Polityka bez sentymentów. Przypadek Leopolda II

Duch króla Leopolda. Absolutny must read dla każdego, kto chciałby zrozumieć jak to się mogło stać, że człowiek, który zarządzał zagładą 8 milionów rdzennych mieszkańców Konga, mógł jednocześnie być honorowym przewodniczącym Towarzystwa Opieki nad Tubylcami, brytyjskiej organizacji praw człowieka.

Karykatura z 1908 roku. Leopold II przekonuje Wuja Sama, że dostarczy mu tyle gumy, ile tylko będzie potrzeba, aby uelastycznić jego sumienie. Z tyłu: drzwi do Konga z napisem „opinii publicznej wstęp wzbroniony” (via Wikipedia Commons).

Kunszt pracy Hochschilda polega na tym, że pokazuje całą cywilizacyjną machinę, którą Leopold II, belgijski król, musiał wprawić w ruch, aby zdobyć kolonię w Afryce. Niezbędni byli odważni, pozbawieni skrupułów odkrywcy-podróżnicy, gotowi puszczać z dymem całe wioski i zmuszać wodzów do zrzekania się ziem na rzecz Leopolda. Przewodził im Henry Morton Stanley – ten sam, który kilka lat wcześniej odnalazł w dżungli Davida Livingstone’a. Misje Stanley’a były możliwe między innymi dzięki wynalazcom, takim jak Sir Hiram Stevens Maxim, który dostarczał karabiny maszynowe. Te urządzenia opiewali i uprawomocniali poeci pisząc: Choćby i coś nam poszło źle, mamy maxima, a oni nie! (s. 117). Oczywiście kluczowe było wojsko i urzędnicy. Wspólnymi siłami zaprowadzili rządy terroru, dławili niezliczone rebelie, przeprowadzali konfiskaty, ogłaszali stany wyjątkowe na terenach, które trzeba było szybko obrabować.

Równie ważne – a z perspektywy rozumienia otaczającego nas świata: kluczowe – były działania podejmowane w Europie i USA. Najznamienitsi geografowie uczestniczyli w konferencjach mających na celu rozrysowywanie granic na mapach Afryki. Prawnicy z Oksfordu przedstawiali uczone opinie wspierające zasadność podpisywania traktatów z wodzami plemion. Bankierzy tak dysponowali funduszami Leopolda, aby nie było wiadomo, że to on stoi za rzekomo neutralnymi organizacjami, takimi jak Komitet do Zbadania Górnego Konga. Dyskretnie opłacani dziennikarze publikowali artykuły chwalące filantropijną działalność króla. Lobbyści zabiegali o poparcie Kongresu USA dla roszczeń Leopolda w Kongu. Fikcyjne stowarzyszenia budowały mylne wrażenie, że celem działań Leopolda jest otwarcie Konga na wolny handel. Dyplomaci sprytnie rozgrywali konflikty interesów między krajami o imperialnych ambicjach.

Sam Leopold, zarządzający tym wielkim przedsięwzięciem, mówił, że to, co robi jest chrześcijańskim obowiązkiem wobec biednych Afrykanów i przekonywał, że za wszystkie swoje inwestycje, jakich dokonał, nie chce zwrotu ani jednego franka (por. s. 138). Jednocześnie w tajnej korespondencji instruował swoich ludzi, że traktaty muszą być jak najkrótsze i w kilku artykułach muszą przyznawać nam wszystko (s. 95).

Hochschild, Adam. 2012. Duch króla Leopolda. Opowieść o chciwości, terrorze i bohaterstwie w kolonialnej Afryce. Warszawa: Świat Książki.

Advertisements

Jedna myśl na temat “Polityka bez sentymentów. Przypadek Leopolda II

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s