Gra tajemnic + narzekania

Obejrzałem Grę tajemnic (2014) i będę narzekał. Najbardziej zgrany zarzut, jaki można postawić to oczywiście stare, dobre: o Polakach zapomnieli! W filmie mamy Alana Turinga, który wpadł na szalony pomysł zbudowania elektromechanicznego urządzenia, które pomoże złamać Enigmę (A co jeśli tylko maszyna może pokonać inną maszynę? – pyta Turing). Swój pomysł realizuje wbrew wszystkim, jak na osamotnionego w swym szaleństwie geniusza przystało. Po miesiącach niepowodzeń wojsko postanawia wyrzucić maszynę i Turinga, i dopiero wtedy jego współpracownicy – rozumiejący już, że kartka i długopis to za mało – wstawiają się za głównym bohaterem filmu i pomagają mu w ulepszaniu urządzenia.

Tyle tylko, że w rzeczywistości Polacy konstruowali tego typu urządzenia jeszcze przed wojną i w lipcu 1939 roku całą swoją wiedzę przekazali Brytyjczykom i Francuzom, a ci już jesienią tego samego roku korzystali z urządzeń skonstruowanych na podstawie polskich planów. W filmie mamy Turinga i jego mały zespół, który przez całe miesiące wojny odnosi same porażki. W rzeczywistości od początku wojny niemieckie komunikaty były deszyfrowane, pracowały nad tym setki ludzi, a cała zabawa polegała na robieniu tego jak najszybciej i na pokonywaniu kolejnych modyfikacji, jakie Niemcy wprowadzali do swoich technologii szyfrujących (i tutaj mamy faktyczny wkład Turinga, który potrafił konstruować urządzenia wykorzystujące inne słabości Enigmy niż te, na których opierały się urządzenia Polaków).

Drugi zarzut: wychodząc z kina miałem wrażenie, że Turing popełnił samobójstwo w trakcie przechodzenia „terapii” hormonalnej i że w tym okresie był zupełnie niezdolny do kreatywnej pracy (w filmie motyw z krzyżówką). To nieprawda. Samobójstwo Turinga miało miejsce czternaście miesięcy po zakończeniu „terapii” (co więcej: nie ma pewności, czy nie było nieszczęśliwym wypadkiem), a w trakcie jej przechodzenia Turing prowadził działalność naukową, która w zasadzie została zainspirowana przez zmiany, jakie zachodziły w jego ciele przez zażywanie hormonów.

Trzeci zarzut: nadmierna sterotypizacja. Turing – pokazany w filmie w trzech planach czasowych: jako młodzieniec, jako geniusz łamiący niemieckie szyfry i jako załamany oskarżeniami i „terapią” człowiek – zawsze jest tym samym, prawie autystycznym odludkiem pozbawionym jakichkolwiek umiejętności społecznych. Okres wojenny (jak wynika z przytaczanych już linków) i pod tym względem wyglądał zupełnie inaczej. Podobnie, stereotypowo pokazani są wojskowi (ponownie – patrz: przytaczane linki).

W całej tej fikcji były jednak i jasne punkty. Najbardziej udanym zmyślonym wątkiem były kontakty Alana Turinga z szefem MI6, Stewartem Menziesem. Teksty Menziesa, takie jak Oh, Alan… we’re gonna have such a wonderful war together, albo Maintain a conspiracy of lies through the highest levels of our government? Yes, that sounds right up my alley (link: scenariusz) były bezbłędne.

No i Benedict Cumberbatch jako Alan Turing bardzo dobry (choć Oscara dałbym raczej nienominowanemu Jake’owi Gyllenhaalowi za Nightcrawlera).

Advertisements

2 myśli na temat “Gra tajemnic + narzekania

  1. To, co z naszej perspektywy klasyfikuje się jako scenariuszowa wpadka, dla twórców bywa koniecznym uproszczenia gwarantującym dotarcie do masowego odbiorcy. Praktyka nader powszechna. Co nie zmienia, że żenująca czasem. Vide: finalne akordy wojennej „Furii”, sekwencja ułożona wbrew logice, wojskowej strategii i realiom wojny. Pamiętam swego czasu kontrowersje wokół „Wilka z Wall Street”, kiedy to córka jednego z bohaterów napisała książkę demaskującą fikcję, którą ten film był napakowany. A jeśli chodzi o Enigmę, to chyba jest to drugi taki film, bez Polaków. Swoją drogą, jakby zapytać przeciętnego naszego nastolatka, z czym mu się Enigma kojarzy wspomniałby zapewne pewien zespół.

    1. Właśnie przez tych nastolatków, którym Enigma kojarzy się pewnie z czymś, z czym mi się nie kojarzy, uważam, że jak robi się film o Alanie Turingu i jego roli w łamaniu Enigmy, to akurat ten główny wątek można by pokazać w miarę uczciwie. Jeśli przyjmujemy, że robimy film dla mas, które nie mają wiedzy kontekstowej i nie są w stanie odróżnić fikcji od faktów, to tym bardziej te drugie (tj. fakty) powinny obowiązywać.

      Nie mam nic przeciwko dobudowywaniu filmowego dramatyzmu (np. wątek z gościem, który rozpracowuje szyfr i wie o ataku, w którym zginie jego brat i nic nie może z tym zrobić; typowe filmowe dramatyczne zagranie, choć nieprawdziwe, to powiedzmy, że dla dobra filmu OK), ani klimatu (np. pozytywnie oceniam wprowadzenie kontaktów Turinga z Menziesem, choć nie ma żadnych dowodów, żeby w rzeczywistości ci dwaj kiedykolwiek się spotkali). Film ma swoje prawa i ja to rozumiem, ale fakty też mają swoje prawa :) Tutaj proporcje były po prostu zachwiane.

      PS. Co masz na myśli mówiąc o „Furii”?

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s