Laboratorium jako wynalazek

Mała aktualizacja do notki o tym, że produkty nauki kosztują podatników/klientów coraz więcej, ich wytwarzanie trwa coraz dłużej, ryzyko ich stosowania jest coraz wyższe a korzyści płynące z ich stosowania są coraz bardziej wątpliwe. Podstawą notki był tekst Jonaha Lehrera i teza, że tradycyjna, redukcjonistyczna metodologia nie daje narzędzi pozwalających na produkcję wiedzy umożliwiającej następnie zaawansowane ingerencje w złożone systemy takie jak ludzkie ciało, ludzki mózg czy społeczeństwo.

Laboratoriach w działaniu Łukasz Afeltowicz stwierdza w Latourowskim duchu, że naukowcy nie tyle poznają niezależny od ich zabiegów świat, co aktywnie go modyfikują, aby stworzyć przestrzeń dla swoich wytworów… (2011: 175). Klasyczny przykład, omawiany również przez Łukasza Afeltowicza: aby szczepionka Pasteura mogła zadziałać i uratować bydło przed wąglikiem, nie wystarczyło tylko zaszczepić zwierząt. Niezbędne było również zamienienie brudnych gospodarstw hodowlanych w sterylne quasi-laboratoria. W przeciwnym razie brak było warunków, w których zaszczepienie bydła mogłoby przynieść pożądany skutek.

Do czego zmierzam? Otóż do tego, że opowieść Lehrera należy uzupełnić wnioskami z lektury książki Łukasza Afeltowicza. W obliczu złożonych systemów zawodzi nie tylko metoda naukowa służąca do generowania wiedzy, jak sugeruje Lehrer. Niemożliwe/trudne do zastosowania są również praktyki upodabniania otoczenia do warunków, w których wiedza ta może być wytwarzana i aplikowana (taki wniosek możemy wyciągnąć z lekturyLaboratoriów w działaniu).

Nie możemy trzymać tysięcy mózgów w słoikach i testować jak reagują na różne bodźce. Nawet gdybyśmy mogli – zdobyta w ten sposób wiedza nie dałaby się zaaplikować do żywych ludzi, bo mózg w głowie, połączony z ciałem, funkcjonuje w innym środowisku niż mózg w słoiku. O ile dziewiętnastowieczne gospodarstwo hodowlane dało się stosunkowo łatwo upodobnić do warunków panujących w laboratoriach, to człowieka trudniej byłoby zmodyfikować na podobieństwo bezcielesnego słoika. Z tej perspektywy nie dziwi fakt, że – jak podaje w swoim tekście Lehrer – korporacje farmaceutyczne ograniczają badania nad mózgiem.

Jeszcze skromniejsze możliwości mają socjologowie, bo ich obiekt badań może reagować refleksyjnie zarówno na zabiegi badawcze jak i na zabiegi manipulowania przy otoczeniu w celu zapewnienia podstawowych warunków do wytworzenia pożądanego efektu. Dlatego trudniej generować wiedzę/narzędzia i trudniej zakładać, że w rzeczywistym świecie – nawet dostosowanym do „naukowych zabiegów” w wyniku wdrażania programów społecznych – zadziałają one zgodnie z planem.

Zostawiając nauki społeczne na boku, warto jeszcze zadać następujące pytanie: czy więcej zawdzięczamy Metodzie dającej wiedzę o związkach między zjawiskami czy Laboratoryzacji dostosowującej otaczający nas świat do wymogów technologii? To pytanie stawia też Łukasz Afeltowicz: czy to medycyna, czy też higiena ze swoim podejściem opartym na heurystyce laboratoryzacji świata w większym stopniu odpowiada za znaczące wydłużenie ludzkiego życia i ogólną poprawę stanu zdrowia społeczeństwa (2011: 173). Odpowiedź znajdujemy u Lehrera: według szacunków Centers for Disease Control and Prevention, w XX wieku średnia długość życia Amerykanów wydłużyła się o około 30 lat. Z tej liczby 25 lat zawdzięczają Amerykanie dwóm zwyczajnym zabiegom: poprawie czystości wody pitnej i poprawie warunków sanitarnych.

Jaki z tego wniosek? Laboratorium samo w sobie to wynalazek ważniejszy niż wynalazki, jakie się w laboratorium wytwarza.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s