O Łodzi. Pozytywnie (sic!)

Dwa dni chodzenia po Łodzi. Niesamowite wrażenie. To jedyne polskie miasto, po którym widać, że było niegdyś stolicą wielkiego imperium. I to całkiem niedawno! To nie jest historia, jaką znam z Torunia: Kopernik, który zmarł prawie 500 lat temu, ciężki, rycerski gotyk i tak naprawdę brak momentu w historii, w którym miasto byłoby czymś więcej niż tylko ważnym portem rzecznym. Nie jest to też historia taka, z jaką zapoznaję się teraz mieszkając w Poznaniu, mieście tak starym, jak opowieść o Polsce, a przez to z historią tak rozległą, że nie potrafiłbym wskazać ani kluczowego momentu w jego historii, ani najważniejszego mieszkańca (choć jako postać ikoniczną wskazałbym Hipolita Cegielskiego).

Co innego Łódź. Tu historia jest jeszcze ciepła. W 1821 roku miasto liczyło 799 mieszkańców a w roku 1900 było ich już 314020!  Wszyscy oni pracowali na fortunę rodzin fabrykanckich. Każde imperium ma swoją ciemną kartę wyjaśniającą, skąd wzięła się jego potęga. W przypadku Łodzi jest to historia wyzysku mas ludzkich, które przybywały do miasta w nadziei na odmianę losu. Faktycznej odmiany losu doznali ci, którym udało się założyć fabryki i zbić na nich fortuny. I ci ludzie zbudowali w kilkadziesiąt lat mieszczańską Łódź: długie ulice imponujących kamienic, piękne pałace, robiące wrażenie kompleksy fabryczne i… zespoły budynków robotniczych przypominających koszary. Kulminacja tej krótkiej historii sukcesu nastąpiła chyba w 1914 roku. Gdy miasto zajęli Niemcy, rozpoczęli pierwszą grabież. Czego nie zniszczyły dwie wojny światowe i komunizm – to w proch obrócił Balcerowicz ;-) Dobrze, że dzisiaj przywraca się tym budynkom życie.

Co trzeba zobaczyć będąc w Łodzi? Trzeba przejść ulicę Piotrkowską od Białej Fabryki Geyera po Plac Wolności (3.5 km w linii prostej), trzeba zaliczyć kilka fabrycznych odnóg, takich jak Księży Młyn Scheiblera na południu (najlepiej przejść ul. Tymienieckiego od Piotrkowskiej aż po Pałac Herbsta), kompleks fabryczny Poznańskiego (dzisiejsza Manufaktura – koniecznie z audioguidem) na północy, a także dawne wille i fabryki należące dziś do Politechniki Łódzkiej (np. te w okolicach ul. Skorupki). Należy też odwiedzić co najmniej Muzeum Miasta Łodzi (Pałac Izraela Poznańskiego przy Manufakturze). To powinno wystarczyć, żeby zdać sobie sprawę z ogromu tego przedsięwzięcia, jakim przez ledwie kilkadziesiąt lat była Łódź.

Fascynująca jest ta historia, bo pokazuje, jak krótkie potrafią być cykle w gospodarce kapitalistycznej, nawet jeśli sprawiają wrażenie, jakby miały trwać wieki (choć w tym wypadku długość cyklu została wyznaczona przede wszystkim przez czynniki o charakterze politycznym). Myślę, że wszyscy ci wielcy fabrykanci byliby zaskoczeni, jak krótkie było życie ich gospodarczych imperiów. Historia Łodzi fascynująca jest też dlatego, że pokazuje, co dzieje się z pieniędzmi wytwarzanymi w mieście, kiedy nie odpływają one do rajów podatkowych czy do siedzib korporacji w innych krajach. Po Łodzi widać, że wytwarzane w tym mieście bogactwo faktycznie tam osiadło, nawet jeśli jego własność była skoncentrowana w rękach nielicznych. Gdyby fenomen Łodzi wydarzył się dziś, prócz szkieletów po fabrykach w mieście nie pozostałoby wiele, bo kapitał popłynąłby gdzie indziej.

2 thoughts on “O Łodzi. Pozytywnie (sic!)

  1. Mi się osobiście Łódź bardzo podoba i uważam za krzywdzące stwierdzenie że to najbrzydsze miasto w Polsce. To że jest zaniedbana nie znaczy że brzydka.
    Nie wiedziałam że swego czasu Łódź tak się szybko rozrosła!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s