Zagrożenie dla prywatności? Oh, please…

Na blogu Anny Miotk recenzja książki Przechytrzyć social media. Autorka recenzji pisze:

Google chce się dowiedzieć, czego wyszukujemy, aby wyświetlać nam lepiej dopasowane do naszych zainteresować reklamy. Facebook chce wiedzieć, kim jesteśmy i kim są nasi znajomi – również po to, aby w przyszłości wprowadzić narzędzia reklamowe, które będą wyświetlały określone treści osobom o określonych zainteresowaniach. Jest to nieco przerażająca perspektywa. (źródło: annamiotk.pl)

I później:

Rzeczywistość serwisów społecznościowych jest dla Bailyna [autora Przechytrzyć social media – WW] swego rodzaju grą – im lepiej w nią gramy, tym łatwiej jest nam zyskiwać popularność i budować swoją osobistą markę, czy też budować markę naszego produktu. […] Zabrakło mi [tu] nawiązania do grywalizacji czy też gamifikacji jako istotnego trendu biznesowego oraz wzmianki o tych rozwiązaniach społecznościowych, które swoich użytkowników zachęcają przede wszystkim do rywalizacji o status i budowania sobie sieci kontaktów. (źródło: annamiotk.pl)

Nie ma w tym nic zaskakującego. To dosyć powszechny pogląd, że przerażające są możliwości Google/Facebooka pod względem tego, jakie informacje o nas mogą te firmy wyciągać. Z drugiej strony to oczywiste, że te firmy tworzą środowiska, w których inne podmioty mogą rozgrywać swoje bitwy o naddatek, czy to w postaci prestiżu czy bazy klientów.

A jednak strasznie mnie takie podejście do sprawy dziwi. Najpierw kwestia przerażających możliwości Google/Facebooka. Odpalam FB i co widzę? FB poleca mi do polubienia stronę Niepublicznej Szkoły Podstawowej w Mierkowie. Ani nie mam dzieci, ani mieć nie zamierzam, ani nie wiem gdzie jest Mierków. Nie wiem, czym sobie zasłużyłem, żeby mi polecać tego fan-page’a. Dalej: w tej chwili mam w sponsorowanych kobietę reklamującą coś, co ma związek z jej białymi zębami. Też nie bardzo rozumiem skąd ten link, bo nie daję żadnych oznak zainteresowania kwestiami urody/wyglądu. W tym samym miejscu często wyświetla mi się reklama sklepu z biżuterią dla gejów, choć – mam wrażenie – dosyć wyraźnie daję do zrozumienia, że jestem heteroseksualnym mężczyzną. Gdyby tak Google/Facebook użył swoich mocy, żeby wyświetlić mi w tych miejscach coś, czego nie znam, a co mogłoby mnie zainteresować, to naprawdę nie miałbym nic przeciwko. Niech sobie analizują głupie obrazki, które wklejam, więzi łączące mnie z ludźmi, z którymi na FB gadam itd., tylko niech zrobią z tym coś sensownego, bo póki co ponoszą porażkę za porażką.

Teraz druga kwestia: budowanie osobistych marek, budowanie marek produktów, wciąganie ludzi w grywalizacyjne zabawy – to przeraża mnie dużo bardziej. Kiedy ktoś wkleja mi na FB zdjęcie jakiegoś gadżetu – bo jeśli to zdjęcie udostępni, to weźmie udział w konkursie – szlag mnie trafia (i od razu blokuję takich ludzi). Kiedy widzę jak ktoś „buduje swoją markę” zaśmiecając mi co i rusz tablicę swoimi fotkami (najlepiej z jakiegoś startup festu, TEDx-a, albo innego ubercool eventu), to co prawda szlag mnie nie trafia, ale śmiech bierze. Itd., itp. Dużo groźniejsze od marketingowego wykorzystania danych jest marketingowe wykorzystywanie luk w umysłach. Staramy się bronić przed tym pierwszym, a tymczasem to drugie coraz bardziej zatruwa nam społeczną przestrzeń. Nie bójcie się danych – bójcie się firm, które chcą na waszych plecach roznosić swoją reklamę i ludzi starających się upodobnić do produktów.

Reklamy

2 myśli na temat “Zagrożenie dla prywatności? Oh, please…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s