) innych czołowych bankierów do wzięcia odpowiedzialności za powstały kryzys (s. 63).

Nie zagłębiam się tu w szczegóły kryzysu 1907 r. Powiem tylko, że dla Hongbinga kryzys ten to jedna z intryg finansistów mająca na celu zmuszenie USA do stworzenia prywatnego banku Rezerwy Federalnej, który faktycznie powstał w 1913 r. i jest – według Hongbinga – narzędziem pozwalającym bankierom utrzymywać rząd i społeczeństwo w stanie ciągłego zadłużenia, od którego trzeba wiecznie spłacać odsetki. Z kolei u Tarczyńskiego ten sam kryzys jest – zażegnanym dzięki obywatelskiej postawie bankierów – przypadkowym wydarzeniem, które uświadomiło wszystkim, że bank Rezerwy Federalnej jest niezbędny, bo nie tylko gromadziłby tak potrzebne rezerwy i dbał o elastyczność waluty, ale też dałby rządowi instrument nadzoru nad nieuregulowanym sektorem finansowym (s. 63). Są to więc dwie przeciwstawne interpretacje. W jednej Fed to kajdany wiecznego długu narzucone społeczeństwu i rządowi przez elity finansowe. W drugiej Fed to niezbędna struktura pozwalająca rządowi kontrolować bankierów i walutę.

Nie umiem rozstrzygnąć, która z tych interpretacji jest prawdziwa (lub przynajmniej prawdziwsza, cokolwiek miałoby to znaczyć). Zastanawiam się jednak, czyja optyka – Hongbinga czy Tarczyńskiego – jest poznawczo bardziej owocna i lepiej nadająca się jako baza do podejmowania decyzji.

W wyniku kryzysu 1907 roku firma U.S. Steel należąca do J.P. Morgana przejęła za bezcen swojego największego konkurenta, firmę Tennessee Coal, Iron and Railroad Company (TCI). Dla Hongbinga sprawa jest jasna: J.P. Morgan przyłożył rękę do wywołania paniki na giełdzie m.in. po to, by wymusić na – przeciwnemu monopolom – prezydencie USA zgodę na przejęcie doprowadzonego do progu bankructwa TCI. Gdyby przyjąć perspektywę Tarczyńskiego, widzielibyśmy J.P. Morgana, który – nie zważając na własne finansowe straty – ratuje gospodarkę przed kryzysem, u prezydenta pojawia się jako petent i nie zmusza go szantażem, lecz prosi o zgodę, a swojego konkurenta, tj. TCI, łaskawie, dla dobra gospodarki, godzi się wziąć pod skrzydła U.S. Steel.

Hongbingowi jego optyka pozwoliła przewidzieć kryzys z 2008 roku. Czy Piotr Tarczyński byłby w stanie to powtórzyć, gdyby postrzegał rzeczywistość wedle dobrotliwych założeń, jakie można wywnioskować z jego artykułu? Chyba nie. Albo inaczej: gdybym miał więcej pieniędzy niż mam – czy powinienem obmyślać moją strategię inwestycyjną myśląc jak Hongbing, czy jak Tarczyński? Po namyśle wybrałbym jednak „chińską myśl ekonomiczną”.

Tarczyński, Piotr. 2012. Spisek w bibliotece, „Polityka” nr 7/2012, s. 60-63.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s