***

Paryż. Wszyscy Francuzi, których bliżej poznałem to fantastyczni, sympatyczni, otwarci ludzie. Można z nimi jeść ślimaki, pić wino do rana, spać na ich materacach, próbować rozmawiać po rosyjsku, planować wspólne otwarcie hotelu w Los Angeles. Ale jako masa, jako nacja, w powierzchownym kontakcie mają w sobie to ciche poczucie wyższości, unoszące się na powierzchni krótkich wzrokowych kontaktów i drobnych gestów. Aby dojść do źródła tych niesympatycznych emocji, aby dotrzeć do podstaw tych wibrujących zaszłości, aby zgłębić przyczyny tego poczucia prymatu, należy w towarzystwie Francuza zacząć wychwalać Anglików. Za ich politykę, za ich kulturę, za cokolwiek. Wtedy Francuz się otworzy, objawi dokuczające mu zawistności, naświetli powody swej awersji do wszystkich barbarzyńców międlących angielskie słowa na francuskiej ziemi. A więc – co tak uciąga te twarze? Nie tylko – coraz słabsze? – przekonanie o promieniowaniu własnej kultury, ale również kompleks: kompleks zwycięskiego Anglika.
Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s