Katania

Katania. W sklepach wciąż sprzedają tu dyskietki. Przed dworcem Catania Centrale biegają wychudłe bezpańskie psy. Na ulicach w środku miasta handlują, jak w Polsce po upadku komunizmu: Włosi sprzedają owoce, warzywa i stare graty, a imigranci podróbki firmowych butów i pirackie płytki z oprogramowaniem, filmami i muzyką. Na Via Archimede, jednej z najbardziej obskurnych ulic w mieście, swoje sklepy ulokowali Azjaci. Sprzedają tu wszystko, co za grosze można kupić na Alibabie. Przechodząc wieczorem, liczę sklepy: trzydzieści czynnych. Wszystkie identyczne. Domyślam się, co było tu wcześniej, bo po drodze mijam też jeden warsztat samochodowy i pełen narzędzi składzik, w którym dogorywają ostatni, starusieńcy włoscy majstrowie.

*

Urlop w Katanii nauczył mnie jednego. Nigdy nie zostawaj 7 nocy w miejscu, w którym jedną z głównych atrakcji jest targ rybny.

*

W piekarni przy Piazza Carlo Alberto proszę o pokrojenie chleba. Ekspedientka kładzie chleb na ladzie, chwyta nieduży nożyk i kroi powoli – pajda po pajdzie. Po kilku kawałkach przytomnieję ze zdziwienia i mówię basta. Dziewczyna z tym samym uroczym spokojem, z jakim kroiła, chowa chleb do papierowej torby. Nie dała po sobie poznać, że uważa mnie i moją prośbę za zapowiedź skrajnej dekadencji, która powoli przesącza się z Północy na Sycylię.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s