Historia amsterdamskiej tułaczki

Amsterdam. W jednym z podlejszych hostelików w mieście, położonym tuż przy obwodnicy, poznaję Saifa, świeżo upieczonego inżyniera z Omanu. Obydwaj ledwo przyjechaliśmy. Pytam się go o pierwsze wrażenia. Amsterdam? Zwykła portowa wioska. Dużo bardziej podobało mi się w Pradze. Saif pochodzi z przybrzeżnego miasta położonego nieopodal Maskatu, więc pewnie zna się na portowych wioskach. Nie wiem tylko, czy którakolwiek z tych mieścin może dorównać Amsterdamowi pod względem bogactwa, które – warstwa po warstwie – osadzało się tu przez stulecia. Wszystkie ulice – od Prins Hendrikkade po Leidseplein i od Prinsengracht po Mauritskade – są sute i skończone. Nie trzeba tu już przesuwać ani kamienia.

W naszej nędznej norze pojawia się Zeirko, Serb z Bośni i Hercegowiny, w latach 90. żołnierz. W wojnie stracił trzyletniego syna i – o mały włos – nogę. Niedługo później rozwiódł się z żoną. Teraz ma żonę muzułmankę i dwójkę dzieci. Do Amsterdamu przyjechał w poszukiwaniu pracy. Całe dnie spędza chodząc po niezliczonych knajpach i restauracjach; właśnie ma przerwę między kursem porannym i wieczornym. Pracy od ręki nie dają, więc – gdzie tylko może – zostawia karteczkę ze swoim nazwiskiem i numerem telefonu. Poza swoją historią prawie nie ma bagażu.

Pod wieczór przybywa John z Tanzanii. Rozmawiam z nim trochę, zaprasza mnie do swojego kraju, zapewnia, że z lokalsem u boku to będą najtańsze wakacje mojego życia. No, może poza przelotem. Pytam o cel jego przyjazdu do Amsterdamu, ale John unika odpowiedzi. Kiedy później zauważam, że śpi w garniturze i kurtce, rezygnuję z drążenia tego tematu.

Kilka dni później ląduję u Chrisa, Holendra robiącego doktorat z biomechaniki. Finał Euro 2012 oglądamy razem. Ponieważ komentatorzy mówią po holendersku, Chris zapewnia mi własny, anglojęzyczny komentarz. Tyle że cały czas mówi o mięśniach zawodników, posługując się przy tym fachową terminologią. Mam wrażenie, że lepiej rozumiem piłkarski holenderski niż mięśniowy angielski. Ale dosyć o piłce, bo Chris mieszka w ciekawym miejscu: jest to blokowisko przeznaczone do rozbiórki. W sąsiedztwie dominują ciemnoskórzy mieszkańcy. Wodę kupuję w sklepie przy tureckim meczecie, a sobotnie zakupy robię na iście marokańskim targowisku.

Od Chrisa trafiam do hostelu położonego w klubowym centrum miasta: Leidseplein. To miejsce również nie grzeszy standardem – w ogóle nie ma tu pościeli. Moi współlokatorzy: Adam, Irlandczyk handlujący prochami w Londynie; dwie Niemki tuż po maturze, jedna rozemocjonowana, bo ktoś dał jej resztkę wora do spalenia, a druga zdegustowana uprzedmiotowieniem kobiet z dzielnicy czerwonych latarni; a także dwóch młodych Austriaków, jeszcze w fazie małpiej, przekonanych, że marzę aby dołączyć do nich i udać się na tournée po okolicznych klubach.

U Brama śpię tylko jedną noc. Rozmowa długa i ciekawa. Nad ranem, tuż przed wyjściem, czytam o Regule Pauliego w książce stanowiącej wprowadzenie do fizyki kwantowej. Książka stała na półce tuż obok Freedom Franzena, choć Bram jest psychologiem pracującym na stanowisku statystyka w holenderskim GUS-ie.

Lokum zmieniam jeszcze kilkakrotnie: dwa inne mieszkania, dwa inne hostele. Generalnie zasada jest prosta: im biedniej, tym ciekawiej.

4 thoughts on “Historia amsterdamskiej tułaczki

  1. Jak dla mnie jesteś gitem…ja osobiście chyba bym nie potrafił jechać gdzieś tam i spać w byle jakich warunkach i bujać się od hostelu do hostelu:) wiem, że przygody z takich miejsc są bezcenne, ale mimo wszystko podziwiam Cie za to:) fajnie, że w końcu coś napisałeś:)

    1. Ja też zwykle nie podróżuję w ten sposób, ale po pobycie w Amsterdamie stwierdzam: da się :) To znaczy: można jechać gdzieś tam z zabookowanym hostelem na pierwsze trzy dni, a później tułać się od przypadku do przypadku przez kolejne dwa tygodnie. Ja miałem średnią 2 noce w jednym miejscu. Co ciekawe, raz spotkałem kogoś, kto spotkał w innym hostelu osoby, które ja spotkałem w jeszcze innym miejscu :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s